Kadra bez Świątek i Fręch. Jest kolejne zagrożenie. "Trzeba oswajać się z myślą"
- Trzeba powoli oswajać się z myślą, że ta reprezentacja będzie się przebudowywać, bo Kasia Kawa i Magda Linette mają swoje lata. Chciałbym, aby były z nami jak najdłużej, ale wiem, że będzie o to coraz trudniej. Wiem, że na przykład ściągnąć Magdę w listopadzie będzie piekielnie ciężko - mówi Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski, który przegrała 0:4 z Ukrainą, w decydującym meczu grzebiąc szanse na awans do finałów Billie Jean King Cup.

Gdy stało się jasne, że zabraknie Igi Świątek, a plany drugiej najlepszej polskiej singlistki Magdaleny Fręch - jak stwierdził kapitan Dawid Celt - w tej chwili nie uwzględniają gry w kadrze, zespół znalazł się w beznadziejnym położeniu przed batalią z Ukrainkami.
Co z Linette i Kawą? Dawid Celt gra w otwarte karty
Swój obiekt, czyli wypełniony nie po brzegi, ale żywiołową publicznością (również głośnymi fanami z Ukrainy), patrząc na końcowy wynik, nie dał nam żadnej przewagi. W PreZero Arena Gliwice najbliżej sprawienia radości fanom były wyznaczone do debla Maja Chwalińska i Martyna Kubka, ale po trwającym 3 godziny i 14 minut meczu z siostrami-bliźniaczkami Nadiją Kiczenok i Ljudmiłą Kiczenok zeszły z kortu pokonane.
Nasze wschodnie sąsiadki przyjechały na Górny Śląsk dowodzone przez 7. tenisistkę świata Elinę Switolinę, która poradziła sobie z Katarzyną Kawą. Magda Linette musiała uznać wyższość Marty Kostiuk, a kończąca zmagania - gdy mecz był już rozstrzygnięty - Linda Klimovicowa przegrała z Ołeksandrą Olijnykową.
Po drugiej z rzędu lekcji tenisa (przed rokiem reprezentacja Polski przegrała z Ukrainą 0:3 w meczu fazy kwalifikacyjnej BJKCup w Radomiu), Dawid Celt nie ukrywał swoich emocji.
- Oczywiście jestem rozczarowany wynikiem. Ale przede wszystkim chcę pogratulować naszym przeciwniczkom. Były o wiele lepsze od mojej drużyny tym razem i ponownie. Są bardzo silne, mają świetną drużynę. I życzę im wszystkiego najlepszego w finale. Dla nas, jeśli mogę tak powiedzieć, bardzo ciężko było zakończyć dwa dni "w biurze". Dostaliśmy naukę i mamy do odrobienia pracę domową. Musimy ciężko pracować i wrócić silniejsi na kolejny mecz w listopadzie - powiedział kapitan zespołu.
Sam Celt szybko zaczął przedstawiać pierwsze generalne wnioski i spostrzeżenia, zapytany przez Interię o to, czy w obrębie własnych decyzji już widzi, że coś można było zrobić inaczej.
- Pewnie zawsze coś można zrobić inaczej, ale my po prostu przegraliśmy sportowo. Byliśmy słabsi, tu jakby nie ma drugiego dna. Z całym szacunkiem, pewnie niezależnie od tego, kogo bym wystawił na drugiej rakiecie, byłoby tak samo ciężko grać przeciwko Elinie Switolinie.
- Można było coś jeszcze kombinować z deblem, ale też patrzę szerzej niż tylko na to spotkanie. Myślę, że debel akurat przysporzył wielu emocji i dla kibiców pod względem dramaturgii był najlepszym meczem. Ale po takim pojedynku w zasadzie dwie dziewczyny masz wyłączone. Gdyby któraś miała grać singla to okej, dostałaby 30 minut czasu, ale po trzech godzinach i mnóstwie emocji musiałaby wyjść na dziewczynę z takim stylem, jaką widzieliśmy w meczu z Lindą. Tu w zasadzie nie było innej decyzji. Niektóre decyzje też rodzą się wraz z biegiem trwania meczu, bo mogę sobie coś założyć przed, a później okazuje się, tak jak teraz z bardzo długim deblem, że opcje zostają wyłączone - rozłożył ręce "krawiec" reprezentacji.
Celt przed walką o utrzymanie: Chęci muszą być też z drugiej strony
Dodał także, że w takiej sytuacji kadrowej nowy formaty także był wyzwaniem. - Dla wszystkich było to dość nowe doświadczenie, czyli mecz deblowy jako trzeci pojedynek. Taki debel, jak ten, w zasadzie powoduje, że obsadzenie w nim singlistki wyłącza ją z następnego meczu. Wszyscy się tego uczymy - zaznaczył.
Celt potwierdził, że Chwalińska i Kubka o nominacji do debla dowiedziały się w wieczór poprzedzający dzień meczowy. A gdyby jednak wygrały, wówczas Klimovicovej nie zobaczylibyśmy na korcie, bo "biało-czerwoni" graliby według wcześniej założonego planu. Czyli na kort wyszłaby Linette przeciwko Switolinie, a do piątego meczu desygnowana byłaby Kawa.
W zaistniałej sytuacji Polsce pozostaje walka o utrzymanie w Grupie Światowej I, a mecz odbędzie się w listopadzie. Przeciwniczki oraz miejsce rozegrania meczu dopiero poznamy, a karty zostaną odkryte 23 kwietnia podczas losowania.
Celt znów będzie miał piekielne zadanie, aby zebrać optymalny skład. Czy tym razem uda się oprzeć siłę kadry na Świątek i Fręch? Tego nie wiadomo, a jednocześnie pojawiają się kolejne zagrożenia, o który wprost mówi kapitan.
- Do tego czasu jest jeszcze 6-7 miesięcy, więc będę myślał o tym na pewno później. Też trzeba powoli oswajać się z myślą, że ta reprezentacja będzie się przebudowywać, bo Kasia Kawa i Magda Linette mają swoje lata. Chciałbym, aby były z nami jak najdłużej, ale wiem, że będzie o to coraz trudniej. Wiem, że na przykład ściągnąć Magdę w listopadzie będzie piekielnie ciężko. Zobaczymy, może coś się zmieni, natomiast taka jest kolei rzeczy - świadomie odpowiedział 40-latek.
- Dlatego cieszę się, że w meczu z Ukrainą każda z dziewczyn miała możliwość w nim zagrać, bo to bardzo cenne doświadczenie. To kolejne zderzenie się z emocjami, publicznością i całym ciężarem, który towarzyszy takiemu meczowi. Dla mnie, w kontekście przyszłości, jest to bardzo ważne. Zobaczymy, kto zgłosi gotowość do gry, bo to też jest bardzo istotne. Na końcu nie są to tylko moje chęci, bo też chęci muszą być z drugiej strony, a niekiedy różnie z tym bywa. Oczywiście tradycyjnie zbierzemy najsilniejszy skład, jaki będzie na ten moment dostępny - zapowiedział kapitan kadry.
Z Gliwic - Artur Gac












