Reklama

Reklama

Australian Open to nie tylko sportowe wydarzenia, ale też łzy

Australian Open to nie tylko wielkie tenisowe wydarzenia, ale czasami zdarzają się tam też dramaty zarówno na korcie, jak i na trybunach. Tegoroczna impreza w Melbourne też nie była od nich wolna.

W jednym z nich uczestniczyła Agnieszka Radwańska. W czwartej rundzie rozstawiona z numerem czwartym Polka grała z Anną-Leną Friedsam. Niemka prowadziła w trzecim secie już 5:2, ale w końcówce miała ogromne problemy z poruszaniem się. Łapały ja skurcze, wezwała pomoc medyczną, nie na wiele się to jednak zdało.

Friedsam kończyła spotkanie ze łzami w oczach, bo nie była w stanie przeciwstawić się Polce. Ostatecznie Radwańska zwyciężyła w trzecim secie 7:5, a w całym meczu 2-1.

Reklama

"Wydaje mi się, że chodziło o skurcze. Cóż, to się zdarza. Wiem coś o tym. Nigdy nie przydarzyło mi się to podczas meczu, ale wiem dobrze, że to bolesne" - mówiła po tym spotkaniu 26-letnia tenisistka z Krakowa.

Wyjątkowego pecha miała Ana Ivanović. Podczas jej meczów dwie osoby musiały korzystać z pomocy medycznej.

W trakcie spotkania drugiej rundy Serbki z Łotyszką Anastasiją Sevastovą starsza kobieta spadła ze schodów na trybunach. Pojedynek przerwano z tego powodu na pół godziny.

Do wypadku doszło podczas pierwszego seta na Rod Laver Arena, korcie centralnym kompleksu Melbourne Park.

- Czułam się fatalnie. Cała się trzęsłam, bo odgłos jej spadania ze schodów była naprawdę głośny. Słyszałam to wyraźnie i nie brzmiało to dobrze. Od razu przestałam grać. Dobrze, że nastąpiła chwilowa przerwa, bo naprawdę się trzęsłam, ponieważ wyobraźnia podsuwała mi obrazy, jak to mogło wyglądać. Później dowiedziałam się, że ta kobieta krwawiła - podkreśliła po meczu Ivanović. Serbka wygrała 6:3, 6:3.

W następnej rundzie Ivanović grała na Rod Laver Arena z Amerykanką Madison Keys. Serbka prowadziła w tym spotkaniu 6:4, 1:0, kiedy spotkanie zostało przerwane. Powodem była konieczność udzielenia pomocy medycznej trenerowi pierwszej z tenisistek.

Zawodniczki w czasie przerwy udały się do szatni. Na kort wróciły po ponad 30 minutach i ostatecznie Ivanović przegrała 6:4, 4:6, 4:6.

Nigel Sears to trener Ivanović, ale także teść szkockiego tenisisty Andy'ego Murraya.

W czwartej rundzie nieszczęście spotkało Keys. Amerykanka przegrała z kwalifikantką z Chin Zhang Shuai 6:3, 3:6, 3:6, jednak przez większość część spotkania grała z kontuzją nogi.

Reklama

Keys na uraz zaczęła narzekać na początku drugiego seta. Po trzecim gemie poprosiła o przerwę medyczną, w czasie której zabandażowano jej lewę udo. Amerykanka nie poddała się, walczyła do końca, ale miała problemy z poruszaniem się po korcie, co wykorzystywała rywalka.

- Pech Madison. Doznała kontuzji, a ja miała dzisiaj dużo szczęścia. Trudno było się skoncentrować na grze, ponieważ widziałam, że ona cierpi - stwierdziła Zhang Shuai.

Nieszczęście innego rodzaju spotkało Simonę Halep. Rumunka, wiceliderka świtowego rankingu, przegrała już w pierwszej rundzie, a pokonała ją Zhang Shuai.

24-letnia Rumunka w ostatnich dwóch latach dochodziła do ćwierćfinałów tego turnieju. Z kolei w edycjach 2012 i 2013 także pożegnała się z nim w pierwszej rundzie. Halep, która ostatnio narzekała na kontuzję ścięgna Achillesa i dodatkowo walczyła z przeziębieniem, po trwającym 78 minut meczu opuszczała kort ze łzami w oczach.

Również w pierwszej rundzie z Melbourne pożegnał się Rafael Nadal. Rozstawiony z numerem piątym Hiszpan przegrał ze swoim rodakiem Fernandem Verdasco 6-7 (6-8), 6-4, 6-3, 6-7 (4-7), 2-6.

- To oczywiście dla mnie bolesna porażka. Tym bardziej, że - w odróżnieniu do ubiegłego roku, gdy na Australian Open przyjechałem nieprzygotowany i grałem źle, tym razem była zupełnie inna sytuacja. Miałem solidne przygotowania, rozegrałem kilka dobrych meczów przed przyjazdem do Melbourne - porównywał Nadal.

- Po tak ciężkiej pracy, jaką wykonałem trudno się pogodzić z myślą o tak wczesnym odpadnięciu z tak dużej imprezy. Jest ciężko, ale z drugiej strony wiem, że zrobiłem wszystko, aby wypaść tu dobrze, ale to nie był mój dzień - mówił ze smutkiem Rafa.

Z kolei na trzeciej rundzie imprezę zakończyła Garbine Muguruza. Rozstawiona z numerem trzecim Hiszpanka przegrała z Czeszką Barborą Strycovą 3:6, 2:6. Muguruza w tym meczu zupełnie nie przypominała tak świetnie grającej w 2015 roku tenisistki i zasłużenie go przegrała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL