Gauff nie wyszła na kort, a jedna zagadka już rozwiązana. Koniec marzeń o obronie tytułu
Szósty dzień zmagań w Rijadzie wyłoni ostatnie półfinalistki turnieju kończącego sezon dla światowej czołówki. Zdecydowanie więcej niewiadonych jest wśród singlistek, tu o dwa miejsca "biją się" jeszcze Aryna Sabalenka, Jessica Pegula oraz broniąca tytułu z zeszłego roku Coco Gauff. Zanim jednak one zaczęły dwa decydujące mecze, na korcie pojawiły się mistrzynie WTA Finals 2024: Gabriela Dabrowski i Erin Routliff.

W czwartek kończy się w Rijadzie rywalizacja w fazie grupowej WTA Finals - poznamy dwie ostatnie półfinalistki w singlu, ale wcześniej miała zostać uzupełniona stawka w deblu. Tu zaś niewiadoma była już tylko jedna. Już po dwóch spotkaniach grupowych awans zapewniły sobie: Hsieh Su-wei i Jelena Ostapenko z grupy Martiny Navratilovej, a także Katerina Siniakova i Taylor Townsend z grupy Liezel Huber. W tej pierwszej w środę do grona półfinalistek dołączyły Weronika Kudiermietowa i Elise Mertens, dziś mieliśmy poznać czwarty duet.
I to jeszcze zanim do boju ruszyły singlistki, bo na godz. 15 zaplanowano starcie Jessiki Peguli z Jasmine Paolini, a zaraz po nim to arcyciekawe: Aryny Sabalenki z Coco Gauff.
Ta ostatnia broni tu tytułu z 2024 roku, podobnie jak i duet Gabriela Dabrowski/Erin Routliffe, którą w za dziewięć dni powinno zobaczyć kibice w Gorzowie, na turnieju w ramach BJK Cup.
Dziś ich przygoda mogła się skończyć - decydował mecz z parą Timea Babos/Luisa Stefani, które jako ostatnie dołączyły do grona uczestniczek WTA Finals.
WTA Finals. Wyłoniono ostatnie półfinalistki turnieju deblowego. Ogromne emocje w grupie Liezel Huber
Pod względem sukcesów, jak i miejsc w rankingu WTA obie pary dzieli naprawdę wiele, choćby z tego powodu faworytkami do awansu był duet Dabrowski/Routliffe. Tyle że z Brazylijką i Węgierką w tym roku mistrzynie US Open spotkały się dwukrotnie - i zawsze decydował o awansie trzeci set. Nawet w Nowym Jorku, gdzie ostatecznie Kanadyjka z Nowozelandką świętowały tytuł.

Miało być więc ciekawie - i było. W pierwszym secie o rozstrzygnięciu zadecydowały dwa gemy serwisowe Timei Babos - oba przegrała. A Stefani swoje wygrywała do zera. W małych punktach było 24:22 dla Dabrowski i Routliffe, nie można więc było mówić o jakiejś widocznej dominacji. Mimo że skończyło się na 6:2.
Co więc przesądziło? Kluczowe, pojedyncze zagrania, przy stanie równowagi, gdy decydowała o powodzeniu w gemie ta jedna, ostatnia akcja. I trzykrotnie cieszyły się z sukcesu Kanadyjka i Nowozelandka. W tym na samym koniec, gdy Dabrowski zaserwowała na Babos, ta zdołała odegrać returnem, ale czujna Routliffe posłała spod siatki pięknego gwoździa.
Drugi set był już jednak zupełnie inny, choć zapowiadał się podobnie. W piątym gemie Stefani po raz pierwszy musiała pogodzić się ze stratą punktu przy swoim podaniu. A później przepadł drugi i trzeci: mistrzynie US Open stanęły przed szansą uzyskania przełamania. I dokonały tej sztuki, po kapitalnym ataku przez środek w wykonaniu Kanadyjki.
Faworytki miały więc w dorobku przełamanie, ale już za moment doszło do kolejnego. I jeszcze dwóch za chwilę. Cały drugi obrót serwisowy zakończył się samymi breakami, był wiec remis 4:4. I wciąż nie było wiadomo, kto wygra spotkanie.
W końcówce bliżej były obrończynie tytułu, miały dwa piłki na przełamanie na 6:5. A skończyło się tak, że nie zdobyły już w tej partii punktu. Zawodziła Routliffe, na wyżyny wskoczyła zaś Babos, której wcześniej szło wyraźnie pod górkę.
Doszło więc do trzeciej partii - granej do 10 punktów. W połowie w lepszej sytuacji były Stefani i Babos - prowadziły 5-3. A później odskoczyły na 7-4, po błędach Routliffe. I wygrały całe spotkanie: 2:6, 7:5, 10-5.














