Reklama

Reklama

Dlaczego po skandalu w Izraelu politycy nie pamiętali o tenisie?

Agnieszka Radwańska, Jerzy Janowicz i Łukasz Kubot podbili serca nie tylko polskich kibiców. Takiego Wimbledonu Polska nie widziała, ba świat nie widział! Trójka Polaków w ćwierćfinale, dwójka w półfinale – niespodziewanie staliśmy się potęgą tenisową. W kolejce do naszych gwiazd tenisa stanęli najważniejsi politycy na czele z prezydentem Bronisławem Komorowskim i minister sportu Joanną Muchą.

To normalne i godne uczczenie sukcesów "Biało-czerwonych". M. in. po to młodzi ludzie wyciskają siódme poty na treningach i decydują się na masę wyrzeczeń, by poprzez własne występy wypromować nasz kraj. Świetnie się stało, że najważniejsza osoba w państwie - prezydent Komorowski nagrodził za sukcesy trio: Radwańska - Janowicz - Kubot.

Reklama

"Isia" "za osiągnięcia sportowe, za działalność na rzecz rozwoju i upowszechniania sportu" została odznaczona przez prezydenta Złotym Krzyżem Zasługi. Janowicza i Kubota prezydent uhonorował Srebrnymi Krzyżami. Godnie, na poziomie, honorowo.

Minister Joanna Mucha obiecała stworzenie kilku ośrodków tenisowych. Jeśli faktycznie doprowadzi do tego, będą to znacznie lepiej zainwestowane pieniądze, niż te utopione w koncert Madonny na Stadionie Narodowym.

W tym wszystkim jest jedno "ale". Dobrze by było, gdyby najważniejsze osobistości państwa pamiętały o naszych tenisistach nie tylko wtedy, gdy są w blasku wimbledońskiej chwały. Oni potrzebują wsparcia, a być może dyplomatycznej interwencji przede wszystkim wtedy, gdy są lżeni, wyzywani podczas meczu międzypaństwowego za granicą.

Tymczasem, gdy kobieca reprezentacja z siostrami Agnieszką i Urszulą Radwańskimi, była poniżana przez kiboli Izraela (co nie ma akurat nic do rzeczy, że Izraela, po prostu obcego państwa), wszyscy oficjele w Polsce chowali głowy w piasek. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski bredził coś, że to informacje niesprawdzone.

Niewiarygodna była relacja portalu niezalezna.pl, mało przekonywujący wywiad na ten temat z Piotrem Robertem Radwańskim dla tygodnika "W sieci", nie warto było nawet dać wiary w to co mówi tenisista Dawid Celt, który był w ekipie "Biało-czerwonych" w Ejlacie? Cóż, każdy wierzy w to, co chce.

Dla odświeżenia pamięci, oto co na temat lutowego incydentu w Ejlacie powiedział Celt:

- Kibice nie zachowywali się adekwatnie do miejsca i rangi zdarzenia. Nie zachowywali się jak przystało na kibiców tenisa, przeszkadzali w grze, wznosili okrzyki. Nie jestem w stanie powiedzieć co krzyczeli - mówi Dawid Celt. - Kibice izraelscy utrudniali grę nawet swoim zawodnikom, samoloty z papieru rzucali na kort. Myślę, że przez to dziewczyny mogły czuć się pokrzywdzone. Byłem świadkiem żywiołowych reakcji publiczności na kilku międzynarodowych meczach tenisowych, natomiast to piątkowe zachowanie nie ma żadnego usprawiedliwienia. Ich postawa była niedopuszczalna.

Po takim "występie" pseudokibiców nie zaszkodziłaby nota protestacyjna, a reprezentacja tenisistek wiedziałaby, że ktoś w tym państwie za nimi stoi na dobre i na złe. W Londynie każdy z tenisistów reprezentował przede wszystkim siebie, a dopiero później Polskę. W Ejlacie było odwrotnie. Radwańskie były tam liderkami reprezentacji Polski.

Autor: Michał Białoński

Czytaj także: Polskie tenisistki były obrażane i wyzywane w Izraelu

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Jerzy Janowicz | Łukasz Kubot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje