Reklama

Reklama

Jerzy Janowicz znów na korcie. Wrócą wspomnienia sprzed dekady?

Dekadę temu Jerzy Janowicz wygrał tenisowego challengera Poznań Open, a już po kilku miesiącach cała Polska pasjonowała się jego potyczkami w Paryżu i Londynie. Teraz "Jerzyk" wraca na korty w Lasku Golęcińskim - dostał bowiem dziką kartę. Ma szansę zmierzyć się z przeciwnikami, którzy w tym tygodniu rywalizują we French Open.

Przed erą Huberta Hurkacza, kibice tenisa w Polsce pasjonowali się występami Jerzego Janowicza. Wysoki łodzianin zaczął błyszczeć w 2012 roku, a jednym z jego sukcesów, który pozwolił mu się zadomowić w czołowej setce rankingu ATP, był ten z Poznania. Wygrał bowiem challengera Poznań Open - jako pierwszy Polak w historii. A że turniej w tym roku świętuje 30-lecie, nawet dekadę temu było to spore osiągnięcie.

Drugi challenger Janowicza w tym roku

Kariera Janowicza przyspieszyła błyskawicznie. Jesienią dotarł do finału turnieju Masters 1000 w Paryżu, w następnym roku zagrał w półfinale Wimbledonu. Młodemu Polakowi wróżono sporą karierę, ale coś się jednak w niej zacięło. Do tego doszły kontuzje, które w ostatnich latach praktycznie wyeliminowały możliwość zaistnienia tenisisty w zawodowym sporcie. W tym roku Janowicz wrócił do gry, ale dość nieśmiało. W marcu zagrał w challengerze w Pau, gdzie dostał dziką kartę do eliminacji, ale przegrał po trzysetowym boju z Kazachem Jewsejewem. Teraz ma występować w rodzimej Superlidze, ale też zagra w Poznaniu, gdzie przed laty był ulubieńcem trybun.

Wojciech Fibak ma wątpliwości

-  To jest trudne by tak wrócić od razu w turnieju wyższej rangi. Dla niego byłoby może lepiej, gdyby zagrał w jednym czy dwóch mniejszych turniejach, jakichś Futuresach. Gra z marszu w turniejach to jedna rzecz, a gra na treningach to druga. Może zagrać kilka gemów tak z wyobraźnią, ale potem przyjdzie już granie z automatu i czegoś może brakować. Nawet przy jego talencie to może być trudne - uważa Wojciech Fibak, legendarny polski tenisista, który w 1992 roku sprowadził turniej z Warszawy do Poznania.

Reklama

Zwycięstwa w Paryżu złą informacją dla Poznań Open

 Turniej Poznań Open rozpocznie się w niedzielę 29 maja grami eliminacyjnymi. Faza zasadnicza turnieju wystartuje następnego dnia, a finał zaplanowano na niedzielę 5 czerwca - o godz. 15. INTERIA jest partnerem zawodów. W przeszłości w Poznaniu rywalizowali tenisiści, którzy później trafiali do ścisłego topu listy rankingowej ATP, m.in. jej liderzy Jewgienij Kafielnikow czy Marat Safin, a także Juan Carlos Ferrero, Gaston Gaudio i Nicolas Massu. W ostatnich latach w Poznaniu triumfowali m.in. David Goffin, Pablo Carreño-Busta czy Hubert Hurkacz. W tym roku jedynkę powinien otrzymać Francuz Arthur Rinderknech (ATP 65), a dwójkę jego rodak Benoît Paire (ATP 67).

Wiele zależy jednak od tego, jak potoczą się losy tenisistów na kortach Rolanda Garrosa - aż siedmiu z nich uzyskało prawo gry w pierwszej rundzie tego turnieju. Na razie odpadł tylko Węgier Attila Balázs, do drugiej rundy awansował już za to Argentyńczyk Camilo Ugo Carabelli. Najpierw przebrnął eliminacje, a później nieoczekiwanie ograł srebrnego medalistę olimpijskiego w mikście Asłana Karacewa. Jeśli któryś z tych zawodników, także Rinderknech, Paire, Henri Laaksonen, Ricardas Berankis i Chun-hsin Tseng, dotrze do trzeciej rundy, z występów w Poznań Open zapewne już zrezygnuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL