6:0 w meczu Linette i 38-letniej Niemki w Rzymie. Awans wyżej notowanej
Dla Magdy Linette wylosowanie w pierwszej rundzie WTA 1000 w Rzymie Tatjany Marii wydawało się być bardzo korzystne. Z 38-letnią Niemką jeszcze nie przegrała w karierze, pokonała ją niedawno w Meridzie. Obie są sąsiadkami w rankingu WTA, ale tego nie było widać na korcie. Maria, córka byłego reprezentanta Polski w piłce ręcznej Henryka Malka, gładko wygrała tę partię 6:0. A w drugiej, od stanu 0:2, Poznanianka próbowała ruszyć w pogoń. W końcu wywalczyła też breaka. Po 77 minutach mecz się jednak zakończył.

Magdalena Fręch i Magda Linette jako pierwsze z Polek ruszyły do gry na Foro Italico - ich spotkania zaplanowano równocześnie. Zawodniczka z Poznania mierzyła się na korcie numer 14 z Tatjaną Marią - zawodniczką, której ojciec - nieżyjący już Henryk Malek - 13-krotnie wystąpił w reprezentacji Polski w piłce ręcznej. W czasie jej świetności, w połowie lat 70-tych.
Ona sama zbliża się ku końcowi kariery, w sierpniu skończy 39 lat. A jednocześnie zeszłego lata zanotowała największy sukces w karierze - triumfowała w WTA 500 w Queens. Awansowała na 36. miejsce w rankingu, też najwyższe.
Tyle że ten rok zaczęła fatalnie. I spadła w rankingu na 54. miejsce, jej sąsiadką tu była Magda Linette. Polka znajduje się o jedną pozycję niżej.
W siedmiu poprzednich występach w Rzymie, Linette nigdy nie wygrała więcej niż jednego spotkania. Mimo że miewała tu już niezłe spotkania - ogrywała znane nazwiska: Jelenę Ostapenko (2020), Lindę Noskovą (2023) czy Marię Sakkari (2025). Teraz losowanie - tak się przynajmniej wydawało - miało dać też co najmniej drugą rundę, w której czekała już Sorana Cirstea.
Los wskazał bowiem Polce Tatjanę Marię, która dobrze czuje się zwłaszcza na trawie. A pokazała to w zeszłym roku w Queens, triumfując w zawodach rangi 500, ogrywając m.in. Anisimovą czy Rybakinę. I pokazała to w 2022 roku, docierając do półfinału Wimbledonu.

Tyle że na odkrytych kortach ziemnych Niemka już tak dobrze nie wyglądała. Pokazał to ostatni turniej w Madrycie, gdzie uległa młodziutkiej Czeszce Laurze Samson. Nie miała też za wiele do powiedzenia miesiąc temu w starciu z Katarzyną Kawą w Bogocie. Wyjątkiem w tej regule był jedynie turniej w Rouen, ale pod dachem. Tam dotarła do półfinału, ale też ścieżkę miała bardzo łatwą. A w grze o finał uległa Marcie Kostiuk 3:6, 0:6.
WTA 1000 w Rzymie. Pierwsze starcie Magdy Linette na Foro Italico. Fatalny początek rywalizacji z Tatjaną Marią
Poznanianka jeszcze z tą zawodniczką nie przegrała, w lutym pokonała ją w meksykańskiej Meridzie. I dziś też Linette była faworytką, tymczasem po pierwszym secie można było przecierać oczy ze zdumienia. Trwał 28 minut i sekundę, Linette nie ugrała w nim ani jednego gema. Już w pierwszym została przełamana, popełniła trzy niewymuszone błędy. W drugim miała okazję do odrobienia strat - jedynego break pointa w tym secie. I go nie wykorzystała. Albo inaczej - Niemka na to nie pozwoliła. Maria nie uderza mocno, zyskuje na kombinacyjnej grze, potrafi świetnie się bronić, ale też i zaskoczyć nagłą zmianą rytmu. Trzeba umieć odbijać jej slajsy. A dziś dodatkowo zaskakiwała Polkę kierunkami serwisu.
Jej przewaga zaś rosła - 2:0, 3:0, 4:0. Linette była kompletnie pogubiona, oddawała kolejne gemy bez walki. Być może miała jakiś problem, o którym kibice nie wiedzieli, trudno powiedzieć. Niemniej po 28 minutach zrobiło się 0:6, z perspektywy Polki. Sytuacja dla Magdy wyglądała bardzo źle.

A jeszcze gorzej po pierwszym gemie w drugiej partii, gdy znów została przełamana. Jakby tego było mało, to jeszcze dwa break pointy, przy stanie 15-40, też nie wystarczyły Linette do wyrównania na 1:1. Tatjana znakomicie serwowała, rozbijała tymi podaniami Polkę.
Zawodniczka z Poznania szukała jakiegoś sposobu na rywalkę, ale wyrwanie każdego punktu przychodziło z dużym trudem. Choć udało się w końcu przerwać serię zawodniczki z Niemiec, Linette wygrała swojego pierwszego gema. Było 0:6, 1:2.
Na Pietrangeli Magdalena Fręch, przynajmniej na początku drugiego seta, była w stanie przejąć inicjatywę w starciu z Alexandrą Ealą, też po 0:6. Na korcie numer 14 był z tym problem.
Poznanianka potrzebowała dużego bodźca, przynajmniej jednego przełamania serwisu rywalki. To jednak nie następowało, a na dodatek Magda sama musiała pogodzić się z breakiem. Już na 2:5 w drugim secie, losy wydawały się więc przesądzone.
Polka w końcu jednak zdołała przełamać serwis Niemki. Ale nadzieja na zwrot szybko umarła - kolejne przełamanie, do zera, zakończyło spotkanie. Po 77 minutach Maria wygrała 6:0, 6:3. I to ona zagra w piątek z Soraną Cirsteą.











