Aż 105 minut oczekiwania Sabalenki. Dwa sety na Campo Centrale. Jednak Czeszka
Wtorek na Foro Italico był nie tylko dniem finałów kwalifikacji do WTA 1000 w Rzymie, ale też startem rywalizacji w głównej drabince. Organizatorzy zaplanowali na ten dzień 10 spotkań pierwszej rundy, do gry przystąpiły trzy wielkoszlemowe mistrzynie. Z uwagi na potencjalny hit z Aryną Sabalenką, bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie Barbory Krejcikovej z Elsą Jacquemot. Czeszka wróciła na kort po niemal trzymiesięcznej przerwie, już pierwszy gem trwał aż... 16 minut! Po kolejnych 89 Sabalenka dowiedziała się, z kim zagra w czwartek na starcie turnieju.

W dwutygodniowych turniejach rangi 1000 trudno o wielkie hity już na etapie pierwszej rundy - najlepsze zawodniczki są rozstawione, mają w 1/64 finału wolne losy. Zaczynają więc później - w tym tygodniu będzie to czwartek i piątek.
Są jednak przypadki, gdy "mocne nazwiska" ruszają do gry już w pierwszej rundzie. A to daje potencjał na hity już na kolejnym etapie zmagań. W Rzymie tak się właśnie stało: w 1/32 finału mogło dojść do potyczek Aryny Sabalenki z Barborą Krejcikovą, Amandy Anisimovej z Jeleną Ostapenko czy Marty Kostiuk z Karoliną Pliskovą. To ostatnie we wtorek przestało być aktualne, po wycofaniu się Ukrainki z rywalizacji.
A dziś mieliśmy się dowiedzieć, czy wielkie wyzwanie czekać też będzie w czwartek Sabalenkę. Bo pierwszy mecz w nowych warunkach zawsze pozostaje niewiadomą.
WTA 1000 w Rzymie. Barbora Krejcikova wróciła do gry. Spotkanie z Elsą Jacquemot na Campo Centrale
Czeska mistrzyni French Open (2021) i Wimbledonu (2024) przedwcześnie zakończyła poprzedni sezon, w Pekinie doznała kontuzji. Start obecnego na United Cup był obiecujący, ale jednak rywalizacja w Hobart i Melbourne przyniosła rozczarowanie. A później w Dubaju, po pokonaniu Anastazji Pawluczenkowej, Krejcikova zrezygnowała ze starcia z Anisimovą. Wróciły problemy zdrowotne, stąd i długa przerwa.
Do gry wróciła dopiero dzisiaj - na Foro Italico. Jej spotkanie z Elsą Jacquemot wyznaczono na największym obiekcie - Campo Centrale. Co ostatecznie sprawiło, że 30-latka z Czech potężnie się irytowała.
Już pierwszy gem był zaskakujący - aż osiem razy doszło do stanu równowagi, tenisistka z Francji miała sześć szans na breaka. Po 16 minutach przegrała jednak tego gema, ale za chwilę sytuacja się odwróciła. To Krejcikova cztery razy mogła podwyższyć na 2:0. A był remis.

Te dwa gemy trwały tyle samo czasu, co wszystkie pozostałe w tym secie. Barbora grała coraz lepiej, imponowała ofensywnym repertuarem. Po 52 minutach prowadziła 6:2, miała już w statystykach aż 26 winnerów. I 19 niewymuszonych błędów, ale taka już jest cena przejmowania inicjatywy.
Jacquemot nie grała źle, walczyła, ale jednak sytuacja zaczęła się - z jej punktu widzenia - komplikować. Została przełamana w drugiej partii, przegrywała już 1:3. I wtedy nasiliły się rzeczy, które miały miejsce już wcześniej. Na trybunach Campo Centrale było niewielu widzów, za to w trakcie akcji kręcili się, rozmawiali, a nawet gwizdali. Krejcikova zwracała uwagę sędziemu Tomowi Sweeneyowi, ale ten niewiele mógł zrobić. Przekazał uwagi opiekunowi technicznemu kortu, co też niewiele pomogło. Jacquemot wyrównała na 3:3, ale ostatecznie przegrała batalię 4:6. I cały mecz po 105 minutach gry.
A to oznacza, że w czwartek dojdzie do wielkiego hitu - Krejcikova zagra z Sabalenką.















