Reklama

Reklama

Jerzy Janowicz pokonał Łukasza Kubota w boju o półfinał Wimbledonu

Łzy szczęścia 22-letniego Jerzego Janowicza, owacja na stojąco i - piłkarskim zwyczajem - wymiana koszulek - tak zakończyło się wielkie tenisowe święto na Wimbledonie. Jurek, w bratobójczym boju, dzięki potężnym serwisom, pokonał Łukasza Kubota 7:5, 6:4, 6:4.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu 1/4 finału Wimbledonu Jerzy Janowicz - Łukasz Kubot!

Reklama

Janowicz i Kubot jeszcze nigdy nie grali przeciwko sobie, ale znają się doskonale. Wiele razy wspólnie trenowali przygotowując się do meczów reprezentacji Polski w Pucharze Davisa.

Biorąc pod uwagę miejsce w światowym rankingu, to murowanym faworytem był 22. obecnie Janowicz. Kubot sklasyfikowany jest dopiero na 130. miejscu, ale w obecnej edycji Wimbledonu rozgrywa turniej życia.

Największym atutem 22-letniego Polaka jest potężny serwis. Kubot miał temu przeciwstawić bardzo dobry return i swoje firmowe zagranie czyli akcję serwis-wolej.

W "player's box" Janowicza pojawiła się, po raz pierwszy w trakcie 127. edycji Wimbledonu, tenisistka Marta Domachowska, która przed miesiącem wspierała go też na trybunach w trakcie Roland Garros, gdzie nie przyniosła mu szczęścia w trzeciej rundzie.

Obok niej wspierał "Jerzyka" fiński trener Kim Tiilikainen, od lat mieszkający w Polsce. Na drugim krańcu niewielkiego sektora trybun zasiadł czeski sztab Kubota, czyli Jan Stoces i Ivan Machytka oraz jego wieloletnia narzeczona Słowaczka Eva Slaninkova.

Nie ma wątpliwości, że ten mecz był dla polskiego tenisa prawdziwym świętem do którego postanowił się dostroić arbiter. Spotkanie dwóch Polaków w 1/4 finału Wimbledonu poprowadził sędzia z Portugalii Carlos Ramos, który przywitał naszych tenisistów po polsku: "Jak się macie?".

W pierwszej partii wyrównana walka toczyła się przez dziesięć gemów, a zawodnicy zgodnie zdobywali punkty przy własnych podaniach. Janowicz korzystał ze swojej najlepszej broni z niesamowitą regularnością. Jeśli nie udało mu się posłać asa, to często zdobywał punkt wygrywającym serwisem. Podobnie starał się odpowiadać Kubot i na korcie numer 1 toczyła się prawdziwa bitwa serwisowa. Statystycy policzyli, że każdy gem średnio trwał niespełna dwie minuty.

Pierwszy w opałach znalazł się Janowicz. Kubot miał nawet piłkę setową, ale młodszy z Polaków wyszedł z opresji oczywiście dzięki fantastycznemu serwisowi. To co nie udało się Kubotowi, zrobił Janowicz. Przełamał serwis kolegi z reprezentacji, a następnie zdobył gema przy własnym podaniu wygrywając pierwszego seta 7:5.

W drugim znów nasi tenisiści popisywali się siarczystymi serwisami. Kibice przez to nie oglądali zbyt dużo wymian, co nie znaczy, że mecz był nudny. Większe ryzyko podejmował Janowicz, co przypłacał podwójnymi błędami serwisowymi. Podopieczny Kima Tiilikainena jednak nadrabiał to imponującą liczbą asów.

W czwartym gemie po nieudanym skrócie Janowicza dwie szanse na przełamanie miał Kubot. Młodszy z Polaków uratował się serwisem. W szóstym znów Kubot miał break pointa i znów nie udało mu się go wykorzystać, bo rywal posłał dwa asy. W następnym to Janowicz stanął przed szansą po nieudanej akcji serwis-wolej przeciwnika. Kubot zaryzykował i powtórzył akcję, ale spotkał się z zabójczą kontrą. Janowicz objął prowadzenie 4:3. To wystarczyło, żeby rozstrzygnąć seta na swoją korzyść. Tym razem 6:4.

Podobny scenariusz, jak w dwóch pierwszych setach, miał miejsce w trzecim. Kubot miał swoje szanse, które jednak szybko gasił Janowicz. W 9. gemie, przy stanie 4:4, Kubot walczył jak lew, żeby utrzymać własny serwis, ale Janowicz wykorzystał czwartego break pointa. Ładnie przelobował Kubota, który wprawdzie doszedł do tego zagrania, ale odegrał w aut. Następnego gema nasz olbrzym wygrał na sucho dzięki fantastycznemu serwisowi i mógł się cieszyć z największego sukcesu w karierze.

Po spotkaniu Janowicz i Kubot podziękowali sobie za grę i wymienili koszulkami.

- Jestem niesamowicie szczęśliwy, nie spodziewałem się, że zajdę na tym turnieju aż tak daleko - mówił po meczu, z trudem tłumiąc łzy Jerzy Janowicz. Na pytanie o to, jak się czuje pierwszy Polak w półfinale Wimbledonu, odparł: - Nie interesuje mnie to, czy jestem pierwszym, czy drugim Polakiem. Najważniejsze, że ja jestem tak daleko w tym turnieju po raz pierwszy.

W półfinale Janowicz zmierzy się z faworytem gospodarzy Andy Murrayem, który po pięciosetowym boju pokonał Hiszpana Fernando Verdasco 4:6, 3:6, 6:1, 6:4, 7:5.

Mimo porażki Kubot wyjedzie z Londynu zadowolony, bowiem zdobył tu 360 punktów, co pozwoli mu wrócić do czołowej setki rankingu ATP World Tour. Awansuje ze 130. miejsca na 62., a tym samym zapewnił sobie prawo startu bez kwalifikacji w kolejnym wielkoszlemowym turnieju US Open, który za siedem tygodni rozpocznie się w Nowym Jorku.

Natomiast Janowicz powiększył dorobek w Wimbledonie do 720 punktów i w najbliższym notowaniu będzie 17. na świecie (zyska pięć lokat). Ewentualny występ w finale to w sumie 1200 punktów i mógłby być wtedy numerem 12.

Ćwierćfinały gry pojedynczej mężczyzn:



Jerzy Janowicz (Polska, 24) - Łukasz Kubot (Polska) 7:5, 6:4, 6:4

Andy Murray (Wlk. Brytania, 2) - Fernando Verdasco (Hiszpania) 4:6, 3:6, 6:1, 6:4, 7:5

Novak Djoković (Serbia, 1.) - Tomasz Berdych (Czechy, 7.) 7:6 (7-5), 6:4, 6:3
 
Juan Martin del Potro (Argentyna, 8.) - David Ferrer (Hiszpania, 4.) 6:2, 6:4, 7:6 (7-5)

Na co stać jeszcze Jerzego Janowicza w Londynie? Dołącz do dyskusji!

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz | Łukasz Kubot | Wimbledon | Andy Murray | Fernando Verdasco | ATP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje