Reklama

Reklama

Ambitne plany Radwańskiej

W tym tygodniu, podczas turnieju WTA w Stuttgarcie (z pulą nagród 700 tys. dol.) Agnieszka Radwańska rozpoczęła na dobre część sezonu na kortach ziemnych, którego kulminacją będzie wielkoszlemowy Roland Garros. Rywalizacja w Paryżu rusza w niedzielę 24 maja.

W tym tygodniu, podczas turnieju WTA w  Stuttgarcie (z pulą nagród 700 tys. dol.) Agnieszka Radwańska  rozpoczęła na dobre część sezonu na kortach ziemnych, którego  kulminacją będzie wielkoszlemowy Roland Garros. Rywalizacja w  Paryżu rusza w niedzielę 24 maja.

"Czeka mnie dość ciężki miesiąc, bo zaraz po Stuttgarcie, w kolejnych tygodniach czekają mnie występy w Rzymie, Madrycie no i najprzyjemniejszy z nich w Warszawie, a z niej lecę od razu do Paryża" - powiedziała Agnieszka Radwańska, obecnie 12. tenisistka w rankingu WTA Tour.

W czwartek po południu, w drugiej rundzie turnieju w Stuttgarcie najlepsza obecnie polska tenisistka zagra o awans do ćwierćfinału z Bułgarką Cwetaną Pironkową. W pierwszej rundzie pokonała natomiast 7:6 (87-2), 6:0 Kanadyjkę Aleksandrę Wozniak.

Reklama

"Taki napięty kalendarz przed jednym z czterech najważniejszych turniejów w sezonie to nie jest najlepszy pomysł. Fakt, że Warszawa jest nieobowiązkowym turniejem, ale trudno, żebym nie wykorzystała jedynej w roku okazji do gry przed polską publicznością" - dodała Radwańska, która zakończyła ubiegły sezon na dziesiątym miejscu w rankingu WTA Tour.

Zgodnie z regulaminem, zawodniczki sklasyfikowane w TOP10 startują w całym sezonie w mniejszej liczbie turniejów, ale z góry wskazanych przez WTA Tour. Oznacza to, że czołówka spotyka się ciągle w tych samych miejscach i walczy o wyższe nagrody.

"Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet jak się spadnie poza czołową dziesiątkę już na początku roku, to do jego końca trzeba grać według reguł przyjętych dla zawodniczek z TOP10. W sumie najlepiej wyszły na tym te zawodniczki, które w grudniu były na miejscach jedenastym, dwunastym czy trzynastym. Teraz mogą grać ile chcą i gdzie chcą, niezależnie od aktualnej pozycji, jak choćby Wiktoria Azarenka, która wiosną weszła do czołowej dziesiątki" - powiedziała Radwańska.

"Jeśli chodzi o najlepszą dziesiątkę ubiegłego roku, to obcięto nam tak naprawdę połowę kalendarza, bo nawet w razie kontuzji nie możemy grać w innych turniejach, niż obowiązkowe. Więc każda wczesna porażka czy kontuzja oznacza zero punktów i brak możliwości nadrobienia strat. To zwyczajnie niesprawiedliwe, żeby nie powiedzieć głupie. Jednak przez fatalny regulamin nie zamierzam odpuszczać tego sezonu. Chcę zakończyć go występem w mastersie, co wiąże się z powrotem do pierwszej dziesiątki rankingu, bo nie mogę liczyć na masowe kontuzje czołowych rywalek" - dodała.

Tylko raz w każdym półroczu tenisistka może wystąpić w dowolnej imprezie niższej rangi.

"Skorzystałam z tej opcji wiosną i pojechałam do Monterrey, ale odpadłam w pierwszej rundzie. Teraz nie bardzo wiem, kiedy uda mi się znaleźć czas i sensowne miejsce, gdzie będzie rozgrywany mniejszy turniej. Najgorsze po tych zmianach są kumulacje startów, bo drugi taki intensywny okres będzie w lecie poprzedzał kolejnego szlema, czyli US Open" - powiedziała Radwańska, która w weekend wystąpiła w reprezentacji Polski.

Na korcie ziemnym Arki Gdynia Polki pokonały Japonię w spotkaniu barażowym i po raz pierwszy w historii awansowały do Grupy Światowej II rozgrywek o Fed Cup. Agnieszka zdobyła dwa punkty w singlu, jej młodsza siostra poniosła dwie porażki, a zwycięstwo zapewnił debel Klaudia Jans i Alicja Rosolska.

"Z mojej perspektywy to był szczęśliwy traf, że grałyśmy u siebie. Przyznam szczerze, że nie bardzo uśmiechałoby mi się wyjazd do Japonii i szybki powrót w niedzielę do Stuttgartu. Tak udało mi się ominąć długą podróż samolotem i zmianę klimatu" - powiedziała PAP Radwańska.

"Gra w reprezentacji daje mi dużą frajdę, a w Gdyni tak się złożyło, że grałyśmy przy pełnych trybunach, choć wokół kortu było więcej ludzi niż miejsc. Na pewno takiej atmosfery wsparcia i dopingu nie znajdzie się na zwykłych turniejach. Cieszę się z występu w Gdyni też dlatego, że rzadko mam okazję grać w Polsce, poza warszawskim turniejem. Za granicą owszem na mecze również przychodzą często Polacy i przedstawiciele Polonii, ale to nie to samo" - dodała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL