Na środę organizatorzy Cincinnati Open, turnieju rangi WTA 1000 rozgrywanego w Ohio, zaplanowali wszystkie osiem spotkań czwartej rundy w singlowej rywalizacji kobiet. Jak na razie w zmaganiach pań nie doszło do większych niespodzianek, do 1/8 finału zakwalifikowało się aż osiem z dziewięciu biorących udział w tym turnieju tenisistek z TOP 10. A pewnie byłby komplet, gdyby nie decyzja Eliny Switoliny o oddaniu walkowera w starciu z Xiyu Wang.
Na tym etapie pojawiły się już jednak pierwsze hity - choćby Lindy Noskovej z Amandą Anisimovą czy właśnie Marty Kostiuk z Mirrą Andriejewą. Zanim jednak te dwie ostatnie wyszły na Champions' Court, swój pojedynek zakończyła Iga Świątek. Obrończyni tytułu w niezłym stylu uporała się w 88 minut z Diane Parry, czekała na rywalkę ze starcia Jeleny Rybakiny z Dianą Sznajder.
A po drugiej stronie drabinki doszło do czwartego już w tym roku pojedynku Kostiuk z Andriejewą.
Cincinnati Open. Marta Kostiuk kontra Mirra Andriejewa na Champions' Court. Trzy sety w boju o 1/4 finału
Rzadko się zdarza, by na początku drugiej części sezonu zawodniczki z czołówki rozgrywały ze sobą już czwarty mecz. A tak jest właśnie w przypadku Mirry Andriejewej i Marty Kostiuk. Ich potyczka w Brisbane nie była jakaś szczególnie istotna, stawką był półfinał w turnieju, który miał obie przygotować do Australian Open. Wygrała Ukrainka, ale oczy ekspertów bardziej były wtedy zwrócone na Sabalenkę i Rybakinę.

Co innego jednak dwa późniejsze spotkania. W Madrycie zmierzyły się w finale, Marta grała turniej życia. Wygrała tamto spotkanie 6:3, 7:5, Mirra popłakała się po ostatniej piłce, dla niej był to pierwszy aż tak istotny finał w karierze, który oddała przeciwniczce. Minął miesiąc z małym okładem, a trafiły na siebie w Paryżu. Kostiuk na mączce szła jak burza, wygrała w Rouen, później wspomniane zawody w Hiszpanii, dołożyła pięć zwycięstw na Stade Roland Garros. M.in. z Igą Świątek, królową tamtych kortów. Była faworytką, a poważniej nie zaistniała na korcie. Przegrała 1:6, 3:6 - tak z Andriejewą, jak i z własnymi emocjami. A 19-latka ograła później w finale Maję Chwalińską.
Teraz wpadły na siebie w Cincinnati, na wcześniejszym etapie zmagań. Rosjanka wygrała swoje dwa pierwsze mecze bez straty seta, Kostiuk się męczyła. A dziś Mirra dołożyła dość szybkie 6:4 - kluczowy był już pierwszy gem, w którym zdołała przełamać podopieczną Sandry Zaniewskiej. Kostiuk zaś niewiele mogła zrobić na returnie, Mirra imponowała przy pierwszym serwie, ale niezły był też drugi. Stąd jej dominacja.
W drugiej partii Kostiuk znów jako pierwsza serwowała, tym razem objęła prowadzenie. A Andriejewa w swoim gemie najpierw zaliczyła podwójny błąd, to był złym omen. Za chwilę przeliczyła się za skrótem - Ukrainka dobiegła, odegrała skutecznego dropszota. Mirra została przełamana, to był początek jej problemów.
Kostiuk grała momentami ryzykownie, ale skutecznie. Powiększała przewagę, przełamała 19-latkę po raz drugi. Za chwilę Andriejewa uciekała od bajgla, pierwszego w jej przypadku od starcia z Mboko w Miami. Znów źle zagrała skrót, a po jej autowym forhendze Kostiuk uzyskała setbola. I za moment cieszyła się z 6:0, wyrównała stan meczu.

Ten pojedynek był niezwykle szybki, zamknął się w zaledwie 93 minutach, mimo trzech setów. Czyli trwał tylko o pięć minut dłużej niż starcie Świątek. Także za sprawą naprawdę dobrej postawy Kostiuk, w trzeciej partii też dość szybko przełamała mistrzynię Roland Garros.
W piątym gemie Mirra mogła wrócić, uzyskała break point na 2:3. I przegrała bardzo długą wymianę, wyrzuciła piłkę. Za moment Kostiuk popisała się asem, juz tego nie wypuściła. Odskoczyła na 4:1, miała awans na wyciągnięcie ręki. Całe spotkanie wygrała 4:6, 6:0, 6:2.
O półfinał zagra z lepszą z pary Coco Gauff - Marie Bouzkova.















