102 tygodnie na szczycie światowego rankingu WTA - tak wygląda sytuacja Aryny Sabalenki, która lipca wyprzedziła na tej historycznej liście Lindsay Davenport i zameldowała się na dziesiątej pozycji.
Te dwa tygodnie zostały rozbite na dwie serie. Pierwsza z nich, jesienią 2023 roku, była krótka - Sabalenka została światową "1" po US Open, kosztem Igi Świątek. A Polka odbiła to w końcówce sezonu, po swoim fenomenalnym występie w WTA Finals w Cancun.
Ta druga zaś trwa od 21 października 2024 roku - to już 94 tygodnie Białorusinki na szczycie. I coraz bardziej wątpliwe staje się, czy jako szósta w historii będzie w stanie osiągnąć trzycyfrową serię.
WTA Toronto. Coraz ciekawsza sytuacja w rankingu po porażce Sabalenki. Co zrobi Rybakina?
Późną wiosną wyglądało to dla Sabalenki dużo lepiej. Mimo przegranego finału w Melbourne z Jeleną Rybakiną, udokumentowała swoją dominację w tourze w Ameryce - wygrała Sunshine Double. Już wtedy Kazaszka spisywała się trochę gorzej, po Miami przewaga Sabalenki wynosiła blisko 3000 punktów. A Rybakina była przecież druga.
Później zaś stało się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Sabalenka, mając w sezonie zaledwie jeden przegrany mecz w Australian Open, nagle zaczęła się gubić. Trudno było wytłumaczyć porażki w starciach z Hailey Baptiste (Madryt), Soraną Cirsteą (Rzym) czy Dianą Sznajder (Paryż). Wszystkie po trzysetowych bataliach, Białorusinka miała w nich albo piłki meczowe, albo ogromną przewagę w wyniku.

Trawa nie przyniosła przełomu, w Berlinie było lanie od Jessiki Peguli (0:6 w trzecim secie), w Londynie dwusetowa porażka z Naomi Osaką, pierwsza w takim rozmiarze od finału poprzedniego sezonu w Rijadzie. Na hardzie Sabalenka mogła się jednak odbić, choćby w Toronto. I znów przyszedł zawód, a takim jest przegrana z Jekateriną Aleksandrową. Tą samą, którą niespełna dwa tygodnie temu w Memphis zwieziono z kortu na wózku inwalidzkim.
To z kolei oznacza, że Sabalenka nie dodała zbyt wielu punktów do rankingu - raptem 120. A to dlatego, że rok temu opuściła imprezę w Montrealu, wróciła dopiero w Cincinnati. W najbliższym notowaniu, które WTA opublikuje zapewne w czwartek, po finale w Kanadzie, będzie miała 8670 punktów. I na pewno na kolejne kilka dni pozostanie światową "1". Sęk jednak w tym, że jeszcze przed US Open może stracić prowadzenie.
Wszystko zależy tu bowiem od Rybakiny. Gdyby Kazaszce udało się wygrać turniej w stolicy Ontario, będzie miała 8666 punktów. Czyli o zaledwie cztery mniej od Białorusinki. W Cinncinati ma więcej punktów do obrony - rok temu grała tu w półfinale, Aryna zaś - w ćwierćfinale. Tyle że realnie może już dokonać się zmiana. A później przyjdzie US Open - tam Sabalenka broni 2000 punktów, Rybakina zaś - tylko 240, za czwartą rundę. I tu nie wszystko będzie już zależeć od samej 28-latki z Mińska.
Ważną informacją dla nas jest to, że swój dorobek w Kanadzie poprawiła już Iga Świątek. Wygrywając 3:6, 6:1, 6:2 z Martą Kostiuk zameldowała się w ćwierćfinale, to zaś oznacza 95 punktów więcej względem zeszłego roku. Kokosy może zebrać dopiero teraz. Pokonanie Diany Sznajder dałoby dodatkowe 175 punktów. Występ w finale to jeszcze o 260 punktów więcej (5069 punktów). A tytuł dałby powrót na piąte miejsce w rankingu, z dorobkiem 5419 punktów.
To byłoby idealne rozwiązanie przed przenosinami do Ohio, gdzie Polka ma do obrony aż 1000 oczek.
- 1. Aryna Sabalenka - 8670 pkt
- 2. Jelena Rybakina - 7786 pkt
- 3. Jessica Pegula - 6680 pkt
- 4. Coco Gauff - 5649 pkt
- 5. Mirra Andriejewa - 5324 pkt
- 6. Karolina Muchova - 5118 pkt
- 7. Linda Noskova - 5016 pkt
- 8. Iga Świątek - 4634 pkt
- 9. Elina Switolina - 4459 pkt
- 10. Amanda Anisimova - 4353 pkt
Grubszą czcionką zawodniczki, które pozostały w WTA Toronto








![Ekstraklasa: Lech - Raków. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9A7WAWQYNEYR-C401.webp)





