W kobiecym tenisie największą postacią w Rumunii pozostaje oczywiście Simona Halep, ale Mihaela Buzărnescu w tamtejszym rankingu też jest wysoko. Swój najlepszy czas miała w 2018 roku, wygrała wtedy m.in. turniej obecnej rangi WTA 500 w San Jose w Kalifornii, zagrała w finale na mączce w Pradze z Petrą Kvitovą, a w pojedynczych spotkaniach ogrywała m.in. Jelenę Ostapenko, Arynę Sabalenkę (w Wimbledonie!), Camilę Giorgi, Magdę Linette, dwukrotnie Elinę Switolinę.
I zapewne ta 20. pozycja nie byłaby wtedy szczytem jej możliwości, gdyby nie kontuzja w kolejnym starciu ze Switoliną, w Montrealu, gdy w trzecim secie przegrywała 3:4. Straciła turniej w Cincinnati, później US Open, a jesienny powrót okazał się przedwczesnym. Kolejne spotkanie wygrała dopiero kilka miesięcy później, pod koniec lutego 2019 roku. Kilka miesięcy wypadła z najlepszej setki w rankingu WTA, ale wciąż trzymała odpowiedni poziom: zajmowała miejsce w przedziale 120-150 na świecie.
Ostapenko zdążyła tuż przed Świątek. Łotyszka zagra o finał w Madrycie
W połowie kwietnia Rumunia zaś zmierzyła się z Polską w fazie eliminacji Billie Jean King Cup, mecz zorganizowano w Radomiu. Dla nas było to spotkanie szczególne, chwilę wcześniej, po turnieju w Miami, jasne stało się, że Iga Świątek po raz pierwszy stanie się światową "jedynką". I jej debiut w tej roli przypadł właśnie w starciu z Rumunią, a że rywale nie przysłali Simony Halep, to Iga zagrała z doświadczoną Buzărnescu. Oddała rywalce jednego gema, wygrała 6:1, 6:0.
Ale i tak większe lanie czekało następnego dnia Andreę Prisacariu, która dostała tenisowy rower.
Mihaela Buzărnescu wraca na światowe salony tenisa. To była 20. rakieta świata. W niedzielę skończy... 37 lat
Buzărnescu byłą wtedy 123. zawodniczką w rankingu WTA, kilka tygodni później wystąpiła w głównej części Roland Garros, później znalazła się w drugiej rundzie Wimbledonu - tam uległa Coco Gauff 2:6, 3:6. Miesiąc później dopadł ją koszmarny pech - prowadziła w WTA 125 w Jassach ze swoją rodaczką Cristiną Dinu 6:1 i 5:3, gdy doznała kontuzji. Od tamtego wtorku minęły 1002 dni, Rumunka nie wystąpiła już w żadnym oficjalnym turnieju WTA. Próbowała sił w lidze niemieckiej, później francuskiej, ale bez dobrych efektów.

I teraz nagle nastąpił przełom. Na ogłoszonej właśnie liście startowej do kwalifikacji French Open pojawiło się nazwisko Rumunki - z zamrożonym rankingiem na 173. pozycji. To o tyle dziwne, że w niedawnych wywiadach w rumuńskich mediach zawodniczka nie zaprzeczała chęci powrotu do rywalizacji, ale nie mówiła też, że nastąpi to aż tak szybko. A tak się właśnie stanie, na co mogą mieć też wpływ względy finansowe. Każda zawodniczka, która przystąpi do kwalifikacji, może liczyć na ok. 20 tys. euro brutto nagrody. Na liście są trzy reprezentantki Polski: Maja Chwalińska (będzie rozstawiona), Katarzyna Kawa i Linda Klimovicova.
Kompromitacja Rosjanina, wstyd na cały świat. Nagle chwycił się za krocze
Kwalifikacje do French Open zaczną się 19 maja, faza główna turnieju ruszy 25 maja. W niej wystąpią trzy Polki: Iga Świątek, Magdalena Fręch i Magda Linette.
Zobacz również:












