Były sparingpartner Chwalińskiej nie gryzie się w język. "Sztuczki cyrkowe"
Jakub Jastrzębski poznał Maję Chwalińską bardzo dobrze. Swego czasu był jej partnerem na korcie, to z nim trenowała. Teraz, przed kamerą "halo tu polsat", deklaruje jedno: 24-latka nie pokazała nam jeszcze całego wachlarza swoich możliwości. Prosto z mostu wspomina, co nieraz wyprawiała na jego oczach podczas gry.

Od wielu dni w Dąbrowie Górniczej tematem przewodnim jest pochodząca z tego miasta Maja Chwalińska i jej sukces w wielkoszlemowym Roland Garros 2026. "To, co ona zrobiła, to jest niewiarygodne. Tu wszyscy kibicowali" - wyznaje jedna z mieszkanek przed kamerą "halo tu polsat".
Wtórują jej ci, którzy mieli okazję poznać Maję lepiej. W telewizji wystąpił jej były sparingpartner, Jakub Jastrzębski. Wyjawia, jakie uczucia towarzyszyły mu, gdy oglądał Chwalińską w Paryżu. Bez owijania w bawełnę wspomina również o niezupełnie odkrytych jeszcze możliwościach 24-latki.
Był partnerem Chwalińskiej na korcie. Teraz wyznaje jedno
"Na pewno [Maja Chwalińska] jeszcze nie pokazuje wszystkiego, co potrafi" - rozpoczyna Jastrzębski w "halo tu polsat". I przypomina, co prezentowała mu kiedyś na korcie. "Niektóre te ćwiczenia to były jak sztuczki cyrkowe - z zamkniętymi oczami, z słuchawkami na uszach, odbijanie z kozłowaniem piłki do siatkówki" - tłumaczy.
[Robiła] przeróżne takie układy, które, myślę, zwykłemu człowiekowi albo nawet dobremu sportowcowi by się nie udały
Nie jest zaskoczony sukcesem niegdysiejszej partnerki z kortu. "Maja ma niesamowity wachlarz uderzeń, takich tenisowych sztuczek. Zawsze miała taką grę, że można było przypuszczać, że prędzej czy później ta forma eksploduje. Na szczęście się to udało, więc jestem bardzo szczęśliwy" - dorzuca.
Pierwszy trener Mai Chwalińskiej wprost o jej tenisowej drodze. Nie było łatwo
Swoje dokłada jeszcze pierwszy trener Chwalińskiej. "To jest taki fajny przykład dla młodzieży, że ta droga nie jest taka szybka, zdarzają się też zakręty, to nie musi być zawsze autostrada do wyznaczonego celu. Maja pokonała tę krętą drogę i dała sygnał, że warto wspinać się, żeby osiągać swoje cele i spełniać marzenia" - mówi Paweł Kałuża.
Wcześniej, w rozmowie z Interią Sport, przyznał wprost, że jest bardzo dumny z podopiecznej. Zdradził, że od początku współpracy trenowali różnorodność w zagraniach i zmianę tempa gry.
"Szliśmy krok po kroku, ucząc się miękkimi piłkami, na małych kortach, a potem większych. Jak najwięcej różnorodności, czyli forehandy, backhandy, ale też volley'e, smecze czy różne serwisy. No i tak przeszliśmy przez te 12 lat. Dbałem, by na każdym etapie była jakość, czyli dobry sparingpartner i pomysł na trening. (...) To były takie szachy tenisowe i to chyba procentuje" - zapewnił.
I on i Chwalińska zawsze mierzyli wysoko. Kałuża jest przekonany, że Maja zajdzie w tenisie daleko, "ale musi się złożyć na to kilka czynników". Przede wszystkim konieczne jest po prostu zdrowie.
"Nie chcę rzeczywiście wróżyć z fusów, czy będzie pierwsza, dziesiąta czy trzydziesta na świecie. Oby się wspinała i to nie muszą być jakieś susy. Ja zawsze byłem zwolennikiem rozwoju krok po kroku i tak to cały czas robiła" - podsumował.










