Dzika karta dla Chwalińskiej na Wimbledon? Anglicy już kiedyś podjęli taką decyzję
Maja Chwalińska w Paryżu przedstawiła się światu z najpiękniejszej strony - zaczynając od kwalifikacji, awansowała do półfinału. I wcale nie jest pozbawiona szans na to, by sięgnąć w sobotę po tytuł. A co dalej? Menedżer Polki Piotr Szczypka tłumaczył, że 24-latka wróci dopiero na Wimbledon. Tam jednak chciałaby grać nie w eliminacjach, a od razu w turnieju głównym. Mało tego, na dziś byłaby... rozstawiona. Jest jeden problem - All England Lawn Tennis and Croquet Club niechętnie daje "dzikie karty" zawodniczkom spoza Wysp. I nie zrobił tego rok temu dla półfinalistki z Paryża Lois Boisson. Był też jednak wyłom od tej reguły.

Cały tenisowy świat od dawna wie, kim jest Iga Świątek. Sympatycy poznali też Magdę Linette, choćby dzięki półfinałowi Australian Open, ale i Magdalenę Fręch - triumfatorkę WTA 500 w Meksyku. Na początku roku błyszczała Katarzyna Kawa - to dzięki niej i Janowi Zielińskiemu Polska wygrała United Cup, pierwszy raz w historii.
A Maja Chwalińska? Zdolna juniorka, rówieśniczka Świątek, finalistka z Melbourne w grze podwójnej z Igą. Ale i w tenisie profesjonalnym zawodniczka z drugiego szeregu, z drugiej setki rankingu.
W Paryżu to się zmieniło.
Polka zaczęła od gry w kwalifikacjach - wygrała trzy mecze bez straty seta. A pięć kolejnych spotkań już w głównych zmaganiach. W środę ograła 7:6 (3), 5:3 Annę Kalinską - stawką był półfinał. A zanim Maja zaczęła to spotkanie, już rozpoczęły się działania mające na celu wywalczenie tzw. dzikiej gry do Wimbledonu. Bo formalnie Maja musiałaby zacząć turniej od kwalifikacji - na bocznych obiektach w Roehampton.
Co z Wimbledonem dla Mai Chwalińskiej? Jest wniosek o "dziką kartę". Był już taki wyjątek
Zgłoszenia do Wielkich Szlemów następują na sześć tygodni przed rozpoczęciem głównych zmagań, a do kwalifikacji - na cztery tygodnie przed ich rozpoczęciem. Roland Garros i Wimbledon są stosunkowo blisko siebie - to efekt krótkiego sezonu gry na trawie. W tym roku oba te zgłoszenia nastąpiły na bazie rankingu z 18 maja. A w nim Maja była jeszcze poza setką. I jest 14. oczekującą - tyle zawodniczek musiałoby się wycofać, by ona została zwolniona z eliminacji.
Sęk w tym, że w najbliższym notowaniu Maja będzie co najmniej 30. A może nawet 21. (jeśli awansuje do finału) lub 14. (w razie końcowego triumfu). A to... dawałoby jej rozstawienie.

Jedyną szansą na grę w głównej drabince jest więc tzw. dzika karta - te przyznaje All England Lawn Tennis and Croquet Club. I zazwyczaj są dawane zawodnikom i zawodniczkom z Anglii, na wniosek LTA. Organizatorzy Wimbledonu wolą swoich graczy, bo ci przyciągają kibiców na trybuny. Wyjątki robią dla sław lub gwiazd kończących kariery. W tym roku podobno takie "dzikie karty" mają dostać siostry Williams - Venus i Serena. W poprzedniej edycji, z ośmiu wejściówek, siedem dostały Brytyjki. A jedną - kończąca karierę Petra Kvitova.
Już w poprzednim sezonie głośno było o tym, że "dziką kartę" powinna otrzymać Lois Boisson, która - wracając po kontuzji - sensacyjnie ograła w Paryżu Jessicę Pegulę i Mirrę Andriejewą, dotarła do półfinału. A grała z "dziką kartą", bo w rankingu była w czwartej setce. Nie dostała jej, musiała przebijać się przez kwalifikacje, w Roehampton przegrała już pierwsze spotkanie.
Ta sytuacja nie dotyczyła zaś w 2020 roku Nadii Podoroskiej - Argentynka, jak Chwalińska, zaczynała od kwalifikacji, a doszła w Paryżu do półfinału, tam ograła ją Iga Świątek. Tyle że wtedy Roland Garros odbywał się w październiku, a Wimbledon - przez pandemię - wcześniej już skasowano.
A mimo to sztab Mai Chwalińskiej oraz Polski Związek Tenisowy zwrócili się do All England Lawn Tennis and Croquet Club z taką prośbą, o czym informował z Paryża red. Artur Gac z Interii. Organizatorzy Wimbledonu mają ogłosić ostateczne decyzje 17 czerwca. A czy jest szansa na takie rozwiązanie? Jest. I tu warto wrócić do historii sprzed 14 lat.
W 2012 roku, urodzona w Moskwie, ale od kilku już wtedy lat reprezentująca Kazachstan Jarosława Szwiedowa przystępowała do Garrosa jako 142. zawodniczka rankingu WTA. Wygrała trzy mecze w kwalifikacjach, później zrobiła furorę w głównej drabince. W 1/8 finału pokonała rozstawioną z "7" Na Li, w ćwierćfinale nie sprostała już Petrez Kvitovej. Awansowała w rankingu na 65. miejsce, ale i tak w Londynie powinna walczyć w kwalifikacjach.A jednak dostała "dziką kartę", choć wpływ na to mógł mieć fakt, że dwa lata wcześniej wygrała tu tytuł w deblu.

Dla niej turniej na wimbledońskiej trawie zakończył się na czwartej rundzie - przegrała zacięty bój z Sereną Williams: 1:6, 6:2, 5:7. Amerykanka później zdobyła tytuł, ogrywając w finale Agnieszkę Radwańską, niemniej do historii przeszedł właśnie mecz Szwiedowej.
A chodziło starcie z trzeciej rundy, które Kazaszka wygrała z 10. w rankingu WTA Sarą Errani 6:0, 6:4. Ta pierwsza partia okazała się bowiem tzw. "Złotym Setem" - jedynym w erze open w kobiecym Szlemie. Słynna Włoszka... nie zdobyła nawet jednego punktu, Szwiedowa triumfowała we wszystkich sześciu gemach do zera.












