Hubert Hurkacz miał wielki problem. To, co potem zrobił, było imponujące
Skoro Węgier Fabian Marozsan był graczem nierozstawionym (ostatnim, jaki w Szanghaju dotrwał do ćwierćfinału), to wydawało się, że Hubert Hurkacz nie powinien mieć z nim kłopotu. A miał. Przełamanie serwisu przeciwnika w połowie trzeciego seta okazało się decydujące. Hubert Hurkacz wygrał 4:6, 6:1, 6:3 i jest w półfinale tego dużego turnieju.

Uwaga na Fabiana Marozsana - można było powiedzieć po tym, jak zawodnik z Budapesztu wyrzucił z turnieju w Szanghaju norweskiego asa Caspra Ruuda. A zatem zawodnika rozstawionego i notowanego wyżej niż Hubert Hurkacz. Fakt, że węgierski tenisista dysponuje nieprzeciętnymi umiejętnościami potwierdził się dość szybko.
Hubert Hurkacz - lider chińskiego turnieju pod względem potężnych serwisów i asów - zdawał się zmiatać rozpoczynającymi uderzeniami rywala, ale było to tylko złudzenie. Węgier radził sobie z Polakiem do tego stopnia, że na początku meczu go przełamał i prowadził nawet 3:1. Pierwsza rakieta Polski miał okazję złamać serwis rywala i wyrównać przy 2:3, ale szansy nie wykorzystał. Udało się to nieco później, bo bodaj dwóch najbardziej koncertowych gemach w meczu. Najpierw Hurkacz rozbił Węgra na 3:4, a potem przy jego podaniu znokautował go i doprowadził do remisu.
Fabian Marozsan nie przejmował się jednak. Świetnie uderzał z forehandu, z dużym luzem i pewnością siebie. Zaczęa się mordercza bitwa, podczas której gem na 5:4 trwał bardzo długo i okazał się decydujący. Węgier - ostatni nierozstawiony zawodnik w turnieju - wygrał go i zamknął po chwili całego seta.
Hubert Hurkacz się rozpędza
Polki faworyt nabrał impetu dopiero w tym momencie drugiego seta, w którym dał się dostrzec dość poważny kryzys Fabiana Marozsana - zapewne fizyczny. Hubert Hurkacz natychmiast to wykorzystał. Przełamał rywala na 3:1, następnie w dość szybkim tempie doszedł do 5:1. Ten set był popisem Polaka i koszmarem węgierskiego rywala, który walczył o przetrwanie.
Pozbierał się jednak w trzecim. Zaczął przejmować inicjatywę, grać aktywniej i od razu Hubert Hurkacz poczuł problemy. Sięgnął więc po swą najcięższą broń - serwis. Zaatakował nim w drugim gemie trzeciego seta. Tak to wówczas wyglądało - Hurkacz rozbijał rywala serwisem, ale podczas własnych podań Fabian Marozsan stosował cały wachlarz kombinacji, które utrudniały Polakowi życie.
Wreszcie przyszedł gem z podaniem Węgra przy 3:3. Gem decydujący. To wtedy Hubert Hurkacz wygrał w imponującym stylu, w tym po bardzo długiej wymianie. Złamał serwis przeciwnika w najlepszym chyba momencie i aż uniósł pięść z radości.













