Gorąco w Madrycie. Andriejewa nie mogła uwierzyć. Ruszyła do sędziego, salwa gwizdów
W pierwszym półfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie mierzyły się ze sobą Mirra Andriejewa oraz sensacyjna pogromczyni Aryny Sabalenki - Hailey Baptiste. Rosjanka bardzo szybko spotkała się z salwą gwizdów ze strony kibiców. 19-latka nie mogła uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło.

Mirra Andriejewa po ćwierćfinałach turnieju WTA 1000 w Madrycie stała się absolutną faworytką do triumfu w całej imprezie. Oprócz niej w drabince pozostały bowiem tylko: Marta Kostiuk, Anastazja Potapowa oraz Hailey Baptiste. Żadna z tych pań nie wygrała w swojej karierze "tysięcznika".
19-latka urodzona w Rosji ma w swoim CV dwa takie triumfy. Najpierw wygrała w Dubaju, a niecały miesiąc później także w prestiżowym Indian Wells. W swoim półfinale ósma zawodniczka rankingu WTA musiała stawić czoła tej, która wyeliminowała z imprezy liderkę tego zestawienia.
Gorąco w Madrycie. Pretensje Andriejewej na korcie
Mowa o Hailey Baptiste, która po niewiarygodnej ćwierćfinałowej batalii wyrzuciła Arynę Sabalenkę. Faworytką czwartkowej rywalizacji była rzecz jasna Andriejewa, ale triumf Amerykanki nad Białorusinką musiał sprawić, że pojawił się zdecydowanie większy respekt do rywalki.
Rosjanka szybko podniosła temperaturę na trybunach. Już w piątym gemie meczu Andriejewa nie wierzyła technologii, która po fantastycznym forehandzie nie wywołała autu Amerykanki. 19-latka podeszła do śladu, obejrzała go z każdej strony i ruszyła z pretensjami do sędziego.
Arbiter błyskawicznie zaczął tłumaczyć jej, że jeśli system nie wywołał autu, to nie może on zweryfikować tej decyzji. Rosjanka z kolei ekspresyjnie przedstawiła, że aut jej zdaniem nie był minimalny. - To było pięć centymetrów - grzmiała Andriejewa, pokazując jednocześnie na palcach odległość piłki od linii. Jej pretensje skończyły się salwą gwizdów.











