Gauff mogła tylko patrzeć. Wielki triumf Anisimovej. 167 minut epickiej walki w Pekinie
Na czwartek zaplanowano pierwsze ćwierćfinały podczas tegorocznych zmagań WTA 1000 w Pekinie. Tuż po 9:00 czasu polskiego na głównej arenie zaprezentowała się Coco Gauff. Trzecia rakieta świata pokonała Evę Lys w dwóch setach i mogła już oczekiwać na to, z kim zmierzy się w sobotnim półfinale. Po czterech godzinach od zakończenia meczu obrończyni tytułu okazało się, że jej kolejną rywalką będzie Amanda Anisimova. Amerykanka pokonała Jasmine Paolini po epickiej batalii.

Turniej WTA 1000 w Pekinie toczy się już bez udziału triumfatorki sprzed dwóch lat, czyli Igi Świątek, ale nie oznacza to braku emocjonujących batalii. Dziś rozpoczęła się walka o miejsce w najlepszej "4" singlowych zmagań w stolicy Chin. W pierwszym meczu Coco Gauff pokonała Evę Lys 6:3, 6:4. Niemka starała się grać ofensywnie, ale popełniała zbyt dużo błędów, by zagrozić obrończyni tytułu. Dzięki temu to reprezentantka Stanów Zjednoczonych zameldowała się w półfinale.
Tuż po godz. 12:00 czasu polskiego wystartował kolejny pojedynek, który miał wyłonić przeciwniczkę dla mistrzyni US Open 2023. Tym razem doszło do dwóch wysoko rozstawionych zawodniczek. Turniejowa "3", czyli Amanda Anisimova, zmierzyła się z "6" - Jasmine Paolini. Na papierze zanosiło się na atrakcyjną batalię i taką też otrzymali kibice przed telewizorami oraz Ci zgromadzeni na trybunach najważniejszego kortu w Pekinie. Wiemy już, z kim zagra Coco Gauff w sobotnim starciu o finał.
WTA Pekin: Amanda Anisimova kontra Jasmine Paolini w ćwierćfinale
Mecz rozpoczął się od serwisu Paolini. W pierwszych minutach spotkania obie tenisistki bardzo solidnie prezentowały się przy własnym podaniu. Na premierowego break pointa trzeba było zaczekać aż do siódmego gema. Wówczas to Jasmine miała najpierw piłkę na 4:3, ale nie wykorzystała jej. Anisimova doprowadziła do równowagi i wywarła presję na Włoszce. Amanda dopięła swego, wychodząc na pierwsze prowadzenie w meczu. Po zmianie stron Amerykanka potwierdziła przewagę, chociaż nie przyszło to bez problemów. Miała wracać ze stanu 15-40, ale zrobiła to skutecznie. Na tablicy wyników zagościł rezultat 5:3 z perspektywy czwartej rakiety świata.
To nie był jednak koniec emocji w premierowej odsłonie. W trakcie dziewiątego gema Anisimova znalazła się o dwie piłki od wygrania seta, jednak wtedy mistrzyni olimpijska w deblu wróciła do gry. Po dziesięciu rozdaniach zrobiło się 5:5. Kolejny gem przyniósł okazje dla obu zawodniczek. Amanda posiadała dwa break pointy, ale ostatecznie Paolini zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Finalnie doszło do decydującej rozgrywki w pierwszej partii. Już początek tie-breaka okazał się kluczowy. Jasmine zgarnęła trzy akcje na starcie i uzyskała przewagę, którą kontrolowała do samego końca seta. Wygrała go 7:6(4).
Sytuacja na starcie drugiej części pojedynku zmieniła się diametralnie. Wszystko za sprawą pierwszego gema serwisowego Włoszki, w którym to prowadziła 40-0, a mimo to dała sobie odebrać podanie. Anisimova nabrała wiatru w żagle i zaczęła uciekać przeciwniczce. W pewnym momencie zrobiło się już 4:0 dla Amerykanki. Wydawało się, że losy seta są już rozstrzygnięte - ale nic z tych rzeczy. Po chwili Paolini wzięła się na odrabianie strat. Do tego stopnia, że miała nawet break pointa, po którym mogła całkowicie zniwelować różnicę przełamań. Ostatecznie siódme rozdanie, po długiej walce, trafiło jednak na konto Amandy. Amerykanka wyszła na 5:2 i przypilnowała już różnicy do końca partii. Finalnie wygrała ją 6:3.
Decydująca odsłona pojedynku rozpoczęła się najgorzej jak mogła z perspektywy Jasmine. Już na "dzień dobry" została przełamana do zera przez rywalkę. Po zmianie stron tenisistka z USA miała wymarzoną okazję na 2:0. Będąc przy siatce zagrała jednak w korytarz deblowy i zrobiła się równowaga. Potem nastał break point dla Paolini. Doszło do nietypowego zdarzenia - Anisimova posłała asa, ale pani sędzia nakazała powtórzyć punkt, gdyż jej zdaniem Jasmine zgłosiła na czas fakt, że nie była gotowa do odbioru podania, bowiem zaczęła kaszleć. Amerykanka przez chwilę nie mogła się pogodzić z tą decyzją, ale wróciła na swoje miejsce i obroniła piłkę na 1:1. Później reprezentantka Stanów Zjednoczonych miała jeszcze jedną okazję na potwierdzenie przewagi. Finalnie zrobił się jednak remis.
Emocje na korcie nie ustawały. Włoszka chciała pójść za ciosem, miała break pointa na 3:1. Później dwie szanse z rzędu, w trakcie siódmego gema, posiadała z kolei Amanda. Jeszcze więcej okazji wypracowała sobie Paolini - aż sześć w trakcie ósmego rozdania. Mimo to na przełamanie trzeba było zaczekać do kolejnego gema. Wówczas Jasmine wypuściła z rąk prowadzenie 30-0. Przegrała cztery akcje z rzędu i przy stanie 5:4 Anisimova serwowała po zwycięstwo. Rozpędzona Amerykanka poszła za ciosem, pieczętując zwycięstwo 6:7(4), 6:3, 6:4 po 2 godzinach i 47 minutach walki. Czeka nas zatem starcie z udziałem dwóch reprezentantek USA w półfinale WTA 1000 w Pekinie.
















