Reklama

Reklama

ATP Dubaj. Stefanos Tsitsipas - Hubert Hurkacz 7:6 (7-4), 6:7 (1-7), 6:1 w ćwierćfinale

77. w rankingu ATP Hubert Hurkacz dzielnie walczył, na korcie spędził dwie godziny i 21 minut, ale musiał uznać wyższość Stefanosa Tsitsipasa w ćwierćfinale turnieju ATP w Dubaju. Grek, rozstawiony z numerem piątym, zwyciężył 7:6 (7-4), 6:7 (1-7), 6:1.

To był mecz dwóch nadziei tenisa. Tsitsipas, mimo że półtora roku młodszy od Hurkacza, ma już na koncie półfinał tegorocznego Australian Open. W zeszłym roku Grek wygrał juniorski Next Gen Finals, a na zakończenie sezonu uznano go za zawodnika, który dokonał największego postępu.

Jako pierwszy w czwartkowym spotkaniu przełamał Hurkacz. Stało się to w trzecim gemie. Tsitsipas natychmiast odrobił stratę, a potem obaj tenisiści dość pewnie wygrywali swojej podania.

Tak więc o rozstrzygnięciu w pierwszym secie decydował tie-break.

Jeśli dochodziło do wymian były one zacięte, ale w końcówce układały się one po myśli Greka. Tak było w siódmym punkcie, który Tsitsipas zakończył smeczem spod siatki. Jeszcze ciekawszy był dziewiąty punkt. Hurkacz w pewnym momencie, ratując piłkę, rzucił się nawet na kort, przebił na drugą stronę, potem wydawało się, że ma dobrą pozycję, ale rywal popisał się skutecznym minięciem z forhendu, które było poza zasięgiem naszego zawodnika.

Reklama

Polak obronił pierwszą piłkę setową, ale przy drugiej Tsitsipas popisał się dobrym returnem i Hurkacz już nie przebił, przegrywając 4-7.

Grek grał coraz lepiej. W trzecim gemie drugiej partii przełamał podanie Polaka, obejmując prowadzenie 2:1.

Z kolei w czwartym gemie doszło do niecodziennej sytuacji. Przy stanie 40:15 serwujący Tsitsipas wypuścił rakietę z ręki. Hurkacz przebił piłkę, a przeciwnik nie miał jak odegrać i stracił punkt. Potem jeszcze Grek szukał po korcie części rakiety, która potoczyła się aż pod siatkę.

Piąty gem był bardzo wyrównany. Polak obronił break pointa, ale walczył i zapisał go na swoje konto.

W ósmym gemie Hurkacz miał dwie szanse na na odrobienie strat, ale Tsitsipas mu na to nie pozwolił i prowadził 5:3.

Polak się jednak nie poddawał. W 10. gemie przyniosło mu to dwie piłki na przełamanie. Pierwszą Grek obronił wygrywającym serwisem, a następnie podczas wymiany nasz zawodnik zagrał z bekhendu w aut.

Po chwili Hurkacz dostał trzecią szansę i ją już wykorzystał, wyrównując stan na 5:5.

W 12. gemie Polak znowu miał szansę na przełamanie, a tym samym na wygranie seta. Po skutecznym minięciu Hurkacz prowadził 40:30, ale rywal wybronił się wygrywającym serwisem. Potem Tsitsipas dołożył dwa kolejne punkty i znowu musiał decydować tie-break.

Hurkacz objął prowadzenie 2-0. W czwartym punkcie szczęście uśmiechnęło się do naszego tenisisty. Po zagraniu Greka piłka zahaczyła bowiem o taśmę, ale Polak będący już pod siatką zachował spokój i zakończył akcję.

Z każdą akcją Hurkacz grał coraz pewniej, atakował, stosował woleje i ostatecznie zwyciężył 7-1.

Po przegranym secie Tsitsipas zszedł na chwilę do szatni, by wrócić mocno umotywowanym.

Pierwszego gema Grek wygrał do zera, a w kolejnym przełamał podanie Polaka.

Natomiast w trzecim gemie przy stanie 15:30 Tsitsipas postanowił zmienić but, co trwało około półtorej minuty. Hurkacz miał potem szansę na odrobienie strat, ale po raz kolejny Greka uratował dobry serwis, a potem zakończył gema, wychodząc na prowadzenie 3:0.

Tsitsipas wygrał dwa kolejny gemy, Hurkacz dopiero w szóstym zapewnił sobie pierwszego gema, ale po chwili było już po wszystkim i to Grek cieszył się z awansu do półfinału.

Ćwierćfinały gry pojedynczej:

Stefanos Tsitsipas (Grecja, 5.) - Hubert Hurkacz (Polska) 7:6 (7-4), 6:7 (1-7), 6:1

Gael Monfils (Francja) - Ricardas Berankis (Litwa) 6:1, 6:7 (3-7), 6:2

Roger Federer (Szwajcaria, 2.) - Martin Fucsovics (Węgry) 7:6 (8-6), 6:4

Borna Ćorić (Chorwacja, 6.) - Nikołoz Basilaszwili (Gruzja) 4:6, 6:2, 7:6 (7-1)

Pawo

Reklama

Reklama

Reklama