Reklama

Reklama

Cel Polaków? Ograć Brytyjczyków

Od piątku do niedzieli polska reprezentacja tenisowa walczyć będzie w Liverpoolu z Wielką Brytanią o utrzymanie w Grupie I Strefy Euroafrykańskiej. Gospodarzy wzmocni numer 2 rankingu ATP Andy Murray. - Ktokolwiek stanie po drugiej stronie siatki, jest do ogrania - zadeklarował kapitan naszej ekipy Radosław Szymanik

Polacy w tych rozgrywkach mierzyli się z Brytyjczykami siedmiokrotnie. Nie wygrali ani razu, teraz też nie są faworytami. Ostatni mecz odbył się 18 lat temu na kortach Legii w Warszawie. Wówczas Brytyjczycy zwyciężyli 4:1.

Reklama

- Nie jesteśmy faworytami, ale jedziemy tam wygrać. Dopóki mecz się nie rozpocznie, wszyscy mają po 50 procent szans. Zawodnicy są gotowi na to pierwsze zwycięstwo w historii - śmiało deklarował Szymanik.

Polską reprezentację tworzą Michał Przysiężny i Jerzy Janowicz oraz eksportowy debel Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Przysiężny ma na koncie wygrane dwa mecze singlowe przeciwko Białorusinom przed rokiem, a także ćwierćfinał Orange Prokom Open. Dwa lata temu był pierwszym polskim tenisistą od czasu Wojciecha Fibaka, który w singlu przeszedł przez eliminacje US Open. Niestety, jego karierę często przerywają kontuzje. - Na szczęście z moim zdrowiem obecnie wszystko w porządku. Nie miałem może ostatnio porywających wyników, ale jestem na mecz z Brytyjczykami bardzo skoncentrowany - powiedział tuż przed odlotem. Polacy do Anglii odlecieli bowiem już rano w poniedziałek.

Jednym z największych osiągnięć Janowicza jest z kolei pokonanie we wspomnianym meczu z Białorusią utytułowanego Maksa Mirnego. We wrześniu ubiegłego roku dotarł do półfinału Pekao Open. Wystąpił w dwóch finałach wielkoszlemowych turniejów dla juniorów: US Open 2007 i Roland Garros 2008. - To wszystko prawda, ale szczególnie lubię grać dla reprezentacji w Pucharze Davisa. Nie mogę już się doczekać tego spotkania z Brytyjczykami - powiedział Janowicz.

Główną nadzieją gospodarzy jest finalista US Open z zeszłego roku Andy Murray. W ostatnich meczach Pucharu Davisa nie występował, jednak w obliczu spadku zdecydował się wspomóc drużynę. Obok niego skład tworzą Ross Hutchins oraz Joshua Goddell i James Ward. Wszyscy grają na poziomie challengerów, a więc są do pokonania.

Jak to często bywa w spotkaniach Pucharu Davisa, o wszystkim może zadecydować gra deblowa. A tu mamy Marcina Matkowskiego i Mariusza Fyrstenberga - jedną z najlepszych par świata. - Będzie cała hala, z 5 tysięcy ludzi, a dla nas to dobrze. Ostatnio nie popisaliśmy się w US Open. Tym bardziej liczymy więc na przełamanie - powiedział Matkowski. - To, że gramy w hali, to dla nas dobrze, bo właśnie w halach odnosiliśmy największe sukcesy. Warunki będą dla nas sprzyjające - podtrzymywał optymizm Fyrstenberg.

Zespołowi w podróży po raz pierwszy towarzyszył niedawno wybrany prezes Polskiego Związku Tenisowego Jacek Kseń. - Drużyna ma wszystko, co potrzebne do odniesienia sukcesu. Dobry sprzęt, sponsorów, dobrych zawodników - oświadczył.

Czy sam optymizm wystarczy do odniesienia zwycięstwa? Przed odlotem podczas zorganizowanej na Okęciu konferencji prasowej zawodnikom puszczono fragment relacji radiowej z meczu Polaków z Brytyjczykami prowadzonej przez Bohdana Tomaszewskiego. Wtedy Polacy ulegli 2:3. Najniżej w historii, ale i tak jednak była to porażka.

Dowiedz się więcej na temat: Andy | Murray | mecz | Andy Murray | us open

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje