72 minuty ze Świątek, powtórki nie będzie. Cios w Miami dla mistrzyni z Osaki
W świecie tenisa nie ma nawet chwili na przestój - ledwie skończył się turniej WTA 1000 w Indian Wells, a już światowa czołówka trenuje i przygotowuje się do zmagań w Miami. Choć one i tak powinny rozpocząć się w niedzielę - na przeszkodzie stanął jednak deszcz. Dopiero więc dziś tenisistki rozpoczęły kwalifikacje. I już w pierwszej rundzie doszło do hitowego starcia na Grandstandzie - zmierzyły się dwie zawodniczki, które wygrywały już turnieje głównego cyklu WTA. Mistrzyni US Open pokonała po trzysetowej batalii mistrzynię z Osaki.

Miami Open to czwarty turniej rangi 1000 w kalendarzu WTA - razem z tym w Indian Wells tworzy tzw. Sunshine Double. W całej historii tylko cztery zawodniczki zdołały wygrać obie edycje zawodów w Kalifornii i na Florydzie w jednym sezonie - wśród nich jest Iga Świątek. Raszynianka triumfowała w 2022 roku, zresztą po Miami została oficjalnie liderką rankingu WTA - pierwszy raz w karierze.
Teraz szansę na to ma Aryna Sabalenka, która w niedzielnym finale BNP Paribas Open w Indian Wells minimalnie pokonała Jelenę Rybakinę.
Ona zacznie jednak zmagania w Miami pod koniec tygodnia - jest rozstawiona, a te zawodniczki mają w pierwszej rundzie wolne losy. Niektóre gwiazdy muszą zaś najpierw... przedostać się do głównej drabinki. Choćby Bianca Andreescu, mistrzyni US Open z 2019 roku. Niedawno i tak nieco awansowała, bo przecież w połowie stycznia zajmowała miejsce w trzeciej setce rankingu. To jednak nie ona wydawała się być faworytką starcia na Grandstandzie.
WTA Miami. Hit na Grandstandzie już w kwalifikacjach. Mistrzyni US Open na korcie
Rywalką Kanadyjki była bowiem Suzan Lamens - zawodniczka, która ma w CV triumf w turnieju WTA w Osace.
Holenderka zaczynała sezon w Sydney, od meczów w United Cup z Igą Świątek i Evą Lys. Z naszą zawodniczką przegrała w 72 minuty 3:6, 2:6. A przecież dużo większy opór stawiła Polce podczas zeszłorocznego US Open, wygrała nawet seta. Tyle że 26-latka złapała dołek, w lutym została rozbita w Oeiras przez Maję Chwalińską. I to był jeszcze krótszy mecz niż z Igą.

W USA Lamens przegrała najpierw w kwalifikacjach Indian Wells z Marią Timofiejewą, później w Austin z Kamilą Rachimową. Teraz wreszcie nie natrafiła na Rosjankę z paszportem Uzbekistanu, choć też mogła.
25-letnia Andreescu przed pandemią była czwartą zawodniczką świata - jako nastolatka wygrała turnieje w Indian Wells i Nowym Jorku, została niespodziewaną wielkoszlemową mistrzynią. Przypłaciła to jednak ciężką kontuzją. A później zdrowie dawało o sobie znać jeszcze wielokrotnie. Na początku sezonu odpuściła wyjazd do Australii, budowała formę w mniejszych turniejach ITF w USA, wygrywała je. Po nieudanym starcie Indian Wells, tam przegrała z Rachimową, poleciała na WTA 125 w Austin - i dotarła do finału. Wygrała m.in. z Paulą Badosą.
Miała prawo być zmęczona po ciężkim poprzednim tygodniu - i pięciu spotkaniach. Nie mogła złapać rytmu na returnie - Holenderka z łatwością wygrywała swoje gemy. A na dodatek w siódmym gemie zdołała przełamać Andreescu. I wygrała 6:4.
Tyle że później Andreescu już dość wyraźnie dominowała na Grandstandzie. Wygrała drugą partię 6:1, w trzecim secie prowadziła już 3:1, z przełamaniem. A później 5:3. I łatwo wygrywała swoje gemy. Tyle że w dziesiątym Lamens w końcu się odegrała, wyrównała na 5:5. I gdy kibice spodziewali się, że o awansie może decydować tie-break, Kanadyjka dość łatwo wygrała kolejne dwa gemy.
I to ona zagra w finale o miejsce w głównej drabince - z Katie Volynets.













