Było już 2:4 w meczu Linette, ruszyła w pościg. Triumf podopiecznej Polki
Po dwóch dniach zmagań w World Tennis League ekipa Falcons z Magdą Linette w składzie zajmowała dopiero trzecie miejsce, ale kiepski występ w piątek drużyny Hawks dał realną szansę na zmianę kolejności. Tak ekipie poznanianki, jak i Kites, z Martą Kostiuk w składzie. I to właśnie ich mecz rozpoczął starcie tych drużyn. Polka, po słabszym początku dogoniła rywalkę. A na końcu cieszyła się... podopieczna polskiej trenerki.

Zmagania World Tennis League nie odbywają się już w Abu Zabi, a w Bengaluru w Indiach. Zapewne z uwagi na zmianę miejsca, ale i dość wczesny termin, z gry zrezygnowało sporo gwiazd, które przecież regularnie jeździły do Zjednoczonych Emiratów Arabnskich. W tym Iga Świątek czy Aryna Sabalenka.
Polskie akcenty jednak w Indiach mamy. Z jednej strony to obecność Magdy Linette w ekipie Falcons, a z drugiej: Ukrainki Marty Kostiuk w zespole Kites, którą prowadzi przecież Sandra Zaniewska.
I to właśnie one zmierzyły się na starcie ostatniego spotkania fazy zasadniczej. Choć to turniej pokazowy, wiele w nim "gry pod publiczkę", to obie grały od początku do końca jak najbardziej serio.
Magda Linette kontra Marta Kostiuk w World Tennis League. To mógł być ostatni występ poznanianki w Indiach
W WTL występują cztery czteroosobowe zespoły, każdy tu gra z każdym. Po dwóch dniach rywalizacji na czele był zespół Eagles (43 pkt), przed Hawks (41 pkt), Falcons (36 pkt) i Kites (34 pkt). Tylko dwa najlepsze awansują do sobotniego finału, a - co nie jest tajemnicą - triumf oznacza wyższe wypłaty.
W piątek Eagles rozbiły wręcz Hawks 22:12, a to oznaczało wielką szansę dla dwóch pozostałych drużyn, by jednak wskoczyć na drugą pozycję. Tu nie liczą się wygrane mecze czy sety, ale suma wygranych gemów. Tych Falcons Polki potrzebowali 18, by znaleźć się wyżej, a Kites Marty Kostiuk - 20.

Dla Ukrainki było to tyle ważne spotkanie, że przegrała w Bengaluru dwa wcześniejsze: 5:7 z Eliną Switoliną oraz 1:6 z Paulą Badosą. A choć raz, dla poprawy własnego morale, warto coś wygrać, nawet w okresie przygotowawczym. Linette taki sukces już miała, pierwszego dnia pokonałą Badosę.
Dziś zaś to poznanianka musiała gonić wynik. Na dodatek w czwartym gemie została przełamana, choć za moment odrobiła tę stratę i było 2:3. Tyle że w kolejnym gemie doszło do powtórki: znów decydujący punkt przy stanie 40-40. I ponownie Kostiuk wybrała return na stronie przewagi. Ponownie podopieczna Sandry Zaniewskiej triumfowała, odskoczyła na 4:2.
I aby było ciekawiej, już do samego końca w gemach serwisowych Polki decydowała ta właśnie jedyna akcja. W ósmym Linette popisała się świetną forhendową akcją w narożnik, wyrównała na 4:4, bo chwilę wcześniej cieszyła się też z breaka. A w dziesiątym - gdy Kostiuk prowadziła 5:4, jej rywalka wybrała tym razem odbiór na stronie równowagi.

Serwis Magdy był bardzo dobry, ale Kostiuk zdołała przebić piłkę na drugą stronę. A później była lepsza w trakcie akcji. To ona wygrała 6:4, a w tabeli Falcons i Kites miały po 40 punktów.
Losy drugiego finalisty rozstrzygną więc dopiero trzy pozostałe spotkania: w mikście (bez Linette), deblu mężczyzn i męskim singlu.












