Partner merytoryczny: Eleven Sports

Dramat byłej liderki rankingu. Wygrała seta, gema, a koszmar trwa dalej

W połowie sierpnia 2022 roku Simona Halep, była światowa jedynka, wygrała swój ostatni mecz - w Cincinnati ograła Anastazję Potapową. Niedługo później została zawieszona za doping, dyskwalifikację zniesiono dopiero w tym roku. Nieudany był powrót do touru w Miami, Rumunka wycofywała się z kolejnych zawodów, do których dostawała dzikie karty. I wydawało się, że wreszcie dziś zatriumfuje w Paryżu, przeciw 123. w rankingu McCartney Kessler. Wygrała pierwszego seta 7:5, w drugim zdobyła gema na 2:3 i... poddała mecz.

Simona Halep/ANNE-CHRISTINE POUJOULAT/AFP

Cały tenisowy świat żyje wchodzącym w kluczową fazę wielkim turniejem w Rzymie, oczy tenisowej Rumunii zwróciły się jednak na Paryż. Nie na obiekty Rolanda Garrosa, ale na turniej rangi WTA 125 Trophée Clarins. Też na kortach ziemnych, głównie dla tych pań, które z Rzymem pożegnały się dość wcześnie, a chcą jeszcze przygotować się do drugiego w tym roku Wielkiego Szlema.

Tam właśnie dziką kartę dostała Simona Halep - była triumfatorka French Open, była liderka rankingu WTA, która jesienią 2022 roku została zawieszona za stosowanie dopingu, a później zdyskwalifikowana na cztery lata. Na początku marca Sportowy Sąd Arbitrażowy uznał jednak racje zawodniczki, skrócił karę do dziewięciu miesięcy, przywrócił do sportowego życia.

Halep wróciła na kort w Miami, stoczyła tam interesujące spotkanie z Paulą Badosą, wygrała nawet pierwszego seta 6:1. Dwa kolejne przegrała, nie wytrzymała meczu kondycyjnie, a później okazało się, że doznała też kontuzji. I z tego powodu wycofywała się z kolejnych zawodów, do których ją zapraszano, ale i również z meczu Billie Jean King Cup przeciw Ukrainie.

Simona Halep wróciła do Paryża. Na mecz na kortach ziemnych czekała blisko dwa lata

Na korcie pojawiła się dopiero dziś, w Paryżu, z dziką kartą. W mieście, w którym blisko dwa lata temu stoczyła ostatnie spotkanie na mączce, z Qinwen Zheng w drugiej rundzie Rolanda Garrosa. I po 638 dniach przerwy wreszcie miała wygrać oficjalny mecz, mimo że w rankingu WTA od Amerykanki McCartney Kessler dzieli ją dziś ponad tysiąc miejsc. Na jej niekorzyść.

Choć zwykle atmosfera atmosfera w Lagardère Paris Racing w Lasku Bulońskim jest dość ospała, to dziś starciu Halep towarzyszyło spore zainteresowanie. A kibice ożywiali się po udanych akcjach rumuńskiej gwiazdy, były też charakterystyczne przyśpiewki, znane z Rolanda Garrosa.

Amerykanka Kessler jest w świecie tenisa osobą trochę anonimową, mimo że przecież zajmuje 123. miejsce na światowej liście. Rok temu, w kwietniu, była jeszcze w dziewiątej setce. Do dziś nie ograła żadnej wielkiej gwiazdy, nie ma koncie zwycięstwa z tenisistką z TOP 50, ale w styczniu i lutym wygrała dwa turnieje, sporo zyskała. Od Halep nie odstawała, choć było to bardzo wyrównane spotkanie. Rumunka przeważała w długich wymianach z głębi kortu, ale gdy już miała zmienić rytm, użyć skrótu, często zawodziła. I była blisko przegrania pierwszej partii, straciła podanie na 4:5. Wtedy jednak, ku radości kibiców, złapała trochę pozytywnej energii, triumfowała w trzech kolejnych gemach i całym secie.

W drugim nadal walki było sporo, trzy z pięciu gemów kończyły się na przewagi. I gdy Halep wygrała gema na 2:3, podeszła do rywalki i... podziękowała jej za grę. To był koniec, poddała spotkanie.

Simona Halep - Paula Badosa. Skrót meczu. WIDEO/Associated Press/© 2023 Associated Press
Simona Halep/JULIAN FINNEY / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP/AFP
Simona Halep/AFP
INTERIA.PL

Więcej na ten temat

Zobacz także

Sportowym okiem