Dwa sety Fręch z rewelacją Wimbledonu. Porażka rozstawionej tenisistki
Magdalena Fręch jako ostatnia z polskich tenisistek zgłoszonych do singla zaczęła swoje zmagania na Caja Magica. I trzeba przyznać, że wydarzenia w Madrycie na początku tego tygodnia potoczyły się dla niej bardzo pozytywnie. Także z uwagi na to, co stało się w turniejowej drabince. Polka była faworytką starcia z Solaną Sierrą, miała otwartą drogę nawet do 1/8 finału. Tymczasem na korcie numer 8 spotkało ją duże rozczarowanie. Zawodniczka z 88. pozycji w rankingu WTA zdecydowanie zdominowała to spotkanie.

Magdalena Fręch zaczęła drugą część sezonu, właśnie tę na mączce, od rywalizacji w Charleston. Tam w singlu jej nie poszło, ale w deblu, wspólnie z Anną Bondar, dotarły do finału. I był to największy w karierze sukces Łodzianki w grze podwójnej.
Tyle że dla niej zdecydowanie ważniejszy jest singiel, to tu buduje przecież swoją pozycję na świecie. W zeszłym tygodniu miała grać w Stuttgarcie, wycofała się jednak ze starcia z Laurą Siegemund, poczuła ból w lewym udzie. Odpuściła tamten turniej, szykowała się na Madryt.
Tu broniła punktów za zeszłoroczną trzecią rundę, wtedy wygrała z Jessicą Bouzas Maneiro, ale później uległa Mirze Andriejewej. A teraz miała zacząć Mutua Madrid Open od pierwszego etapu, trochę jej zabrakło do rozstawienia. I w potyczce z Kateriną Siniakovą zapewne faworytką by nie była.
We wtorek wszystko się jednak zmieniło - wycofania Jekateriny Aleksandrowej oraz Amandy Anisimovej sprawiły, że Łodzianka zajęła miejsce tej ostatniej. Ze świetną pozycją do ataku nawet na 1/8 finału. Dziś zaczęła turniej od meczu z 88. na świecie Solaną Sierrą. Argentynka nie jest gwiazdą, lubi grać na mączce, ale swój największy sukces odniosła na trawie. Rok temu w Wimbledonie, choć przecież przegrała tam finał kwalifikacji z Talią Gibson. Weszła jednak do głównej drabinki jako "szczęśliwa przegrana", wygrała trzy spotkanie. W 1/8 finału zatrzymała ją Siegemund.
W Madrycie Sierra w pierwszym spotkaniu, niemal 2,5-godzinnym, ograła w dwóch tie-breakach Dajanę Jastremską.
Mutua Madrid Open. Magdalena Fręch kontra Solana Sierra. Stawką trzecia runda
Sierra dość szybko pokazała, w jaki sposób chce prowadzić to spotkanie. Grając blisko linii końcowej i dużo biegając. A jeśli Polka próbowała tylko grać bezpiecznie przez środek pola, dość szybko mogła spodziewać się reakcji Argentynki. Ta bowiem, choć nie ma wybitnych warunków fizycznych, nie boi się grać odważnie.

To właśnie zawodniczki z Ameryki Południowej jako pierwsza wywalczyła breaka, uzyskała przełamanie na 3:2. Za chwilę Łodzianka mogła wyrównać, miała na to szansę, ale właśnie wtedy Sierra popisała się efektownym skrótem. A już w kolejnym gemie pojawił się kolejny break point dla 21-letniej Argentynki. Fręch zaryzykowała drugim serwisem do zewnątrz, "nabrała" rywalkę, której return wylądował na siatce. Drugi jednak dał Solanie podwyższenie wyniku na 5:2.
Niżej klasyfikowana z zawodniczek była po prostu lepsza, po 33 minutach miała już seta w garści (6:2), a Polka potrzebowała diametralnej zmiany swojej gry, aby pozostać w Mutua Madrid Open.
Problem polegał jednak na tym, że Sierra nie zamierzała schodzić z obranego kierunku, a Fręch nie posiadała za bardzo atutów, by jej to zadanie utrudnić. Argentynka już w pierwszym gemie wywalczyła dwa break pointy, świetnie odczytywała kierunki serwisu Polki. I returnem przejmowała inicjatywę.
Choć pojawił się niepokojący moment - wchodząc w kort wykręciła delikatnie staw skokowy, upadła, całą się wybrudziła. Tego gema ostatecznie zapisała na swoim koncie, później podwyższyła na 2:0.
I już niemal do końca seta była wyraźnie lepsza od Polki, Fręch nie potrafiła przyspieszyć swojej gry, trochę zaryzykować. W końcówce meczu, zrezygnowana, oddawała już punkt za punktem. Sierra miała dwa meczbole na 6:2, 6:1 - Polka wyrwała ostatecznie tego gema. Mało, za moment uzyskała breaka na 3:5 I, grając coraz lepiej, nawiązała kontakt.
Sierra prowadziła w drugiej partii więc tylko 5:4, serwowała po awans. Tyle że presja spadła już na nią, pojawił się podwójny błąd. Przy stanie 15-15 trafiła w linię, później popisała się pięknym skrótem. Były więc dwa kolejne meczbole, ten pierwszy zakończył spotkanie.
Skończyło się na wyniku 2:6, 4:6 - po 76 minutach gry. Szkoda, że tenisistka rozstawiona z "34" zgłosiła się do gry tak późno...















