Reklama

Reklama

Australian Open: Kerber i Williams po finale

- Moje marzenie się dziś spełniło - powiedziała Niemka polskiego pochodzenia, Angelique Kerber, która pokonała Amerykankę Serenę Williams 6:4, 3:6, 6:4 w finale Australian Open.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Po spotkaniu finałowym powiedziały:

Kerber: "Moje marzenie się dziś spełniło. Przez całe moje życie ciężko na to pracowałam i teraz jestem tu. Mogę teraz powiedzieć, że jestem wielkoszlemową mistrzynią i to brzmi szalenie. Czasem jestem trudna do wytrzymania, ale mam najlepszą rodzinę i team na świecie. W przeszłości nie wierzyłam w siebie. Otaczający mnie ludzie widzieli, że dobrze spisuję się na treningach, ale nie potrafiłam tego przełożyć na mecze. Nie mogli zrozumieć, dlatego tak się działo.

Reklama

- W finale starałam się cieszyć każdą sekundą spędzoną na korcie. To był jeden z najlepszych meczów w mojej karierze. Do ostatniej piłki próbowałam pozostać zrelaksowana. Pierwszy set wyszedł mi świetnie. W drugim ona świetnie serwowała. W trzeciej odsłonie rywalizacja była bardzo zacięta.

- W ostatnich dwóch tygodniach miałam wiele wzlotów i upadków. W pierwszej rundzie broniłam piłki meczowej i jedną nogą byłam w drodze powrotnej do Niemiec. Dostałam drugą szansę. Teraz pokonałam Serenę i zdobyłam tytuł. Jest we mnie tak wiele emocji...ale wszystkie są pozytywne.

- Sereno, jesteś inspiracją dla wielu osób, dla wielu młodych tenisistek. Jesteś wielką mistrzynią, niewiarygodnie wspaniałą osobą, więc gratulacje za wszystko, czego dotychczas dokonałaś. Niewiele rywalek po porażce ze mną podchodziło, by mi pogratulować. Serena zrobiła to i powiedziała, że zasłużyłam na zwycięstwo. To wspaniała osoba".


- Pomogłam teraz trochę Steffi Graf, by Serena nie wyrównała jej osiągnięcia w liczbie wielkoszlemowych triumfów. Dobrze, że niemiecki tenis się rozwija, że kolejna Niemka wygrała taką imprezę po Steffi. Ona przesłała mi wiadomość po finale, ale nie odczytałam jej na razie jeszcze. Bateria w moim telefonie teraz się ładuje. Zdołałam wcześniej tylko zadzwonić do moich rodziców i dziadków.

- W poprzednim sezonie nie grałam dobrze w ważnych turniejach. Teraz coś jakby zaskoczyło w mojej grze. Tak jak to było kilka lat temu w Nowym Jorku, gdy po raz pierwszy w karierze awansowałam do wielkoszlemowego półfinału. Mój plan na dalszą część tego sezonu - zapewne wygrywać w kolejnych imprezach wielkoszlemowych. Ale teraz o tym nie myślę. Staram się cieszyć obecną chwilą. Zobaczymy, co się wydarzy w najbliższych miesiącach czy latach.

- W ćwierćfinale US Open 2011 pokonałam Flavię Pennettę, a Włoszka w tamtym sezonie wygrała w Nowym Jorku. Można żartobliwie powiedzieć, że po jej sukcesie pomyślałam: Ok, ona tego dokonała. Ja ją pokonałam, więc ja też to mogę zrobić".

Williams: "Gratulacje, Angie. Świetnie się spisałaś, zasłużyłaś na to. Grałaś najlepiej w tym turnieju. Cieszę się Twoim sukcesem i mam nadzieję, że możesz się nim w pełni delektować. To był dobry, intensywny mecz. W szóstym gemie trzeciego seta zagrała dwa świetne dropszoty. To było o tyle niespodziewane, że przed tą partią nie stosowała takich zagrań.

- Wyglądałam na zadowoloną po finale? Powinnam zająć się aktorstwem. Nie stresowałam się myślą o wyrównaniu rekordu Steffi Graf. Nie myślałam o tym. Myślałam - więcej lub mniej - o wygraniu meczu. To było zwyczajowe zdenerwowanie przed meczem, ale spotkanie od początku było tak intensywne, że nie miałam w jego trakcie czasu na nerwy. Za każdym razem oczekuje się ode mnie zwycięstw. Nie jestem robotem.

- Angelique ma podejście, którego wiele osób - moim zdaniem - powinno się od niej uczyć: zawsze myśleć pozytywnie i nigdy się nie poddawać. Wydaje mi się, że zrobiłam dziś wszystko, co mogłam. Czy dałabym sobie najwyższą notę za ten występ? Nie, ale to było wszystko, co byłam w stanie dziś zrobić. Może jutro mogłabym zrobić coś inaczej".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL