Reklama

Reklama

Janowicz: Chciałbym znów zagrać tu na korcie centralnym

Jerzy Janowicz pokonał Hiszpana Nicolasa Almagro 7:6 (8-6), 6:3, 6:4 i awansował do 1/8 finału na trawie kortu centralnego turnieju wielkoszlemowego w Wimbledonie (pula nagród 22,56 mln funtów). Polski tenisista chciałby znów na nim zagrać.

- Nigdy jeszcze w Wielkim Szlemie nie grałem na żadnym korcie centralnym. Cieszę się, że miało to miejsce dzisiaj, a jeszcze bardziej się cieszę, że właśnie na korcie centralnym Wimbledonu. Do tego wygrałem na nim mecz, więc tym bardziej będę go miło wspominał. No i widziałem, że publiczność trochę bardziej mi sprzyja, widać mnie - powiedział po awansie do 1/8 finału Janowicz.

Reklama

- Mam nadzieję, że będę miał szansę znów zagrać jeszcze kolejny mecz tu na korcie centralnym. Jedynym minusem dzisiaj był bardzo nerwowy początek. Nie przepadam za taką niewiedzą, która niepotrzebnie komplikuje proste sytuacje. Przed to dwukrotnie zaczynaliśmy rozgrzewkę przed samym meczem, no i było trochę czekania na to czy zasuną dach, czy rozsuną. To wszystko było szarpane i wolałbym, żeby pogoda nie przeszkadzał mi już tak podczas kolejnego meczu - dodał.

Zamieszanie spowodowała decyzja o rozsunięciu dachu, gdy już tenisiści byli na korcie i się rozgrzewali. Trwało to 20 minut, a gdy już nastąpiło - spadł deszcz, powodując w sumie opóźnienie startu meczu o ponad godzinę. Konieczna była druga rozgrzewka, a po niej Polak pozwolił się już w drugim gemie przełamać, w wyniku czego przegrywał 0:3 i 1:4, zanim odrobił stratę serwisu.

- To całe szarpanie spowodowane przez kwestię dachu i czekanie na poprawę pogody miało wpływ na pierwsze gemy, niestety. Jestem przekonany, nawet na ponad 90 procent, że gdyby nie to, to meczu nie zacząłbym od 0:3. Ale cieszę się, że udało mi się z tego wrócić. Najważniejsze jest jednak to, jak się kończy, a nie jak się zaczyna - wyjaśnił Janowicz.

- Dobrze dzisiaj zagrałem i świetnie serwowałem, a przede wszystkim nie dawałem mu ani na moment właściwego rytmu. Albo grałem winnery, albo szybko popełniałem błąd, więc gra była cały czas szarpana, przez co rytmu dziś nie miał, a wiem, że go zawsze bardzo potrzebuje. Potem on na pewno czuł coraz większą presję, bo obawiał się przegrania własnego serwisu, wiedząc, że ciężko mu będzie to odrobić przy tym jak ja dziś serwowałem - dodał.

Kolejnym rywalem 22-letniego łodzianina będzie starszy o dziesięć lat Austriak Juergen Melzer, również leworęczny i bardziej doświadczony od niego, w dodatku dobrze spisujący się zawsze na trawie.

- Tu nie ma łatwych meczów, szczególnie im dalej jest się w turnieju. Zapowiada się ciężki mecz, bo Juergen gra dobrze i bardzo nieprzyjemnie serwuje z lewej ręki, ma też bardzo dobry wolej. Ale nie będę się zastanawiał przecież nad grą Melzera, tylko skupię się przede wszystkim na swojej, to jest jednak ważniejsze. Jak przegram, to przegram i się przecież nie potnę, ale mam nadzieję, że zagram swój najlepszy tenis i pokonam Melzera - uważa Janowicz.

Jednym z głównych tematów poruszanych przez tenisistów, szczególnie wysoko rozstawionych po nieoczekiwanych porażkach, jest kondycja nawierzchni. Ich zdaniem jest bardziej śliska, niż dotychczas, przez co mnożą się upadki i kontuzje.

- Ta trawa jednak trochę się różni w porównaniu z tą z ubiegłego roku. Jest ona dłuższa, przez co trzyma dłużej wilgoć, a przez co kort jest trochę wolniejszy. Być może z tego powodu pojawiają się narzekania i urazy. Ale w sumie trawa mi odpowiada, sprzyja mojej grze, chociaż mogę grać na niej tylko przez trzy, cztery tygodnie w roku - powiedział Janowicz.

- Największy problem jest z tym, że nie mam szansy trenować na trawie, ponieważ my nie mamy trawiastych kortów w Polsce. Ale lubię ją, choć raczej więcej jednak gram na kortach ziemnych czy twardych - dodał.

Z Londynu - Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Wimbledon | Jerzy Janowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje