Reklama

Reklama

Echa skandalu w Izraelu: kapitan Polaków interweniuje

Nie milkną echa po meczu Fed Cup Izrael - Polska w Ejlacie, gdzie kibice gospodarzy zwyzywali reprezentantki Polski Agnieszkę i Urszulę Radwańską. O interwencję w tej sprawie do Polskiego Związku Tenisowego zaapelował kapitan reprezentacji Polski i trener Agnieszki Radwańskiej - Tomasz Wiktorowski.

Agnieszka i Urszula Radwańskie podczas deblowego meczu z zawodniczkami z Izraela miały być wyzywane przez izraelskich kibiców. Niezalezna.pl, powołując się na jednego z członków polskiej ekipy, donosi, że pod adresem naszych zawodniczek krzyczano m.in.: "katolickie s...i!".

Reklama

Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował w piątek, że zlecił weryfikację doniesień o "rzekomym" obrażaniu przez kibiców izraelskich polskich tenisistek - Agnieszki i Urszuli Radwańskich. "Gdyby to była prawda, to byłoby to oczywiście oburzające" - mówi Sikorski. Minister Sikorski dodał, że wiadomość o obrażeniu sióstr Radwańskich pochodzi - wedle jego wiedzy - od jednego blogera i jest niepotwierdzona ani w prasie izraelskiej, ani z innych źródeł.

Pan minister szuka potwierdzenia? Otrzymuje je, jak na zawołanie! Oto, co powiedział "Przeglądowi Sportowemu" Wojciech Andrzejewski - dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisowego: - Kibice zachowywali się w Ejlacie źle, doping był szowinistyczny, naszym zawodniczkom przeszkadzano i nie ma dla czegoś takiego usprawiedliwień, jednak nie doszukujmy się tu jakichkolwiek wątków rasistowskich.

- Podczas spotkań reprezentacyjnych, w Fed Cupie czy Pucharze Davisa takie rzeczy mogą zdarzyć się wszędzie. Kibice czasami tupią, czasem życzą podwójnego błędu i rzucą "mięsem" - dodaje Andrzejewski.

Być może ministra Sikorskiego przekona także fakt, iż kapitan reprezentacji Polski Tomasz Wiktorowski, który był przecież na meczu w Ejlacie, poprosił Polski Związek Tenisowy o to, by wysłać do ITF pismo z zastrzeżeniami dotyczącymi organizacji meczu Izrael - Polska. - Chodziło o oddzielenie strefy dla kibiców, od strefy zawodniczej. Trudno rywalizuje się w sytuacji, gdy za plecami siedzi gorąca publiczność, która "chce ci wbić nóż w plecy", wznosi wrogie okrzyki, a w pobliżu brakuje ochroniarzy - mówi dyrektor Andrzejewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje