Było po trzeciej w nocy, gdy Polka dokończyła dzieła. Z mistrzynią US Open
Osiem godzin różnicy między Polską a kanadyjskim stanem Alberta sprawia, że polskim fanom tenisa nie jest łatwo śledzić niektóre wydarzenia za oceanem. Część sympatyków zdążyła pewnie jeszcze prześledzić wygraną Maksa Kaśnikowskiego w challengerze ATP 75 w Calgary, zapewne mało kto doczekał do starcia Urszuli Radwańskiej w turnieju ITF W75. A warto było, bo doświadczona tenisistka sprawiła sporą niespodziankę, ograła notowaną wyżej o 150 miejsc Viktórię Hrunčákovą 7:5, 6:4. I jest bliska awansu do czwartej setki rankingu WTA.

Finał dwa lata temu, półfinał rok temu - to były wyniki Urszuli Radwańskiej w turniejach ITF w Calgary, choć wtedy były jednak doświadczona tenisistka przystępowała do nich z nieco innego pułapu. Niby była mniej więcej na tej samej pozycji co teraz, w piątej setce rankingu, nie musiała jednak przebijać się przez kwalifikacje.
Poradziła sobie w nich znakomicie, choć Kanadyjka Hailey Murphy zdołała wygrać w starciu z Urszulą swojego... pierwszego seta w profesjonalnym turnieju. Za to później rozstawiona Holenderka Demi Tran ugrała w meczu z Polką zaledwie trzy gemy.
Urszula Radwańska rywalizuje w turnieju ITF w Calgary. Trzy zwycięstwa, to nocne jest jednak sporą niesspodzianką
W głównej drabince Radwańska zmierzyła się ze Słowaczką Viktórią Hrunčákovą, kiedyś występującą pod panieńskim nazwiskiem Kuzmová. W tourze występuje zresztą jej młodsza siostra Katarína, też nieco wyżej notowana od 33-letniej Polki.
I to właśnie to spotkanie, choć miało zacząć się przed północą polskiego czasu, zostało opóźnione o dwie godziny. Panie zaś "nie chciały" grać krótkich setów, skończyły, gdy w Warszawie była już trzecia w nocy. A w Calgary - dochodziła 19. Idealnie więc przed... kolacją.
Co ciekawe, był to pojedynek dwóch tenisistek, które w czasach juniorskich były wielkoszlemowymi mistrzyniami. Urszula podążała śladami Agnieszki, zapowiadała się na zawodniczkę, która może podbić świat. Sporo w tenisie osiągnęła, doszła do TOP 30 rankingu WTA, ale jednak ten juniorski czas wskazywał, że może być jeszcze więcej. Trzy tytuły 16-letniej wtedy Uli w grze podwójnej w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku, do tego sukces singlu w Wimbledonie. I w tym samym sezonie dwa finały: singla w US Open i debla w Australian Open, to wciąż budzi respekt.

A Hrunčáková, dziś tenisistka 26-letnia, też świętowała sporo sukcesów, zanim zaczęła grać z seniorkami. Deblowy tytuł w US Open, po pokonaniu pary Anastazja Potapowa/Anna Kalinska, singlowy finał w Nowym Jorku, przegrany z Kaylą Day - to też trzeba docenić. Jeszcze przed 21. urodzinami była 43. w rankingu WTA, miała za sobą deblowy półfinał US Open. No i w CV zwycięstwa z Beatriz Haddad Maią, Sofią Kenin czy czwartą wtedy na świecie Kiki Bertens, ale młodziutkiej Idze Świątek rady nie dała. W Lugano, gdy Polka zmierzała po swój pierwszy singlowy finał w tourze.
Dwa sety w meczu Urszuli Radwańskiej. Awans Polki po 106 minutach spędzonych na korcie
Radwańska miała nad rywalkę tę przewagę, że zapoznała się już z kortami w Calgary, 26-latka z Koszyc wcześniej grała w trzech turniejach w Stanach Zjednoczonych. Polka świetnie zaczęła, zaliczyła szybkie przełamanie, odskoczyła na 3:0. Prowadziła też 5:2, gdy to Hrunčáková odzyskała rezon, zaczęła trafiać. I wyrównała na 5:5. Kluczowy był gem jedenasty, która Urszula zaczęła od podwójnego błędu, a później musiała bronić break pointa. Skutecznie, a za chwilę też przełamała rywalkę i zamknęła partię.
Drugi set był bardzo podobny, też Radwańska prowadziła 3:1 z przełamaniem. I też Słowaczka wyrównała. Tym razem to ona jednak w kluczowym momencie popełnia dwa podwójne błędy. Polka przełamała rywalkę raz jeszcze, wygrała 7:5, 6:4.
O ćwierćfinał powalczy z zawodniczką rozstawioną z siódemką - 20-letnią Holenderką Anouk Koevermans (WTA 229). Ale to w czwartek. W środę czeka ją mecz deblowy, wspólnie z Belgijką Clarą Vlasselaer, a po drugiej stronie siatki stanie... Viktóriá Hrunčáková.
Zobacz również:











