Reklama

Reklama

Iga Świątek w finale Rolanda Garrosa. Piotr Robert Radwański: Polski czołg przejechał po kolejnej rywalce

- Trzeba się z tego cieszyć, że mamy następczynię "Isi". I nie czekaliśmy na nią 50 lat tylko dwa lata - skomentował sukces Igi Świątek Piotr Robert Radwański.

Nadia Podoroska została wręcz zmieciona z kortu przez 19-letnią Igę, która wygrała 6-2, 6-1 i w sobotę o godz. 17 zagra w wielkim finale!

Reklama

- Gładziutki mecz i zasłużone zwycięstwo Igi. Moim zdaniem fantastycznie się ułożył scenariusz, Iga nie dała szans rywalce. Gra na poziomie zawodniczki z pierwszej dziesiątki rankingu światowego i taka jest prawda. Trzeba się z tego cieszyć, że mamy następczynię "Isi". Nie czekaliśmy na nią 50 lat tylko dwa lata. Właściwie nie ma co komentować, bo najlepszym komentarzem była sama gra Igi - cmoka Radwański.

Trener i ekspert tenisa użył obrazowego porównania:

- Polski czołg przejechał po następnej zawodniczce i tyle. Jak zwykle bez straty seta. Cieszę się, że Iga znowu zaoszczędziła siły, a przypominam, że najważniejszy mecz jest dopiero w sobotę - finał Rolanda Garrosa - zaznaczył.

Zapytaliśmy go o to, czy to Iga grała tak dobrze czy Podoroska słabo, skoro Argentynka wywalczyła tylko trzy gemy.

- Podoroska grała dziewiąty mecz, licząc z trzema w eliminacjach do turnieju. Gdyby to wszystko złożyć, to miała niezły maraton. To i tak jej wielki, wspaniały sukces, że ktoś z eliminacji dochodzi do półfinału - rozgrzesza Nadię Piotr Radwański, który zawsze namawiał swe córki Agnieszkę i Urszulę, by uderzały z całych sił, nie zwalniały ręki. Iga, za wyjątkiem piątego gema w drugim secie, gdy wkradła się w jej grę nerwowość, uderzała z pełną mocą.

- Iga nie zwalnia ręki, ma taki charakter, jakby to nazwać "atakowszczyka", który cały czas atakuje piłkę. Teraz doszło jeszcze doświadczenie, dojrzałość kobieca. Iga nie jest już podlotkiem, jakim była dwa lata temu, tylko dorosłą kobietą, sportowcem w pełnym wymiarze - ocenia.

- Teraz trzeba patrzyć na finałową rywalkę Świątek. Jeżeli będzie nią Kvitova, to będzie gorzej, bo to stara wyga, na dodatek leworęczna, a z takimi zawsze się gra gorzej. Lepiej byłoby grać z Amerykanką Kenin, ale jeśli przyjdzie grać z Kvitovą, to też powinna sobie poradzić, jeśli będzie grać tak jak w dotychczasowych sześciu meczach: równo, sprytnie i szybko, bez męczarni po 7-5 w trzecim secie - tłumaczy. W finale Świątek zagra z Kenin. Amerykanka pokonała Kvitovą 6:4, 7:5.

- Turniej się ułożył dla Igi idealnie. Rzeczywiście, może debel nie był Idze potrzebny, ale jeśli się tak gra singla, że się człowiek nie męczy, to nich będzie też debel - kończy Piotr Robert Radwański.

MiBi



Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | Piotr Robert Radwański | roland garros

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje