Reklama

Reklama

Australian Open. Dawid Celt przed finałem kobiet: Kibicuję Kvitovej

- Lubię obie zawodniczki, ale będę trzymał kciuki za Kvitovą. Wiem, że w sporcie nie dostaje się nagród albo zwycięstw za cierpienia, zasługi, ale ona tak ciężko i wytrwale pracowała, że uważam, że należy się jej ta wygrana – mówi Interii Dawid Celt.



Reklama

Olgierd Kwiatkowski, Interia: O zwycięstwo w Australian Open powalczą Naomi Osaka z Petrą Kvitovą. Spodziewał się pan takiego finału?

Dawid Celt, były trener Agnieszki Radwańskiej, kapitan tenisowej reprezentacji kobiet w tenisie: Nie jest to kompletne zaskoczenie. Tak by się stało, gdyby w finale pojawiła się Danielle Collins i zagrała na przykład z Anastazją Pawluczenkową. O końcowy triumf grają dwie bardzo znane zawodniczki, zadomowione w tenisowej hierarchii.

Którą z zawodniczek bardziej pan podziwia - Kvitovą, która przeżyła osobistą tragedię napadnięta w domu przez oprawcę czy Osakę, która zagra w drugim kolejnym finale turnieju wielkoszlemowego?

- Mam szacunek dla obu finalistek. Petra wróciła do gry po strasznym wypadku, przecież niewiele by brakowało, a w ogóle nie mogłaby grać w tenisa. Wróciła w pięknym stylu. Miała wspaniały poprzedni sezon, wygrała pięć turniejów, choć nie szło jej w Wielkich Szlemach. W tym roku rozpoczęła z wysokiego c, zwyciężyła turniej w Sydney. Teraz jest na ostatniej prostej by wygrać pierwszy w karierze Australian Open. Ale szanuję bardzo młodą 21-letnią Osakę, która w świat wielkiego tenisa wkroczyła niespodziewanie, wygrywając w ubiegłym roku US Open. Japonka cały czas jest w stanie utrzymać wysoką formę. To wielka sztuka, bo w młodym wieku, po tak nieoczekiwanym sukcesie, pojawiają się trudniejsze momenty, załamania formy. Osakę potrafiła sobie z tym poradzić.

W czasie swojej kariery Agnieszka Radwańska pytana o to, kto jest najlepszą tenisistką na świecie, często mówiła, że za mało docenia się Petrę Kvitovą.

- To jest najmocniej uderzająca tenisistka na świecie. To są słowa Agnieszki, która z nią grała, ale grała przecież ze wszystkimi najlepszymi tenisistkami na świecie i czuła tą prędkość piłek na rakiecie. Czeszka ma niesamowite możliwości. Teraz poprawiła się fizycznie, mocno schudła i wytrzymuje trudne mecze, trudne turnieje. Dziś Petra jest w stanie grać przez trzy tygodnie na najwyższym poziomie. To nie jest łatwe we współczesnym, bardzo wymagającym fizycznie, tenisie. Nie chodzi tylko o wysiłek fizyczny, ale psychiczny, presję, stres. Ona sobie z tym wszystkim doskonale radzi. Wcześniej brakowało Petrze brakowało stabilizacji. Grała spektakularnie, wygrywała, a później na kilka turniejów znikała. Teraz to się zmieniło i jest blisko wygranej w Melbourne i o krok od awansu na pozycję nr 1 w rankingu WTA.

Komu pan kibicuje w sobotnim finale?

- Lubię obie zawodniczki, ale będę trzymał kciuki za Kvitovą. Wiem, że w sporcie nie dostaje się nagród albo zwycięstw za cierpienia, zasługi, ale ona tak ciężko i wytrwale pracowała, że uważam, że należy się jej ta wygrana.

Zaskoczyła pana porażka i okoliczności przegranej Sereny Wiliams?

- Myślałem, że po zwycięstwie z Simoną Halep nikt nie da je rady. Wyglądała bardzo dobrze. Wrażenie było takie, że im była dalej w turnieju, tym trudniej było ją zatrzymać. Przyszła ta dosyć dziwna i nieoczekiwana porażka z Karoliną Pliskovą, niezrozumiała, bo wygrywała 5-1 w trzecim secie. W podobnych sytuacjach Serena nawet grając na jednej nodze potrafiła mecz dograć i wyserwować do końca. Porażka z Pliszkovą pokazuje, że nic nie trwa wiecznie, że nawet Serena jest tylko człowiekiem, a nie maszyną. Amerykanka nie jest już taką twardą faworytka do końcowych zwycięstw.

Jak pan ocenia debiut w Wielkim Szlemie 17-letniej Igi Świątek?

- Na duży plus. Życzę każdemu, kto debiutuje w Wielkim Szlemie, żeby wygrał cztery mecze, bo to bardzo trudne zadanie. W większości przypadków mówi się, że jedzie się po naukę, obyć się, po doświadczenie, a Iga wygrała cztery mecze, przeszła eliminacje. Znakomity wynik. Ktoś inny powie, że wyżej zagrała jej rówieśniczka Amanda Anisimowa, a Bianca Andreescu była wcześniej w finale turnieju WTA, ale dajmy Idze czas. Nie pompujmy balonika, nie dokładajmy dodatkowej presji, ona jeszcze będzie musiała sobie radzić z wielką presją, kiedy zacznie więcej wygrywać. To zawodniczka, która rozwija się prawidłowo, robi progres, ma dobrą opiekę, sprawny team wokół siebie, jest młoda. Niech się uczy i niech się rozwija.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski


Dowiedz się więcej na temat: Dawid Celt | australian open | tenis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje