Carlos Alcaraz i Jannik Sinner, nie pozwolił na tęsknotę kibiców tenisa. Dzięki rywalizacji Hiszpana z Włochem nie odczuliśmy tak bardzo "upadku" wielkiej trójki, choć trzeba pamiętać, że Djoković wciąż gra. Problem jednak w tym, że obaj "nowi herosi" nie są niezniszczalni, przynajmniej fizycznie.
Trwający sezon jest tego najlepszym odzwierciedleniem. Alcaraz wypadł bowiem z gry na ponad cztery miesiące z powodu kontuzji nadgarstka. Nie grał od pierwszej połowy kwietnia do drugiej połowy sierpnia. Ominął Roland Garros oraz Wimbledon i wrócił dopiero na walkę w US Open 2026.
Kolejne wycofanie Sinnera. Niepokój rośnie, piszą o wycieńczeniu
W USA nie zobaczyliśmy z kolei Sinnera, który odpuścił cały amerykański swing przez problemy z kolanem. Ostatni raz lidera rankingu ATP oglądaliśmy w wygranym finale Wimbledonu z Alexandrem Zverevem. Od tego czasu słuch po nim zaginął, a informacje są coraz bardziej niepokojące.
Sinner wycofał się z udziału w turniejach w Pekinie oraz Szanghaju, a sytuacja robi się coraz bardziej zagadkowa. Wiadomo bowiem jedynie, że chodzi o problemy z kolanem. Włosi kilka dni temu spekulowali nawet, że wizja operacji kontuzjowanego kolana nie jest wcale tak odległa.
Jak się okazuje, kolano to jeden z kłopotów, a drugi "objawił się" na jednej z niedawnych jednostek treningowych. Ta musiała zostać przerwana po ledwie 40 minutach pracy przez wycieńczenie. Dla porównania Alcaraz przed US Open trenował przez cztery godziny razem z Holgerem Rune.
"Corriere della Sera" sytuację Sinnera określa wprost "czerwonym alarmem". "Widać wyraźnie, że Sinner odczuwa coś - w ciele czy w umyśle (bądź w obu naraz) - co nie pozwala mu zaznać spokoju na korcie tenisowym. Było to jego bezpieczne miejsce, a z jakiegoś powodu stało się łożem z gwoździ" - czytamy.
"Włoska Federacja Tenisowa, która zapewniła swojemu mistrzowi opiekę lekarską i sprzęt, wyraża pewne zaniepokojenie. Jest jednak zbyt wcześnie, by spekulować na temat udziału Jannika w turnieju ATP Finals w Turynie" - dodano w kolejnej części, a po chwili wytłumaczono, skąd to zaniepokojenie.
"Kilka dni temu chłopcy, którzy przybyli do Monte Carlo z akademii Piattiego, wcześniej wrócili do Bordighery. "Wystarczy, chodźmy, nie dam rady" - powiedział Sinner po czterdziestu minutach treningu. To nie przypadek, że przestały pojawiać się nagrania z jego udziałem na korcie. Sytuacja jest alarmująca" - podsumowano.
Trudno się z włoskimi dziennikarzami nie zgodzić. Bez wątpienia, gdyby Sinner przekazał, jakie konkretnie są jego problemy z kolanem, tajemniczości i domysłów byłoby mniej. Trudno się dziwić, że w cytowany tekście pada nazwa środka dopingującego, który już na zawsze pozostanie częścią kariery Sinnera. Sytuacja Włocha musi budzić niepokój.










