Reklama

Reklama

Eksperci o S. Williams, Federerze i Nadalu: Powinni wygrać duży turniej i odejść

Eksperci zgodnie przyznają, że zakończenie kariery przez czołowych tenisistów ostatnich lat - Amerykankę Serenę Williams, Szwajcara Rogera Federera i Hiszpana Rafaela Nadala - jest kwestią niedalekiej przyszłości. - Powinni wygrać duży turniej i odejść - radzą.

Williams jesienią straciła pozycję liderki rankingu WTA na rzecz Niemki polskiego pochodzenia Angelique Kerber. 35-letnia Amerykanka w dwóch ostatnich latach odpadła w półfinale wielkoszlemowego US Open i zaraz potem kończyła przedwcześnie sezon. W bieżącym roku ograniczyła liczbę startów jako powód podając kłopoty zdrowotne.

- Ona coraz więcej czasu poświęca na życie towarzyskie i rodzinne oraz pozasportowe zainteresowania, wśród których są m.in. moda i aktorstwo - powiedział słynny przed laty tenisista Wojciech Fibak.

Reklama

Z kolei były zawodnik, a obecnie trener Lech Sidor wskazał, że młodsza z sióstr Williams ma już tylko jeden cel w tenisie.

- Ma 22 tytuły wielkoszlemowe w grze pojedynczej, czyli tyle co Niemka Steffi Graf. Jak zdobędzie 23., to może iść na plażę i cieszyć się emeryturą. Potencjał ma, ale widać też, że powoli ma też już dość grania. Nie będzie raczej walczyć pazurami o odzyskanie miana pierwszej rakiety świata. To może być jej ostatni sezon - powiedział Sidor.

Zdaniem wspomnianej Graf Amerykanka będzie wciąż najgroźniejszą rywalką dla Kerber.

- Z pewnością Serena nie ma za sobą łatwego roku. Nie grała w tylu imprezach, w ilu by chciała, by być w pełni przygotowaną do turniejów wielkoszlemowych. Jest jednak zbyt niesamowita, by ją lekceważyć w perspektywie kolejnego sezonu - zaznaczyła Niemka.

Starsza o rok siostra Williams - Venus, która imponowała formą w ostatnim sezonie, zapowiedziała z kolei, że jej celem jest gra do igrzysk w Tokio w 2020 roku.

Będący rówieśnikiem Sereny Williams Federer ma w dorobku rekordową w męskim tenisie liczbę 17 triumfów w Wielkim Szlemie w singlu. Ostatni z nich zanotował jednak cztery lata temu, gdy po raz siódmy w karierze wygrał Wimbledon. W minionym sezonie mocno we znaki dały mu się problemy z kolanem i plecami. Z tego powodu już w połowie roku zakończył występy. Na początku listopada po raz pierwszy od 14 lat znalazł się poza czołową "10" listy ATP.

Z kontuzjami zmagał się ostatnio także często 30-letni Nadal, który przez lata dominował przede wszystkim w Rolandzie Garrosie, zwyciężając w Paryżu rekordowe dziewięć razy (2005-2008 i 2010-2014).

- Jeśli Federer w ogóle wróci, to powinien to być jego ostatni sezon i dość. Ma na głowie rodzinę i inne sprawy. W jego wypadku - tak jak i u Williams czy Nadala - dobrze by było, gdyby wygrał coś dużego, np. Wimbledon. Pytanie, czy fizycznie będzie w stanie temu podołać. Moim zdaniem nie powinien planować całego sezonu, lecz przygotowywać się właśnie pod jeden turniej. Co do Nadala, to też powoli powinien kończyć, bo pod względem fizycznym jest już wrakiem. Biorąc pod uwagę, ile miał kontuzji, to cud, że tyle gra - analizował Sidor.

W 18. wielkoszlemowy tytuł Szwajcara wierzy jego były trener Stefan Edberg.

- W ostatnich latach był kilka razy bardzo blisko. Będzie o to coraz trudniej, nie jest już młody, ale wciąż jest nadzieja. Powrót do formy będzie wielkim emocjonalnym wyzwaniem, ale jeśli ktoś miałby tego dokonać, to właśnie Roger - zaznaczył Szwed.

O powrocie Nadala, który ma w dorobku 14 tytułów wielkoszlemowych, przekonany jest zaś jego szkoleniowiec i wujek Toni. Zaznaczył on, że zawodnik z Majorki będzie przygotowywał szczyt formy głównie na część sezonu, w której rywalizuje się na kortach ziemnych.

- Tym tenisistom należy się odejście w wielkim stylu. Szkoda rozmieniać się na drobne. Wizerunkowo nie wyglądałoby to najlepiej, gdyby tacy mistrzowie regularnie przez cały rok odpadali w pierwszej czy drugiej rundzie. Wiem jednak, że po tylu latach nie jest łatwo się pożegnać, bo człowieka ciągnie do gry i rywalizacji - zaznaczył Sidor.

Ostatni sezon nie najlepiej wspominać będzie również Novak Djoković. Serb w pierwszej połowie roku błyszczał - wygrał Australian Open i po raz pierwszy w karierze Rolanda. Później jednak dopadł go kryzys. Z igrzyskami w Rio de Janeiro pożegnał się w pierwszej rundzie, a w niektórych turniejach ATP notował zaskakujące porażki. Na początku listopada stracił miano lidera światowego rankingu na rzecz Brytyjczyka Andy'ego Murraya, który pokonał go także w niedzielnym finale ATP World Tour Finals.

- Myślę, że w przypadku Djokovicia i Murraya będzie jeszcze dochodzić do przetasowań i będziemy świadkami wyrównanej walki. Jak widać było ostatnio, słabszy moment u jednego drugi natychmiast wykorzystał. Znając ambicję i waleczność Serba, zrobi on wszystko, by wrócić na szczyt - ocenił Sidor.

Fibak podkreślił, że w tenisie, który jest sportem uprawnianym na całym świecie i w którym jest ogromna konkurencja, szczególnie trudno o zachowanie na dłużej pozycji lidera.

- Nawet ktoś taki, jak Novak, ze swoim wyjątkowym profesjonalizmem, padł ofiarą tej bezwzględnej walki. Do tego doszły sprawy rodzinne - chciałby więcej czasu spędzać z bliskimi. Można było przewidzieć, że ten kryzys u niego nastąpi. Czy wróci na szczyt, to nie zależy teraz tylko od niego. Nawet jeśli będzie bardzo tego chciał, to inni już dostrzegli, że można go pokonać i z większą wiarą w siebie będą podchodzić do meczów z nim. Dlatego takie powroty są zawsze trudniejsze - zastrzegł.

Agnieszka Niedziałek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL