Już pryskały marzenia Wima Fissette'a. Wciąż są szanse na spotkanie ze Świątek
Po WTA Finals drogi Igi Świątek i jej trenera się rozjechały - Polka ruszyła do Gorzowa, by być liderką reprezentacji Polski w turnieju fazy play-off Billie Jean King Cup. W niedzielę Polki zagrają z Rumunią o to, by w kwietniu móc walczyć o prawo gry w przyszłorocznym finale. I będą faworytkami. Na tym samym poziomie grały w Ismaning Belgijki, prowadzone przez kapitana Wima Fissette'a. I były o włos od porażki z Turcją, która miała dwie piłki meczowe w deblu, awansowałaby wtedy dalej. Doszło jednak do zwrotu akcji.

Wim Fissette został trenerem Igi Świątek w październiku zeszłego roku - już z nim na ławce Polka zagrała jeszcze w Rijadzie w WTA Finals, później poleciała do Malagi na finały BJK Cup już bez Belga. Od grudnia pracowali razem, najpierw w Warszawie, później już na całym świecie. I nawet gdy Iga występowała w United Cup, Fissette siedział w polskim boksie.
Nie rozstawali się, a teraz przyszedł pierwszy taki moment w sezonie, na sam jego koniec. Właśnie po WTA Finals, w którym Iga drugi raz z rzędu nie wyszła z grupy. Ona ruszyła do Gorzowa, jej trener zaś do Ismaning w Niemczech. Tam Belgia grała w równoległym turnieju play-off o miejsce w przyszłorocznych kwalifikacjach tych rozgrywek. Z Turcją i Niemcami - faworytem był ten ostatni kraj, z Evą Lys czy Ellą Seidel w składzie.
I zanim jeszcze doszło do starcia ekipy Fissette'a z Niemkami, sprawa awansu mogła zostać rozstrzygnięta. A trener Igi praktycznie straciłby szansę na możliwość spotkania się ze swoją zawodniczką po dwóch stronach barykady.
Billie Jean King Cup. Świątek w Gorzowie, Fissette w Niemczech. Ten sam cel: awans
Polska i Belgia miały w ten weekend ten sam cel - powalczyć o prawo gry w siedmiu kwietniowych dwumeczach, które wyłonią siedmiu uczestników finałów w Shenzhen. To ósme miejsce mają zagwarantowane Chinki.
Gdyby jednym i drugim udało się awansować, niewykluczone, że byłaby możliwość wzajemnej konfrontacji, tę wyłoni losowanie. W rankingu BJK Cup Polska jest dziewiąta, ale może wyprzedzić kilka krajów, które nie grają w ten weekend.

Nasz zespół w piątek swój plan zrealizował wzorowo - najpierw swój mecz 6:4, 6:4 wygrała Katarzyna Kawa, później Iga Świątek oddała zaledwie jednego gema Elyse Tse, a na koniec trzeci punkt dołożył debel: Martyna Kubka i Linda Klimovicova. Z uwagi na to, że Nową Zelandię pokonała też Rumunia, o awansie zdecyduje niedzielne, bezpośrednie spotkanie Polski i Rumunii. Zacznie się po godz. 15, tekstowa relacja "na żywo" w Interii.
W przypadku Belgii Fissette'a, pozbawionej najlepszej singlistki i deblistki Elise Mertens, sytuacja była inna. To Niemcy ułożyli sobie tak kalendarz, by grać w piątek i niedzielę, I już pierwszego dnia doznali sensacyjnej porażki z Turcją 1:2, swoje spotkanie przegrała m.in. Eva Lys.
Gdyby dziś Turcja wygrała też z Belgią, miałaby już zapewniony awans. A niedzielny mecz Belgia - Niemcy byłby o pietruszkę.
Tymczasem spotkanie w Ismaning zaczęło się dla Fissette'a koszmarnie - czyniąca stałe postępy Sofia Costoulas, już 149. w rankingu WTA, niespodziewanie gładko przegrała 3:6, 1:6 z Aylą Aksu. A 29-letnia rywalka jest w piątej setce w rankingu, nigdy w tenisie poważniej nie zaistniała.
Została więc trenerowi Swiątek nadzieja, że sytuację zmieni Hanne Vandewinkel, 21-letnia zawodniczka, która niedawno wskoczyła na 125. miejsce na światowej liście. Grała z Zeynep Sonmez, ta z kolei rok temu wygrała WTA 250 w Meridzie, a w tym roku w Meksyku pokonała choćby Magdę Linette i Marię Sakkari. Belgijka wygrała jednak 6:4, 6:4, decydowały przełamania w końcówkach obu setów.

Turcji została więc jeszcze szansa w grze podwójnej - para Aksu/Ipek Oz prowadziła już z duetem Costoulas/Magali Kempen 6:4 i 4:2. Brakowało jeszcze dwóch gemów. Belgijki wygrały 11 akcji z rzędu, wyrównały. Turcja miała break pointa na 6:5, nie wykorzystała go. I przegrała seta w tie-breaku (1-7).
O przyszłości ekipy Fissette'a decydował więc trzeci set w pojedynku par. Tym razem Costoulas i Kempen zdobyły 12 punktów z rzędu, odskoczyły na 4:2. I teraz to one się zacięły.
Znów decydował tie-break. Turcja grała o awans, przegrana pozbawiała ją szans, miałaby ujemny bilans setów z dwóch spotkań. Belgia - o przedłużenie nadziei na starcie z Niemkami.
Turcja prowadziła w nim 6-5 i 7-6, miała dwie piłki na awans do kwietniowych eliminacji. I przegrała 7-9, całe spotkanie zaś 6:4, 6:7 (1), 6:7 (7).
Fissette ze swoim teamem dostali więc kolejną szansę. Aby awansować do kolejnego etapu, z Niemcami będą jednak musieli prawdopodobnie wygrać. Awans da też porażka 1:2, ale pod warunkiem bilansu 4:4 w setach.














