Reklama

Reklama

Fyrstenberg i Matkowski zagrają na trawie osobno

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, rozstawieni z numerem ósmym, przegrali z Chorwatem Marinem Draganją i Rumunem Florinem Margeą 6:7 (5-7), 3:6 w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Polscy tenisiści przez najbliższe tygodnie grać będą na trawie z innymi partnerami.

- Już kilka tygodni temu zdecydowaliśmy z Mariuszem, że będziemy występować w turniejach na trawie, w tym w Wimbledonie, osobno. Jeszcze nie mamy domówionych do końca partnerów, jakby rzecz jest w trakcie dogadywania. Na razie wiemy, że po Roland Garros zagramy obaj w Queen’s Clubie: ja z z Brytyjczykiem Colinem Flemingiem, a Mariusz z Australijczykiem Matthew Ebdenem  - powiedział po meczu Matkowski.

- Wiadomo, że nigdy nie szło nam na trawie najlepiej, no nie licząc dwóch wygranych turniejów w Eastbourne. Dlatego wspólnie uznaliśmy, że warto spróbować na niej wystąpić z kimś innym, ale zaraz po Wimbledonie wracamy do siebie i będziemy grać razem cykl turniejów na twardych kortach w USA, no i dalej na jesieni. To nie chodzi o poszukiwanie nowych partnerów dla siebie. Mamy nadzieję, że jak odpoczniemy od siebie przez miesiąc, to w naszej grze znów pojawi się iskra - dodał Fyrstenberg.

Reklama

Przed rokiem polski debel dotarł do ćwierćfinału Rolanda Garrosa, a w tej fazie Fyrstenberg skreczował w meczu w wyniku kontuzji grzbietu. Pauzował przez ponad miesiąc, a zaraz po powrocie na korty razem ze swoim stałym partnerem wygrał turniej ATP w Hamburgu. W tym czasie Matkowski grał z rożnymi zawodnikami, w tym w Wimbledonie z Łukaszem Kubotem.

- Wtedy  wymuszona co prawda przez kłopoty zdrowotne Mariusza przerwa  przyniosła dobre efekty. Po słabszym początku sezonu od lata zagraliśmy już dobrze i znów zakwalifikowaliśmy się do turnieju masters w Londynie. Wierzymy, że i tym razem będzie podobnie. Obecnie mamy zbyt duże huśtawki formy, choć pamiętać trzeba, że w ostatnich tygodniach przegraliśmy wiele bardzo równych meczów albo w supertie-breakach, albo w tie-breakach - uważa Matkowski.

-Trochę za mało mamy rozegranych meczów ostatnio, bo przegrywaliśmy często w pierwszych rundach. Przy takim układzie ciężko jest złapać pewność gry. Z nami jest tak, że kiedy udaje nam się ustabilizować formę, to jesteśmy w stanie wygrać z najlepszymi deblami, również z braćmi Bryanami. Ale kiedy mamy zawahania, to zdarza nam się wpaść w taki słabszy okres, jak teraz - dodał Fyrstenberg.

Polscy tenisiści grają razem od ponad dziesięciu lat i oprócz Bryanów są jedyną stałą parą z tak długim stażem w Tourze. Mają za sobą 14 wspólnych triumfów w imprezach ATP (Fyrstenberg 15,bo w styczniu zwyciężył z Kanadyjczykiem Danielem Nestorem w Brisbane) największymi osiągnięciami są finały osiągnięte wielkoszlemowym US Open oraz kończącym sezon ATP World Tour Finals w londyńskiej O2 Arena, obydwa w 2011 roku.

- Myślę, że obecne nasze słabsze wyniki nie wynikają z tego, że wszyscy już wiedzą jak gramy, lecz z wahań formy. Gdyby nas rywale mieli rozczytać, to zrobiliby już to dawno temu. Naszą siłą są nie tylko dobre serwisy, ale też to, że bardzo dobrze trzymamy piłkę z tylu kortu, no i coraz lepiej gramy przy siatce. Chyba można powiedzieć, ze z czasem staliśmy się deblem kompletnym - powiedział Fyrstenberg.

- Kluczowy w naszej grze jest też return, który jeśli mamy dobry dzień, jest naprawdę bardzo groźną bronią. Możemy nim wywierać presję na przeciwnikach i cały czas trzymać ich pod ścianą. Jeśli do tego dołożymy dobry dzień serwisowy, to sami nie dajemy się nikomu przełamać. Wolimy jednak grać przeciwko stałym parom, które grają regularnie w Tourze, niż przeciwko przypadkowo stworzonym duetom czy zawodnikom nam nieznanym. Dlatego w Wielkim Szlemie zawsze ciężko nam przychodzą wygrane w pierwszych dwóch rundach - dodał Matkowski.   

Los polskiego debla podzielił Tomasz Bednarek, który zgłosił się do paryskiej imprezy z Czechem Lukaszem Rosolem. Przegrali z Włochami Simonem Bolellim i Fabiem Fogninim 4:6, 4:6.

Do drugiej rundy gry podwójnej kobiet awansowała za to Katarzyna Piter razem z Gruzinką Oksaną Kałasznikową. Pokonały w środę Amerykankę Christinę McHalle i Chanelle Scheepers z RPA 2:6, 7:6 (7-4), 6:1.

Z Paryża Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje