Reklama

Reklama

Australian Open: Upał i deszcz reżyserował trzeci dzień zmagań

Po czterech dniach zmagań często w ponad 40-stopniowym upale organizatorzy wielkoszlemowego Australian Open postanowili w końcu przerwać na prawie cztery godziny grę. Gdy temperatury trochę spadły, tenisiści wrócili na korty, ale wówczas... spadł deszcz.

O godz. 13.52 miejscowego czasu w Melbourne postanowiono zastosować zasadę Extreme Heat Policy, która mówi o możliwości przerwania meczów, jeśli temperatura powietrza jest zbyt wysoka. Przerwa na kortach bez dachu trwała niemal cztery godziny.

Reklama

- To brutalne, żeby grać w takich warunkach. Nie można wytrzymać normalnie siedząc na trybunach, a co dopiero, jak ma się człowiek jeszcze ruszać - skomentował trener Novaka Djokovica, niegdyś także wspaniały zawodnik Niemiec Boris Becker.

Zawodników oburzył przede wszystkim fakt, że organizatorzy zbyt późno poinformowali o możliwości przerwania meczów. - Ja już grałam, a w przerwach leżałam w wannie pełnej lodu i przygotowywałam się na powrót na upał. Takie rzeczy należy ustalać wcześniej - skarżyła się Rosjanka Maria Szarapowa.

Dodatkowo narzekała na zasadę, że dopiero na koniec seta można przerwać spotkanie z powodu upału. - Przecież wiadomo, że trzecia partia trwa tak długo, aż się jej nie skończy. Nie ma tie-breaka a to oznacza, że można grać w nieskończoność i co wtedy? - skarżyła się Szarapowa.

Od początku zmagań tenisistów w Melbourne wszyscy narzekali na upały. Swoje niezadowolenie wyrażali na konferencjach prasowych i na portalach społecznościowych.  

- Nie wiem za bardzo co się zmieniło, bo takie upały były od pierwszego dnia i raptem postanowiono zrobić przerwę. Może już naciski były zbyt duże? - zastanawiała się Niemka Barbara Rittner.

Również Agnieszka Radwańska narzekała na warunki. - Niektóre zawodniczki nie są w stanie w ogóle rozmawiać po swoich meczach, nie mają siły się przebrać - powiedziała.

- Przy każdym odbiciu piłki zastanawiałam się, czy się nie poddać. Tego nie można wytrzymać - dodał Brazylijczyk Thomaz Bellucci.

Organizatorzy takie ataki jednak cały czas odpierali, a na narzekania w ogóle nie reagowali. Chociaż tak gorąco w Melbourne nie było od ponad 100 lat.

- To jest przemyślana strategia, takich decyzji nie można podjąć w ciągu jednej minuty. Muszę mieć na względzie cały turniej - zaznaczył dyrektor imprezy Craig Tiley.

Po czterogodzinnej przerwie, krótko po 18.00, tenisiści znowu pojawili się na placu, ale nie pograli długo. Tym razem zaskoczył ich... deszcz i znowu przerwa trwała ponad godzinę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje