Afera ws. Sabalenki, a teraz to. Ukrainka ogłasza. Żąda przeprosin
Oleksandra Olijnykowa podgrzała atmosferę podczas Australian Open, oskarżając Arynę Sabalenkę o wspieranie reżimu Aleksandra Łukaszenki. A teraz znów jest o niej głośno. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że ukraińskie tenisistki nie podają po meczu ręki rywalkom z Rosji i Białorusi, ale 25-latka poszła o krok dalej. Ogłosiła, że na jej "czarną listę" trafiła także reprezentantka Węgier - Anna Bondar. Zmienić mogą to tylko publiczne przeprosiny.

O pochodzącej z Kijowa 25-letniej Oleksandrze Olijnykowej jest ostatnio niezwykle głośno. Lecz raczej nie przez to, co ukraińska tenisistka robi na korcie, a ze względu na to, co mówi poza nim.
91. zawodniczka rankingu WTA wywołała burzę już podczas Australian Open, oskarżając reprezentantów Rosji i Białorusi o wspieranie zbrodniczych reżimów Władimira Putina oraz Aleksandra Łukaszenki. Ostrze jej krytyki zostało wymierzone między innymi w Arynę Sabalenkę, choć cierpkie słowa padły także pod adresem Daniiła Miedwiediewa.
- Czuję się, jakbym żyła obok niebezpiecznych ludzi. Mają groźne przekonania i takie są ich działania. Mówię chociażby, o obecnym numerze jeden kobiecego tenisa. Czy wiesz, że podpisała listę popierającą Łukaszenkę w 2020 roku? Podczas protestów na Białorusi kiedy ulice spływały krwią, bo ludzie bronili demokracji i domagali się uczciwych wyborów. Poddawali ich represjom i bili. A ona podpisała ją i oświadczyła, że Łukaszenka jest jej prezydentem - grzmiała Oleksandra Olijnykowa.
Teraz o Ukraince znów jest głośno przez deklarację złożoną przed starciem z reprezentantką Węgier - Anną Bondar.
Tenis. Mocna deklaracja Ukrainki. Nie podała ręce Węgierce
Obie zawodniczki trafiły na siebie w drugiej rundzie turnieju WTA 250 w Kluż-Napoce, a Oleksandra Olijnykowa już przed meczem ogłosiła otwarcie, że nie stanie z rywalką do zdjęcia ani nie poda jej ręki po meczu. Nie może jej bowiem wybaczyć tego, że w 2022 roku, już po wybuchu wojny na Ukrainie, Anna Bondar wzięła udział w turnieju North Palmyra Trophies.
- To wydarzenie organizowane w Rosji było jawnym lekceważeniem międzynarodowych sankcji i restrykcji nałożonych na państwo agresora - tłumaczyła swoje oburzenie 25-latka w wypowiedziach dla ukraińskiego portalu BTU.
Nie gryzła się przy tym w język i stwierdziła, że jej zdaniem gra na imprezie sponsorowanej przez Gazprom jest z moralnego punktu widzenia tym samym, co występy w turniejach organizowanych przez III Rzeszę, a następnie przyjmowanie nagród w postaci biżuterii skradzionej wcześniej ofiarom Auschwitz i Treblinki.
To jest to samo zło, tylko 8 lat później
Oleksandra Olijnykowa zaznaczyła także, że w przyszłości może zmienić swoje zdanie na temat Anny Bondar, lecz o to musiałaby się postarać sama węgierska tenisistka.
- Byłabym gotowa uścisnąć jej dłoń w przyszłości, gdyby publicznie przyznała się do błędu, przeprosiła Ukraińców, a także jasno i klarownie potępiła agresję Rosji na Ukrainę - przekazała ukraińska tenisistka.
Sam wtorkowy mecz zakończył się zwycięstwem Oleksanry Olijnykowej w dwóch setach (6:4, 6:4). Wciąż nie wiadomo z kim Ukrainka zagra w kolejnej rundzie. W półfinale może za to trafić na Maję Chwalińską, którą czeka jeszcze wcześniej bój o awans do ćwierćfinału z Olgą Danilović.













