Chwalińska zagrała z Kubką. 192 minuty walki z Ukrainkami na BJK Cup w Gliwicach
Po pierwszym dniu rywalizacji w Gliwicach zawodniczki z Ukrainy prowadziły 2-0. To oznaczało, że Polki potrzebowały w sobotę zwycięstw we wszystkich meczach, by awansować do wrześniowych finałów BJK Cup. Na początek dzisiejszych zmagań rozegrano spotkanie deblowe. W akcji zobaczyliśmy Maję Chwalińską i Martynę Kubkę. Po zaciętym starciu lepsze okazały się Nadia oraz Ludmyła Kiczenok, wygrywając 7:5, 6:7(4), 6:3. Oto co się wydarzyło na Górnym Śląsku.

Ukrainki były faworytkami starcia z Polkami w ramach meczu kwalifikacyjnego do finałów BJK Cup i pierwszego dnia doskonale wywiązały się z tej roli. Zaciętą rywalizację obserwowaliśmy wyłącznie na początku singlowych spotkań. Od stanu 4:4 w pierwszym secie Marta Kostiuk nie straciła żadnego gema w potyczce z Magdą Linette, a Katarzyna Kawa, odkąd prowadziła 2:1 z przełamaniem w premierowej odsłonie, zdobyła już potem zaledwie jedno "oczko" w batalii z Eliną Switoliną.
Zwycięstwa Ukrainek 6:4, 6:0 oraz 6:2, 6:1 sprawiły, że reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów posiadały rezultat 2-0 po piątkowych zmaganiach w Gliwicach. To sprawiało, że potrzebowały już tylko jednego wygranego meczu do wywalczenia miejsca podczas wrześniowych rozgrywek w Shenzhen. Droga dla Polek do awansu była już tylko jedna - musiały triumfować w każdym sobotnim spotkaniu. O godz. 12:00 wznowiono dwudniową rywalizację.
Kapitan Dawid Celt desygnował ostatecznie do debla duet Maja Chwalińska/Martyna Kubka. Początkowo obok Mai miała się pojawić Katarzyna Kawa, ale na kilkadziesiąt minut przed startem potyczki sternik naszej drużyny dokonał roszady w składzie. Doszło zatem do identycznego zestawienia, jak przed rokiem. Wówczas siostry Nadia i Ludmyła Kiczenok wygrały 7:6(1), 7:6(5). Teraz polski team chciał się zrewanżować za wydarzenia sprzed 12 miesięcy.
BJK Cup: Maja Chwalińska i Martyna Kubka zagrały w deblu
Mecz rozpoczął się od podania Kubki. Niestety, siostry Kiczenok na "dzień dobry" przełamały lepiej serwującą Martynę. Po zmianie stron pojawiła się szansa dla Polek na natychmiastowe zniwelowanie strat, jednak finalnie Ludmyła podwyższyła na 2:0. Co się nie udało w drugim gemie, stało się udziałem naszych reprezentantek podczas czwartego rozdania. Wówczas pojawiły się trzy break pointy z rzędu na 2:2 i udało się wykorzystać ostatnią z nich. Duet Chwalińska/Kubka nabrał rozpędu. Po trzecim "oczku" z rzędu Polki wyszły na prowadzenie.
W ósmym gemie nasze reprezentantki znów znalazły się na dobrej drodze do przełamania serwisu Nadii. Były dwie okazje na 5:3, ale tym razem Ukrainki oddaliły zagrożenie. Potem Martyna dorzuciła piąte "oczko" przy własnym podaniu i presja wróciła na stronę przeciwniczek. W trakcie dziesiątego rozdania obserwowaliśmy setbole dla Polek - i to aż trzy. Żadnego nie udało się jednak wykorzystać. Przy pierwszym Ludmyła (mistrzyni US Open 2024 w deblu) posłała asa, w drugim return Mai zatrzymał się na taśmie. Najbardziej szkoda ostatniej szansy, bowiem piłka znajdowała się w grze, ale Chwalińska popełniła błąd na szerokość.
Nasze tenisistki dobrze zainaugurowały jedenastego gema, od dwóch wygranych punktów. Potem sytuacja przy podaniu Mai uległa diametralnej zmianie. Doszło do break pointów dla Ukrainek. Pierwszego cudem udało się obronić, ale przy drugim siostry Kiczenok dopięły swego. Po zmianie stron Nadia serwowała po zwycięstwo dla swojego duetu w premierowej odsłonie. Reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów wykorzystały ostatniego z dwóch setboli, dzięki czemu zapisały na swoim koncie wynik 7:5.
Na początku drugiej partii nie obserwowaliśmy break pointów, chociaż w pewnym momencie Ukrainki musiały wracać ze stanu 15-30. Potem zgarnęły jednak trzy punkty z rzędu i wyrównały na 1:1. W ósmym i dziesiątym gemie obejrzeliśmy walkę na przewagi przy serwisie reprezentantek naszych wschodnich sąsiadów, ale wciąż bez piłek na przełamanie. W trakcie jedenastego rozdania Polki, które dotychczas pewnie pilnowały swoich podań w tym secie, zanotowały słabszy moment. Siostry Kiczenok doskonale to wykorzystały, zgarniając przełamanie do 30.
Po zmianie stron Ukrainki serwowały po zwycięstwo w spotkaniu oraz gwarancję awansu dla swojej reprezentacji do finałów BJK Cup. Polki walczyły jednak do końca. Chociaż Nadia oraz Ludmyła wróciły ze stanu 0-40 i wypracowały sobie meczbola, to potem nastał czwarty break point dla naszych zawodniczek. Kubka zagrała skutecznego smecza i zobaczyliśmy tie-break. W nim kluczowe punkty trafiły na konto Chwalińskiej oraz Kubki. Od 3-3 wygrały trzy akcje i ostatecznie triumfowały w drugiej odsłonie 7:6(4).
Polki poszły na fali wygranego seta, rozpoczynając trzecią partię od przełamania. Po zmianie stron wróciły z 15-40 i podwyższyły przewagę do dwóch "oczek". Po chwili starały się o kolejnego breaka, miały 30-15 na returnie. Finalnie rywalki złapały jednak kontakt. Po zmianie stron Polki prowadziły 40-15, zmierzały po trzeciego gema na swoje konto. Od tamtej pory nastał festiwal przełamań. Przerwały go dopiero siostry Kiczenok, podczas siódmego rozdania. Obroniły dwa break pointy i po raz pierwszy objęły prowadzenie w tym secie.
Ukrainki poszły za ciosem. Wywalczyły kolejny gem na returnie i przy stanie 5:3 dostały kolejną w tym meczu okazję, by zagwarantować swojej reprezentacji awans do wrześniowych finałów BJK Cup. Tym razem Nadia i Ludmyła dopięły swego. Po ponad trzech godzinach walki zapewniły decydujący punkt swojemu teamowi, wygrywając 7:5, 6:7(4), 6:3. Chociaż kwestia kwalifikacji została już rozstrzygnięta, zostanie rozegrany jeszcze jeden pojedynek w singlu - Linda Klimovicova kontra Ołeksandra Olijnykowa.
piątek, 10 kwietnia (od godz. 16:00):
- Magda Linette - Marta Kostiuk 4:6, 0:6
- Katarzyna Kawa - Elina Switolina 2:6, 1:6
sobota, 11 kwietnia (od godz. 12:00):
- Maja Chwalińska/Martyna Kubka - Nadia Kiczenok/Ludmyła Kiczenok 5:7, 7:6(4), 3:6
- Linda Klimovicova - Ołeksandra Olijnykowa
stan rywalizacji: 3-0 dla Ukrainy (zagwarantowany awans do wrześniowych finałów w Shenzhen)
Mecz Polska - Ukraina w ramach BJK Cup można śledzić na sportowych antenach Polsatu. Na relacje LIVE z Gliwic zapraszamy do Interia Sport.

















