Reklama

Reklama

Agnieszka Radwańska: "Skazana" na tenis

Zwycięstwo w zawodowym debiucie nad jedną z czołowych zawodniczek świata, awans w rankingu o blisko 300 miejsc, pokonane rywalki z pierwszej "20" - czy trzeba dalej wymieniać?

Jeśli nie, to śpieszymy wyjaśnić, iż nie chodzi tu o żadną europejską czy amerykańską gwiazdę. Wszystkie te osiągnięcia należą do 17-letniej Agnieszki Radwańskiej - tenisistki z Krakowa.

Kiedy 5 lutego zaczynała swój sezon we włoskim Ortisei była 334. w rankingu, a kiedy go kończyła w Hasselt - zajmowała 54. miejsce. Obecnie jest 61.

Jej bilans w 2006 roku jest imponujący. Wygrała 38 z 55 spotkań, a licząc tylko imprezy wielkoszlemowe oraz turnieje z cyklu Sony Ericsson WTA Tour ten wynik jest nie mniej godny podkreślenia (28-13). Ten ostatni, 68-procentowy rezultat, daje jej 14. pozycję w statystycznym zestawieniu zeszłego sezonu.

Reklama

Radwańska bardzo poprawiła swoją grę na twardej nawierzchni, bez czego bardzo trudno o sukcesy i systematyczny awans w rankingu. Schodziła z kortu jako zwyciężczyni w 18 z 25 rozegranych przez siebie meczów na takich kortach. Pod tym względem jest ósma (72 proc.) w całej stawce z dokładnie takim samym wskaźnikiem jak Lindsay Davenport.

Wymienione statystki są bardzo ważne, bo wskazują, że sukcesy 17-letniej zawodniczki to nie przypadek. Jednak ważniejsze jest co innego - Radwańska potrafi wygrywać piłki, które są najważniejsze, imponując dobrym doborem uderzeń. Podczas turnieju J&S Cup w Warszawie w pewnym momencie miała na swoim koncie wykorzystane wszystkie szanse (było ich wówczas 10)na przełamanie serwisów przeciwniczek!

A przecież był to pierwszy sezon Polki w zawodowym cyklu. Wcześniej występowała tylko w rozgrywkach ITF, a to zupełnie inny świat. - Ogromna różnica. Wszystko jest lepiej zorganizowane, opłacone - powiedziała zawodniczka w rozmowie z INTERIA.PL. - Są wielkie hale, trybuny, lepsze hotele, restauracje, jest ścisła ochrona - to takie wielkie show. Juniorskie imprezy były bardziej traktowane jako wstęp do dorosłego tenisa.

Wprawdzie siła jej gry nie jest tak duża jak często silniejszych fizycznie rywalek, ale Radwańska potrafi grać w defensywie i wykorzystywać siłę uderzeń przeciwniczek dla swojej korzyści. Zresztą bez tej inteligencji w grze nie byłaby tam, gdzie jest.

- Gram od piątego roku życia i jestem "skazana" na tenis - powiedziała zawodniczka, która ma już na swoim "rozkładzie": Anastazję Myskinę (Polka pokonała ją w swoim pierwszym meczu w turnieju głównym WTA!), Venus Williams czy Jelenę Dementiewą. Tę ostatnią pokonała w chyba najlepszym swoim występie roku - w Luksemburgu. Po raz pierwszy w karierze doszła tam do półfinału, w którym uległa Francesce Schiavone. Łącznie w tej imprezie wygrała pięć meczów - musiała bowiem przebijać się z eliminacji. - Małe miasteczko, a jednak duży turniej. Ze względu na pokonanie utytułowanych rywalek, ta impreza najbardziej utkwiła mi w pamięci - przyznała Radwańska.

Krakowianka występowała w mijającym roku w piętnastu turniejach na kilku kontynentach. Zastrzega się jednak, iż trudno byłoby jej wybrać jakąś szczególną pod względem atmosfery imprezę z kalendarza. - Turnieje są do siebie podobne - wytłumaczyła. - Ta sama organizacja, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Na czoło wybijają się jednak mimo wszystko turnieje wielkoszlemowe - są najlepsze i najbardziej prestiżowe.

17-latka nie najgorzej radzi sobie z ciągłymi podróżami. - Życie na walizkach na pewno jest trudne. Gra się co tydzień i moim drugim domem jest hotel, a kuchnią restauracja - przyznała. - Przywykłam już do tego i nie przeszkadza mi to, tak jak dawniej.

- Kiedy gram daleko i jest to jakieś piękne miejsce, to staram się przejść do centrum, pozwiedzać i zobaczyć coś innego niż korty - dodała.

Tenis zmienia się na oczach naszej najlepszej tenisistki. W tym sezonie wprowadzono tzw. challenge, czyli możliwość kwestionowania przez zawodniczkę orzeczeń arbitrów. - To bardzo dobry pomysł. Tenis jest szybką grą i sędziowie popełniają błędy. Ta zmiana jest więc bardzo dobra - stwierdziła Radwańska, która popiera także pomysł wprowadzenia na kort trenera (tzw. coaching). - Grałam już turnieje, w których to rozwiązanie było dopuszczone. Po secie zawsze można wziąć trenera, porozmawiać i otrzymać dobre rady.

Radwańska, w przeciwieństwie do swojej największej krajowej rywalki Marty Domachowskiej (91. w światowym rankingu), lubi oglądać tenis w telewizji. - Jeśli jest dobry mecz, to z miłą chęcią - przyznała. - Chyba, że gra ktoś naprawdę nieciekawy...

Agnieszka kibicuje Kim Clijsters, ale nie ma "ulubionej" tenisistki. - Ja tak nie myślę. Chcę wygrywać imprezy wielkoszlemowe i dobre turnieje, a wszystkie zawodniczki z pierwszej "10" mają takie sukcesy na swoim koncie - powiedziała. - Miło byłoby usłyszeć w przyszłym roku, że jestem w czołowej "20". Czeka mnie sporo pracy oraz wyrzeczeń, ale myślę, że jest to możliwe. Na raziem skupiam się na tym, żeby bronić punktów zdobytych w minionym sezonie. Zdobywałam je dopiero od maja, tak więc co do tego czasu wygram, to wpłynie na poprawę rankingu.

Nowy sezon za pasem, ale przedtem święta. - Dla mnie Boże Narodzenie to przede wszystkim spotkanie z rodziną, możliwość zjedzenia wspólnego obiadu, podzielenia się opłatkiem, złożenia sobie życzeń. Bardzo miły czas, czas odpoczynku. To są ciepłe chwile, bardzo je lubię i czekam na nie cały rok - stwierdziła Radwańska, - Składam najlepsze życzenia wszystkim internautom. Żeby ten najbliższy rok był jeszcze lepszy niż mijający.

Podczas ubiegłorocznego turnieju w Warszawie zapytano Agnieszkę, czy wraz z siostrą Urszulą (młodsza o rok, ale także bardzo utalentowana) myślą o karierze podobnej do rodzeństwa Williams. Odpowiedź była krótka i charakterystyczna dla odważnej krakowianki, której imponuje Roger Federer. - Mam taką nadzieję i będziemy robić wszystko, by tak było. Jak obie zagramy w finale Wimbledonu, to wtedy pogadamy.

Witold Cebulewski, Zygmunt Moszkowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL