Reklama

Reklama

Australian Open: 32 procent podwyżki za porażkę w pierwszej rundzie

Organizatorzy Australian Open, pierwszego przyszłorocznego turnieju wielkoszlemowego, postanowili spełnić oczekiwania tenisistów. Zadbali o tych, którym w Melbourne się nie powiedzie, podnosząc wypłaty za porażkę w pierwszej rundzie aż o 32 procent.

To odpowiedź na groźbę bojkotu imprezy zaplanowanej w dniach 13-27 stycznia na twardych kortach w Melbourne Park. Stowarzyszenia tenisistów i tenisistek od wielu miesięcy podnosiły kwestię nadmiernych kosztów wyprawy do Australii, których nie rekompensują premie wypłacane w razie niepowodzenia w imprezie.

Po podwyżce zawodniczki i zawodnicy, którzy przegrają pierwszy mecz w turnieju otrzymają po 27 600 dolarów. Porażka w drugiej oznacza premię w wysokości 45 500 dol. (wzrost o 36,6 proc. w stosunku do roku 2012), a w trzeciej 71 tys. dol. (więcej o 30 proc.).

Odpadnięcie w 1/8 finału warte jest 125 tys., w ćwierćfinale dwukrotność tej sumy, a w półfinale będzie to czek na pół miliona (na tych etapach podwyżka o 14,4 proc.). Finaliści otrzymają po 1,215 mln, a zwycięzcy po 2,43 mln dol. (w obu przypadkach wzrost o 5,6 proc.).

Organizatorzy Australian Open pomyśleli też o uczestnikach kwalifikacji singla, którym podnieśli wynagrodzenie o 15 procent.

W Melbourne w grze pojedynczej na podstawie wysokich pozycji w rankingu w gronie rozstawionych jest troje polskich tenisistów: siostry Agnieszka (nr 4. w WTA Tour) i Urszula (31.) Radwańskie i Jerzy Janowicz (26. w ATP World Tour), a czwartym uczestnikiem turnieju z Polski będzie Łukasz Kubot.

Pula nagród w Australian Open 2013 wynosi 30 milionów dolarów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje