6:0 Polki z dwukrotną mistrzynią świata w WTA. Koniec nastąpił 45 minut później
Tenisistki rywalizujące w zawodach WTA 250 w Ćennaju miały dokończyć zmagania w pierwszej rundzie we wtorek, ale na południu Indii niemal całą dobę lało. Dziś już pogoda dopisywała, Katarzyna Kawa mogła wreszcie rozegrać swój mecz z rozstawioną tu z "piątką" Lucią Bronzetti. A rywalka to dwukrotna drużynowa mistrzyni świata, to jej zwycięstwo z Magdą Linette okazało się kluczowe rok temu w Maladze. Z Kawą stoczyły niezwykły pojedynek: pierwszy set trwał niemal 80 minut, a drugiego Polka wygrała 6:0. Decydował więc ten trzeci.

Rok temu Lucia Bronzetti zajmowała 46. miejsce w światowym rankingu, podczas ostatniego US Open była 57. Nie obroniła jednak zdobyczy z poprzedniej jesieni, a te były dość okazałe - za półfinały w Monastyrze czy Kantonie. Wtedy miała świetną formę, przekonały się o tym rywalki w finałowym turnieju BJK Cup w Maladze. To jej zwycięstwo z Magdą Linette otworzyło Włoszkom drogę do półfinału, bo przecież spodziewaliśmy się wygranej Igi Świątek z Jasmine Paolini. A później rywalki miały znakomity debel: Paolini/Sara Errani.
We wrześniu w Shenzhen Bronzetti też cieszyła się z tytułu razem z koleżankami, choć jej rola była już marginalna. Tym razem nie zawodziła Elisabetta Cocciaretto, ale przecież puchar podniosły wszystkie.
W Pekinie, Suzhou, Wuhanie, Ningbo i Kantonie Bronzetti nie wygrała żadnego meczu w głównej drabince. Wypadła z najlepszej setki zawodniczek, po przełamanie przyleciała na południe Indii.
Podobnie jak nasza Katarzyna Kawa, z którą Włoszka nigdy nie mierzyła się dotąd w singlu.
WTA Ćennaj. Katarzyna Kawa kontra Lucia Bronzetti. Polka walczyła o przełamanie passy po niemal siedmiu miesiącach
Polka pod tym względem ma bardzo zbliżony dorobek, też szuka punktów, które dałyby jej jeszcze możliwość powalczenia o główną drabinkę Australian Open. A potrzebuje znacznego sukcesu w takim turnieju, jak ten w Ćennaju. Nie wygrała meczu w zawodach głównego cyklu WTA, czyli od turniejów rangi 250 w górę - od początku kwietnia, wtedy zawędrowała aż do finału w Bogocie. A po drodze pokonała m.in. Marie Bouzkovą, czyli zawodniczkę lepszą od Bronzetti. Przy czym na ziemi, na której zawodniczka z Krynicy-Zdroju czuje się lepiej.

Polka zaczęła to spotkanie bardzo nerwowo, za szybko chciała kończyć akcje w swoich gemach serwisowych. W jej pierwszym Bronzetti miała aż cztery okazje do przełamania, w drugim - trzy. Nasza reprezentantka, powołana przez Dawida Celta na turniej BJK Cup w Gorzowie, świetnie się jednak w tych momentach broniła. A dokładniej - wtedy właśnie atakowała. To były te momenty, gdy pierwszy serwis dawał jej już dużą przewagę. A w końcu wyserwowała też tak i całego gema, na 3:2. Szybkiego, perfekcyjnego.
W szóstym gemie to Polka w końcu dostała okazję do odskoczenia - na 4:2. Kawa od razu bardzo mocno wchodziła do gry przez forhend, a jeśli trafiała, rywalka znajdowała się w opałach.
Przy break poincie Włoszka zagrała jednak bardzo mądrze, przez bekhend Polki, aż w końcu wygrała akcję uderzając wzdłuż linii. A później obroniła się tak jeszcze raz - i wyrównała na 3:3.
Problemem Polki była nierówna gra: ze strony forhendowej grała świetnie, z bekhendowej - myliła się. Widziała to też Włoszka, coraz konsekwentniej atakując Polkę od jej lewej strony. Dodatkowo Kawa trochę niepotrzebnie wchodziła głęboko w kort przy drugim serwisie rywalki - i często zagrywała piłkę już niemal spod stóp.
Po 45 minutach był remis 4:4 - zapowiadało się bardzo długie i wyrównane spotkanie. Mimo jednak dość sporej różnicy w rankingu na korzyść Włoszki.
To Polka jako pierwsza serwowała, miała więc delikatną przewagę, w razie wygranego gema to Włoszka serwowała pod presją. Do tie-breaka jednak nie doszło, w 11. gemie Bronzetti dostała po sobie dziewiątą, dziesiątą i jedenastą szansę na przełamanie. I tę ostatnią Włoszka wykorzystała - bekhendowa odpowiedź Kawy w końcu okazała się nieskuteczna. Czyżby szybki koniec seta? Nic z tego, za moment Polka odpowiedziała, a sfrustrowana Włoszka z kłopotami zaczęła też tie-breaka.

Przy stanie 5-5 w tie-breaku to Polka jednak źle wybrała - zamiast kończyć smeczem spod siatki, zagrała lekko. Za lekko, Bronzetti dobiegła do piłki, zaskoczyła ją kątowym forhendem. Kawa obroniła jednak piłkę setową, wyrównała na 6-6. A później drugą, choć tu pomogła Włoszka, podwójnym błędem serwisowym. A później Polka objęła prowadzenie po swoim asie - na 9-8.
Aż w końcu ten trwający 78 minut set się zakończył, po aucie Kawe Bronzetti wygrała 11-9.
Nagła zmian ról w meczu Katarzyny Kawy. Włoszka rozbita do zera. Kluczowy początek trzeciej partii
W takiej sytuacji często zawodniczka pokonana jest zdołowana, ma problem w kolejnym secie. Kawa zareagowała inaczej. Nie podejmowała aż tak dużego ryzyka, za to niemal wszystko jej wychodziło. Znów broniła wszystkie kolejne break-pointy, jeśli te się pojawiały, ale też coraz częściej znakomicie punktowała przy serwisie Włoszki. Gra Bronzetti się posypała, w całej partii wygrała dwie piłki po pierwszym podaniu i zaledwie trzy po drugim. 6:0 dla Polki po 43 kolejnych minutach, przy czym kilka zabrała im przerwa toaletowa, na którą udały się obie.
Po raz ostatni Katarzyna wygrała seta bajglem w głównej drabince takich zawodów niemal pięć lat temu - na początku 2020 roku w Hua Hin. Wtedy przegrała pierwszą partię z Ankitą Rainą 3:6, ale dwie kolejne wygrała 6:0, 6:1.
Teraz ewentualna powtórka była bardzo pożądana, zwłaszcza przy coraz większej frustracji Bronzetti. I pojawiła się szansa - Polka cztery razy broniła się w trzecim gemie przed 1:2 na korzyść rywalki, by przy swojej pierwszej okazji przełamać Włoszkę. A za moment podwyższyła na 3:1, broniąc dwóch break pointów.
Drugą rundę 32-letnia Polka miała już podaną na tacy, zostało jeszcze tylko przyłożenie pieczątki na tym awansie. I tak się stało. Kawa wygrała ten mecz 6:7 (9), 6:0, 6:2.
O ćwierćfinał zagra w czwartek z Rosjanką Poliną Jacenko
Dokładny zapis relacji "na żywo" Katarzyny Kawy z Lucią Bronzetti znajduje się tutaj:
















