Od Wimbledonu Kamil Majchrzak, otwiera się w nowym oknie nie oczekiwał w tym roku za wiele - jechał do Londynu mając bagaż siedmiu porażek z rzędu, na mączce i na trawie. A jednak w tym kultowym turnieju, dla większości zapewne zawodników na świecie najważniejszym, dokonał przełomu. Już samo pokonanie byłego finalisty tego turnieju Matteo Berrettiniego było czymś wielkim, otwiera się w nowym oknie, a przecież 29-letni Polak pokonał później jeszcze dwóch rywali.
I zapewnił sobie tym samym grę w głównej drabince US Open, czego potwierdzenie dotarło do niego dzisiejszej nocy.
A kolejny krok mógł uczynić w Szwajcarii. Majchrzak powtarzał, że stać go na miejsce w TOP 50 rankingu ATP. Naturalnie, że jeszcze nie po turnieju w Gstaad, ale tu mógł zaatakować swoją najwyższą pozycję w karierze. Na kilka miesięcy przed swoim zawieszeniem za doping, w lutym 2022 roku, był 75. Teraz awansował na 81. miejsce, a w rankingu ATP "na żywo" - nawet na 78. To też efekt zwycięstwa w pierwszej rundzie szwajcarskiego turnieju, otwiera się w nowym oknie.
Dziś Polak mógł dołożyć kolejną cegiełkę - w starciu z 21-letnim Peruwiańczykiem Ignacio Buse, który przeszedł w Gstaad kwalifikacje, a później wyrzucił z drabinki rozstawionego z piątką Laslo Djere.
On kiedyś był dziewiątym juniorem świata - w czasie, gdy Polak notował historyczny ranking.
ATP 250 w Gstaad. Kamil Majchrzak kontra rewelacyjny Peruwiańczyk z kwalifikacji. Szybki pierwszy set
Po 29 minutach tego spotkania nikt by chyba nie powiedział, że ten mecz nie zakończy się wygraną Majchrzaka. Polak grał rewelacyjnie, spychał młodego rywala do defensywy, korzystał z jego braku doświadczenia. Szybko przełamał Buse na 2:0, później podwyższył na 4:1. Kolejne przełamanie, na 5:1, było już wyrokiem.
Krótka przerwa pomogła jednak 21-letniemu zawodnikowi, który ten rok zaczynał w połowie trzeciej setki światowego rankingu i "na styk" załapał się do eliminacji Australian Open. Zaczął grać pewniej, odważniej - w tym elemencie górował już nad Majchrzakiem.
Obaj jednak wygrywali swoje podania, choć to Kamil częściej był w opałach. Jego celem było już doprowadzenie do tie-breaka, tam bowiem mogło decydować opanowanie i większe doświadczenie.
W dwunastym gemie Buse dostał kolejne dwie okazje do przełamania serwisu Polaka. Tym razem oznaczało to jednak piłki setowe dla rywala. Nie pomógł serwis, pierwszy był niecelny, drugi zaś dość łatwy do odczytania dla Peruwiańczyka.
A na sam koniec pomylił się Kamil - zaatakował forhendem, wyrzucił piłkę w aut. Było więc 1:1 w setach.

Młody Peruwiańczyk grał coraz lepiej, u Majchrzaka było zaś widać większą frustrację. Już w czwartym gemie Polak musiał bronić kolejnych break pointów. I przy drugim poległ. Buse zagrywał na forhend Polaka - celowo, wiedział, że tam ma większą szansę wymusić błąd. I go wymusił, Majchrzak trafił w siatkę. Zrobiło się 1:3, Kamil potrzebował teraz takich gemów jak w pierwszym secie.
Było jednak o to trudno, 21-latek z Ameryki Południowej miał swój znakomity czas. Świetnie bronił, dobiegał do niemal każdej piłki zagranej przez naszego zawodnika. A do tego pomagał mu serwis, choćby w ciężkim dla niego piątym gemie.
Buse wyszedł z tego, objął prowadzenie 4:1, a w kolejnym gemie już "dobił" Polaka. Majchrzak machał rękami, był poirytowany, ale dużo więcej nie mógł zrobić. Peruwiańczyk a to popisał się kapitalnym bekhendowym returnem, a to zaraz poprawił świetnym minięciem. Przełamał Polaka do zera, odskoczył na 5:1.
A niedługo później zakończył mecz - 1:6, 7:5, 6:1. I pierwszy raz w karierze awansował do ćwierćfinału turnieju ATP 250.














