Reklama

Reklama

Co może Radwańska? Wszystko?

Marzyliśmy o historycznym sukcesie w piłce? No to mamy go w tenisie!

Nie trzeba było czekać nawet do igrzysk w Londynie. Jeszcze nie ochłonęliśmy po Euro 2012, już czas na kolejny gigantyczny sukces, tym razem sportowy. Agnieszka Radwańska, dla której dotąd magiczną granicą wielkoszlemową był ćwierćfinał, jest w finale najbardziej prestiżowego turnieju na świecie. Polska tenisistka dokonała tego z wdziękiem "La Roja", dowodząc, że inteligencja, polot i błyskotliwość wciąż wyprzedzają w sportowej hierarchii mięśnie ze stali.

Nie pamiętam już nawet, kto rozpoczął tę debatę? Być może legendarna Martina Navratilova? Kiedy Polka stała się w światowym tenisie kimś ważnym, zapytano osiemnastokrotną zwyciężczynię turniejów Wielkiego Szlema, czy ma szansę na miejsce na szczycie? Tuż przed porażką Radwańskiej w ostatnim US Open, czyli we wrześniu 2011 roku Amerykanka czeskiego pochodzenia powiedziała: "Jej problem polega na tym, że kiedy stawka rośnie i przychodzą ważne mecze w Szlemach, zawsze gra zbyt defensywnie. Nie poradzi sobie z tenisistkami przejmującymi inicjatywę".

Rozmawiająca z Navratilovą była świetna deblistka Corina Morariu dodała: "Radwańskiej brakuje kończącego uderzenia, siły ognia, żeby przebić się przez decydujące fazy turnieju".

Nie chodzi o to, by dziś, przy okazji życiowego triumfu Polki podważać autorytet tenisowych legend, ale podkreślić jak niezwykłą postacią w światowym tenisie jest Radwańska. Żadna z zawodniczek czołówki nie uderza piłki tak lekko, żadna nie serwuje tak delikatnie. W czasach, gdy tenis stał się dyscypliną dla mega atletów, Polka zdaje się stać na straży innych wartości.

Reklama

Oczywiście nie jest to kwestia wyboru. Radwańska mocniej uderzać by chciała. Dużo pracy włożyła w poprawę serwisu, ale przede wszystkim rozwija własne atuty. Idzie swoją drogą, a jej inteligencja na korcie coraz częściej poraża rywalki.

"Była dla mnie objawieniem, jak mała Martina Navratilova w Soczi, nastoletni Boris Becker w Luksemburgu, czy młody John McEnroe w Dallas. To prawda, że nie zdobywa świata tak jak tenisistki mające bardziej dominujące osobowości. Ale świat się do niej przekonuje, nawet jeśli zdobywa kolejne trofea jakby bocznym torem" - mówił Wojciech Fibak dziennikarzowi "Rzeczpospolitej" Krzysztofowi Rawie.

To oczywiście o Agnieszce Radwańskiej. Choć sam podkreślał, że ogromny wpływ na poprawę gry Polki miał nowy trener Tomasz Wiktorowski, który ją uspokoił i podziałał jak balsam, ojcem sukcesów pozostanie Robert Radwański.

Ojciec tenisistki stanął nieco z boku, choć w rubryce "trener" widnieją oba nazwiska. Kiedyś pytałem go czy wierzy, że córce uda się zaprzeczyć prognozom Navratilovej i Morariu? Odpowiedział, iż musiałoby spleść się kilka szczęśliwych okoliczności. "Agnieszka nie ocieka testosteronem, to wszyscy wiedzą. Aby wygrać turniej wielkoszlemowy musiałaby trafić na słabsze rywalki w pierwszych rundach, by stracić jak najmniej sił. A w decydujących spotkaniach być w życiowej formie".

Tyle wspomnień, dziś już bez większego znaczenia. W sobotę Polka wyjdzie na kort centralny na Wimbledonie do meczu finałowego pierwszy raz od 75 lat. Ostatni była Jadwiga Jędrzejowska dwa lata przed wybuchem II wojny światowej! Łatwiej było uwierzyć, że drużyna Franciszka Smudy zawędruje do strefy medalowej podczas Euro 2012. Po erze Fibaka, przez dziesiątki lat polski tenis był jak czarna dziura. Fibak doczekał następcy w spódnicy.

Z sukcesami polskich sportowców jest jak z poszukiwaniem pereł. Nic nie jest efektem systemu, wszystko uporu, talentu i nadludzkich starań jednostki, lub niewielkiej grupy wsparcia. Tak było z Małyszem, Kubicą, tak jest z Kowalczyk i Radwańską. W grach zespołowych jeden najwiekszy nawet talent nie wystarcza.

Radwańska zagra w finale z Sereną Williams, która zaserwowała Viktorii Azarence 23 asy. Polka będzie musiała znaleźć odpowiedź na atomowe ciosy rywalki, przez całą karierę niczego innego jednak nie robiła. Przełamała już niemal wszystkie bariery, przecież uważano, że w najbardziej szczęśliwym ze scenariuszy może podzielić los pochodzącej z Polski Karoliny Woźniackiej, która długo była nawet nr 1 światowego rankingu, ale turnieju Wielkiego Szlema nigdy nie wygrała. Jeśli Polka zwycięży Serenę, do poniedziałku ona zostanie nr 1 WTA. Bezdyskusyjnie ważniejsze jest jednak wimbledońskie trofeum dające miejsce w historii dyscypliny.

W tym starciu siły z finezją Polka faworytką nie będzie. Nie pierwszy już raz. Tak, czy siak przed nami wielka sobota. Trzy tygodnie po traumatycznym pożegnaniu piłkarzy Franciszka Smudy z Euro 2012, polski sport doczekał jednak historycznego sukcesu. Dzięki 23-letniej dziewczynie z Krakowa nadzieja w kibicach odżywa. Nawet w tych, którzy kochają futbol bardziej od tenisa.

Radwańska w finale Wimbledonu. Czy ma szanse na zwycięstwo? Dyskutuj!

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Wimbledon | WTA tour | serena williams

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje