Reklama

Reklama

Janowicz: Muszę spojrzeć na wszystko z dystansem

- Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Mam nadzieję, że to nie koniec sukcesów i będę tworzył historię tenisa - powiedział po powrocie do kraju sensacyjny finalista turnieju rangi Masters 1000 w paryskiej hali Bercy, Jerzy Janowicz.

Janowicz w Paryżu grał jak natchniony. Zajmujący przed startem turnieju 69. miejsce w rankingu ATP tenisista pokonał pięciu rywali z czołowej dwudziestki, w tym trzecią rakietę świata, Andy’ego Murraya. Przegrał dopiero w finale z Davidem Ferrerem.

- Ciężko mi się z nim grało. Byłem wyczerpany. W nocy przed finałem spałem trzy godziny. Miałem za sobą kilka nocy bez porządnego snu. To się musiało na mnie odbić. Nie byłem w 100 procentach przygotowany. Z każdym gemem słabłem. Żałuję, bo czułem, że jest szansa żeby wygrać ten turniej, ale tego dnia Ferrer był za silny - wspominał niedzielny finał Janowicz.

Reklama

Jerzy leciał do Paryża jako postać anonimowa dla przeciętnego fana sportu w Polsce. Wrócił jako bohater pierwszych stron gazet. - Moje życie zmieniło się o 180 stopni. To dla mnie zupełnie nowy rozdział. Mam nadzieję, że to nie koniec sukcesów i będę tworzył historię tenisa. Być może nie wytrzymałbym tego mentalnie, gdyby taki turniej przydarzył mi się w środku, a nie na koniec sezonu. Teraz mam trzy tygodnie spokoju i czas na dojście do siebie - powiedział Janowicz.

 - Podczas tego tygodnia zdarzyło się więcej niż podczas 21 lat mojego życia. Potrzebuje kilku dni spokoju, żeby spojrzeć na to wszystko z dystansem. Mam silny charakter, mam nadzieję, że to co się będzie teraz działo mnie nie zniszczy, tylko da mi kopa do pracy i na tym moje sukcesy się nie skończą i że uda mi się znaleźć porządnych sponsorów - dodał Jerzy.

Bohater ostatnich dni zdaje sobie sprawę, że szum wokół jego osoby wiele osób będzie denerwował, ale nie zaprząta sobie tym głowy. - Parę ludzi pewnie już mnie nie lubi, ale w tym kraju tak bywa. Ja swoją grą chcę zdobyć jak najwięcej fanów, to wszystko.

W lipcu Polak zadebiutował w Wielkim Szlemie dochodząc do trzeciej rundy Wimbledonu, po przejściu kwalifikacji. W październiku, zanim wystartował w eliminacjach do imprezy w hali Bercy, osiągnął pierwszy ćwierćfinał w cyklu ATP w Kremlin Cup.

- Na pewno wcześniejszy ćwierćfinał w Moskwie pomógł mi nabrać większej pewności siebie, ale trudno jakoś wyjaśnić, to co się dokładnie stało w Paryżu. Wygrałem tam na dzień dobry z numerem dziewiętnastym w rankingu, potem z piętnastym, no i z Murrayem, trzecim na świecie, który nie wykorzystał meczbola. Pod dwóch kolejnych meczach przegrałem dopiero w finale z Ferrerem, gdzie byłem już bardzo zmęczony i grałem na środkach przeciwbólowych, bo już od dłuższego czasu miałem problemy z barkiem - stwierdził Janowicz.

Najbliższy start Janowicz planuje w pierwszej połowie stycznia, tuż przed wielkoszlemowym Australian Open, który w tym roku opuścił, bo nie miał pieniędzy na wyjazd do Melbourne, gdzie musiałby grać w kwalifikacjach.

- To jest frustrujące, kiedy z powodu problemów finansowych nie można zagrać w jednym z czterech turniejów Wielkiego Szlema. Tym razem, dzięki dobremu występowi w Paryżu, nie będę już miał takich kłopotów. Mam nadzieję też, że uda mi się teraz znaleźć porządnych sponsorów. Całe szczęście, że jako junior miałem jakieś sukcesy, bo byłem w finale US Open i French Open. Pojawiały się więc różne mniejsze firmy, ale pieniądze, jakie od nich otrzymywałem nie wystarczały na cały sezon. Później był tez PZT Prokom Team, chociaż współpraca ta się nie powiodła do końca - powiedział Janowicz, który 13 listopada będzie obchodził 22. urodziny.

Przed ostatnim sezonem w najbliższym otoczeniu tenisisty z Łodzi pojawił się na stałe fizjoterapeuta Piotr Graba, a czasem też konsultuje się z psychologiem. Od wielu lat niezmiennie jego trenerem tenisowym jest Fin Kim Tiilikainen, od dawna mieszkający w Polsce, gdzie założył rodzinę.

- Jeśli chodzi o Kima, to chyba czeka nas teraz męska rozmowa na temat przyszłości (śmiech). Na razie jednak jest zbyt wcześnie na jakiekolwiek ustalenia. Czas na nie przyjdzie po odpoczynku. Przed tym rokiem właściwie przez dwa i pół roku nie miałem żadnego trenera od przygotowania fizycznego, ponieważ trener, z którym pracowałem od 11. roku życia aż do 18. musiał wyjechać do Kazachstanu. Był to Mieczysław Bogusławski, którego traktowałem jak drugiego tatę. Znał mnie bardzo dobrze i przeżywał moje występy, ale niestety teraz przebywa w Kazachstanie - dodał Janowicz.

Reklama

Reklama

Reklama