Cały świat zobaczył, co w Rijadzie zrobiła Ostapenko. Polka już to skomentowała
Polskim kibicom Jelena Ostapenko kojarzy się głównie z tym, że sześć razy w sześciu meczach ograła Igę Świątek, na każdej nawierzchni. Łotyszka, była mistrzyni French Open, w tym roku pokonała też Arynę Sabalenkę, ale miała też i sporo problemów. Najgłośniejszą była scysja z Taylor Townsend w trakcie US Open, ale i w trakcie meczu o finał "Turnieju Mistrzyń" w Rijadzie Łotyszka się nie popisała. Natychmiast spotkało się to z komentarzem polskiej tenisistki.

Gdyby nie liczyć turniejów WTA 1000 w Dubaju (finał) i WTA 500 w Stuttgarcie (tytuł) Jelena Ostapenko sezon w singlu mogłaby uznać za stracony. Zdobyte w tych dwóch imprezach 1150 punktów ratuje jej pozycję w światowym rankingu, wciąż jest w nim w trzeciej dziesiątce. A resztę by można właściwie przemilczeć - to 8 wygranych meczów i 19 porażek.
Zdecydowanie lepiej jest w grze podwójnej, w lipcu i sierpniu Łotyszka miała nawet szansę zostania światową jedynką. Nie udało się, choć - głównie wspólnie z Su-wei Hsieh - i tak odniosła całkiem sporo sukcesów. Wspólnie z 39-letnią zawodniczką z Tajwanu grała w finale Australian Open i Wimbledonu, z innymi zawodniczkami triumfowała w Abu Zabi i Charleston.
To zaś sprawiło, że wspólnie z Hsieh uzyskały prawo występu w "Turnieju Mistrzyń" w Rijadzie. Wygrały wszystkie trzy mecze w fazie grupowej, dziś były faworytkami w pojedynku z duetem Timea Babos/Luisa Stefani o wielki finał.
I mecz początkowo toczył się pod dyktando Łotyszki i jej doświadczonej partnerki. A później wszystko się skomplikowało. Za sprawą samej Ostapenko.
Kluczowa akcja w meczu o finał WTA Finals. Forhend w siatkę w wykonaniu Jeleny Ostapenko. Ale co się stało później
Po pięciu gemach duet Ostapenko/Hsieh prowadził 3:2, miał przełamanie. A później Łotyszka serwowała po 4:2. Było 40-30, za moment zaś równowaga. W deblu decyduje wówczas jedna akcja, nie ma gry na przewagi. Łotyszka zaczęła rywalizować na forhendy po prostej z Timeą Babos, znakomitą deblistką, trzykrotną triumfatorkę WTA Finals w poprzedniej dekadzie. I przegrała tę akcję, rywalki wyrównały na 3:3.
Zamiast uznać swoją przegraną, zaczęła pokracznie naśladować styl uderzania rywalki forhendem, co od razu zauważyli komentujący to spotkanie w Canal+ red. Maciej Zaręba oraz Katarzyna Piter. Ta druga to najwyżej notowana obecnie polska deblistka, niespełna dwa tygodnie temu wygrała turniej WTA 250 w Kantonie.

- Chyba nerwy zawiodły, nie wytrzymała. Nie radzi sobie z własnymi emocjami - oceniła Katarzyna Piter.
- Naśladuje przeciwniczkę, jak technicznie zagrała forhend. Ale sama zrobiła błąd - dodała. - W tym zachowaniu Jeleny zabrakło klasy - mówi z kolei Zaręba.
A za moment wrócili do tej sytuacji, bo też i realizator zaprezentował powtórkę. - Bardzo nieeleganckie, nieprzystające do rangi tego turnieju - mówił Zaręba i dodał, że "takich zachowań byśmy nie chcieli oglądać". Zastanawiali się, czy to wszystko widziała sama Węgierka. - Myślę, że Timea bardziej jest na tenisie skupiona - powiedziała Katarzyna Piter.
O tytuł zagrają w sobotę z lepszym duetem z drugiego półfinału: Katerina Siniakova/Taylor Townsend - Elise Mertens/Weronika Kudiermietowa.











