Reklama

Reklama

Australian Open. Kto wykorzysta nieobecność Sereny Williams?

Była liderka światowego rankingu i najbardziej utytułowana tenisistka XXI wieku - Serena Williams nie zdołała, po urlopie macierzyńskim, przygotować formy, która pozwoliłaby jej na start w Australian Open. Kto wykorzysta jej nieobecność i wygra pierwszy wielkoszlemowy turniej u kobiet?

Bukmacherzy nie mieli wątpliwości. Kiedy na początku roku Serena Williams zadeklarowała, że wystartuje w Melbourne, to właśnie za jej zwycięstwo płacono najmniej. Oznacza to, że to 36-letniej Amerykance dawali najwięcej szans na triumf. Australian Open to jej ulubiony turniej. Na twardych kortach w Melbourne wygrywała siedmiokrotnie, przed rokiem, będąc już w ciąży, pokonała swoją siostrę.

Serena to jednak sportowiec, który chce wygrywać. Uwielbia zwyciężać i chociaż zdołała przygotować się do startu w Australian Open. Zrezygnowała, bo nie była pewna swojego triumfu. Amerykanka nie chciała wystartować dla samego startu. Chciała wygrać, ale uznała, że w obecnej formie nie będzie w stanie wytrzymać dwutygodniowego maratonu na najwyższym poziomie.

Reklama

Czołówka rankingu WTA po przejściu Williams na urlop macierzyński to istny roller-coaster. Dość powiedzieć, że w całym sezonie aż siedmiokrotnie zmieniało się nazwisko liderki światowej listy tenisistek. Tylko Venus Williams udało się dojść do więcej niż jednego finału wielkoszlemowego, a żadna z zawodniczek nie wygrała więcej niż jednego turnieju. Nieoficjalne mistrzostwa świata w Singapurze wygrała natomiast Caroline Wozniacki, której najlepszym wynikiem wielkoszlemowym w sezonie był ćwierćfinał na kortach Rolanda Garrosa.

Niemka chce wrócić na szczyt

Sezon 2018 znakomicie rozpoczęła Angelique Kerber, która, po słabiutkim sezonie, marzy o powrocie na szczyt. Niemka polskiego pochodzenia dotarła do finału Pucharu Hopmana i wygrała turniej w Sydney, pokonując po drodze m.in. Venus Williams i Dominikę Cibulkovą.

Do grona faworytek należy zaliczyć również Simonę Halep, ale w jej przypadku trzeba pamiętać, że lepiej czuje się na kortach ziemnych i to na przełom maja i czerwca szykuje ona szczyt formy. Bardziej prawdopodobny jest więc jej triumf w Paryżu, gdzie w poprzednim sezonie przegrała dopiero w finale.

Bukmacherzy najwięcej szans, po rezygnacji Sereny Williams, dają Garbine Muguruzie. Hiszpanka w poprzednim sezonie wygrała Wimbledon, ale w całym sezonie brakowało jej równej formy. Nie ma jednak wątpliwości, że w stawce jest jedną z najlepszych zawodniczek. Być może na drodze Muguruzy do triumfu w Melbourne stanie Agnieszka Radwańska. Polka i Hiszpanka mogą spotkać się już w trzeciej rundzie.

Lekceważyć nie powinno się również Venus Williams. Starsza z genialnych sióstr przed rokiem dotarła do dwóch wielkoszlemowych finałów, półfinału oraz finału nieoficjalnych mistrzostw świata. Jeśli podtrzyma formę, w tym roku może wygrać wielkoszlemowy turniej po... 10 latach przerwy. Australian Open jest jednym z dwóch Wielkich Szlemów, której nie udało jej się wygrać.

Mocna wydaje się też pogromczyni Williams z Singapuru - Caroline Wozniacki. Dunka polskiego pochodzenia w poprzednim sezonie była jedną z najrówniejszych tenisistek i jeśli poradzi sobie z wielkoszlemową presją, może po raz pierwszy wygrać taki turniej. - Miałam wyjątkowo dobry poprzedni rok. Jestem z tego dumna. Cieszę się, że jestem w Melbourne i gram tak dobrze. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć coś dużego w Australian Open - mówiła w rozmowie z Eurosport.interia.pl.

Atak z drugiego szeregu

Fakt, że duńska tenisistka nigdy nie wygrała wielkoszlemowej rywalizacji wielokrotnie był obiektem drwin menadżera Marii Szarapowej, która również pojawi się w Melbourne. Start Rosjanki, która odcierpiała już swoją karę za doping, wciąż budzi kontrowersje, ale umiejętności "Maszy" nikt nie powinien lekceważyć. - Wciąż mam motywację. Nadal mam wielkie oczekiwania wobec siebie i chcę kontynuować, by znaleźć się znów na tronie - mówiła podczas ceremonii losowania turniejowej drabinki.

Z drugiego szeregu o triumf powalczy również Agnieszka Radwańska. Na korzyść Polki może zadziałać fakt, że po słabiutkim sezonie, nikt nie oczekuje od niej zwycięstwa, ani nawet finału wielkoszlemowego turnieju. "Isi" powinno być więc, wbrew pozorom, łatwiej niż w poprzednich latach.

W drabince głównej turnieju w Melbourne będą także dwie inne Polki. Kwalifikacje sensacyjnie przebrnęła Magdalena Fręch, która zadebiutuje w wielkoszlemowej imprezie, a w stawce jest również Magda Linette.

Australian Open 2018 startuje w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego. Pierwsze mecze około godziny 1:00. Transmisje w Eurosporcie 1, Eurosporcie 2 oraz Eurosport Player. 

Kamil Kania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje