Zaledwie osie dni temu Elise Mertens przegrała w meczu o półfinał turnieju w Singapurze 2:6, 2:6 z Mają Chwalińską, otwiera się w nowym oknie - była to już druga tak bolesna przegrana Belgijki z reprezentantką Polski w tym roku. A mówmy o zawodnicze z TOP 20 rankingu WTA, która w Pekinie została rozstawiona z "13".
W sobotę Belgijka zaczynała rywalizację w China Open, od meczu drugiej rundy z Katie Volynets. Gdy mierzyły się dwa lata temu na korcie twardym w Toronto, Belgijka triumfowała dość łatwo, oddała Amerykance tylko cztery gemy. Teraz Katie jest jednak w lepszej formie - tuż przed US Open wygrała turniej WTA 125 w Filadelfii, w Seulu doszla do ćwierćfinału, w stolicy Chin zdołała już wygrać z Robin Montgomery, otwiera się w nowym oknie.
Tyle że dziś przez 50 minut walki na Brad Drewett Stadium nie było prawie w ogóle. Mertens dyktowała warunki, dość brutalnie rozprawiała się z młodszą rywalką. Aż w zupełnie niespodziewanym momencie doszło do całkowitego zwrotu sytuacji.
WTA Pekin. Elise Mertens wkroczyła do gry. Pierwsze spotkanie od porażki z Mają Chwalińską
Belgijka zaczęła mecz niepewnie, już w pierwszym gemie musiała bronić się przed przełamaniem. Zapisała na swoim koncie trzy kolejne akcje, za chwilę sama dołożyła breaka. I zaczęła wywoływać taką presję, przed którą Amerykanka nie potrafiła się obronić.
Najbardziej bolesny moment dla Volynets? Od stanu 0-40 w piątym gemie, z punktu widzenia wprowadzającej piłkę do gry Belgijki. Amerykanka walczyła o pierwszego, może nawet honorowego gema. Uzyskała trzy okazje, wszystkie przegrała. Za moment zaś kolejne przełamanie zakończyło partię - wynikiem 6:0 dla turniejowej "13".

Koncert Mertens trwał dalej, w drugiej partii prowadziła już 3:0, miała cztery szansę na kolejne przełamanie, już na 4:0.Ten bardzo długi gem zakończył się triumfem Volynets. I nagle sytuacja na Brad Drewett całkowicie się odwróciła. Jeszcze przy stanie 4:3 Belgijka miała kolejne dwie okazje do przełamanie, tuż po sobie. Nie wykorzystała ich, sensacyjnie przegrała partię 4:6. Jej 50-minutowy okres bardzo dobrej gry był już przeszłością.
Musiały więc grać trzecią partię, sędzia Marta Mrozińska miała więc dodatkową pracę. Amerykanka zdołała przełamać faworytkę w piątym gemie, ale nie potwierdziła tego faktu w kolejnym gemie. To Mertens była w nieco lepszej sytuacji, serwowała jako pierwsza, obejmowała w końcówce prowadzenie. Volynets zaś musiała ją gonić.
I tak doszły do stanu 6:5 dla Mertens, podawała Katie. Dwukrotnie broniła się przy meczbolach dla Belgijki, świetnymi ofensywnymi akcjami z zejściem do siatki. I zaraz, w kolejnych akcjach, w tę siatkę trafiała. Belgijka uzyskała trzecią szansę, tym razem Volynets posłała piłkę za daleko. Marta Mrozińska zakończyła to niemal trzygodzinne spotkanie, bez 5,5 minuty, ogłosiła awans Mertens (6:0, 4:6, 7:5).
W meczu o 1/8 finału Belgijka zmierzy się z Jeleną Ostapenko.














