Stało się 100 minut po meczu Sabalenki. Rewanż za ćwierćfinał AO skasowany
W styczniu 2025 roku Aryna Sabalenka suchą stopą przeszła aż do ćwierćfinału - w pierwszych czterech spotkaniach seta nie były w stanie jej zabrać Sloane Stephens, Clara Tauson czy Mirra Andriejewa. Ta sztuka zaś udała się 33-letniej wówczas Anastazji Pawluczenkowej, która w meczu z liderką rankingu remisowała 1:1. Teraz mogło dojść do rewanżu, już w drugiej rundzie. Białorusinka swoją pracę wykonała wzorowo, został ruch Pawluczenkowej. A ta rywalizowała z zawodniczką klasyfikowaną o 653 miejsca niżej w rankingu WTA.

W Polsce był już 1 września 2024 roku, gdy w trzeciej rundzie US Open Iga Świątek odprawiła Anastazję Pawluczenkową. Dla Rosjanki był to ostatni mecz w sezonie, odpuściła rywalizację na Dalekim Wschodzie.
Wróciła dopiero w styczniu w Australii, zaliczyła nieudany epizod w Adelajdzie, później był świetny występ w Australian Open. Wygrała cztery mecze, znów - jak kiedyś - awansowała do najlepszej ósemki turnieju. A tu w drugim secie rozprawiła się z samą Aryną Sabalenką, pokonała ją 6:2. Decydował więc trzeci set, w nim Aryna dwukrotnie została na początku przełamana, musiała odrabiać straty. Ostatecznie to jej break na 5:3 okazał się jednak kluczowy. Wygrała, później pokonała Paulę Badosę, dopiero w finale uległa Madison Keys.
Teraz Pawluczenkowa szła podobnym scenariuszem: porażka w US Open, długa przerwa, nieudany powrót w Brisbane, wysoko przegrała z Soraną Cirsteą. Przełom miał nadejść w Melbourne, a w perspektywie był już rewanż z Sabalenką. W drugiej rundzie, a nie ćwierćfinale. A w ich potyczkach jest remis 2:2.
Aryna rankiem swoje zadanie wykonała. W przypadku 34-letniej Rosjanki też wydawało się ono formalnością.
Australian Open. Anastazja Pawluczenkowa kontra Chinka Bai w pierwszej rundzie. Zaskakujące zakończenie
Trudno się było bowiem spodziewać, że doświadczona Rosjanka może mieć kłopoty z pokonaniem 23-letniej Chinki Zhuoxuan Bai. Nie jest to zawodniczka znana w tourze, choć błysnęła w niezłych turniejach ITF pod koniec 2023 roku. Do tego stopnia, że awansowała do najlepszej setki rankingu WTA. W Wimbledonie przeszła nawet kwalifikacje, zagrała jeszcze w kwalifikacjach US Open i na 14 miesięcy zniknęła z kortów. Powodem były urazy pleców i kostki.

Wróciła w niezłym stylu, jesienią dotarła do ćwierćfinału WTA 250 w Jiujiangu, w Melbourne jej zamrożony ranking pozwalał na grę w kwalifikacjach. Bo normalnie, jako 697. zawodniczka na świecie, nie miałaby czego tutaj szukać.
I to Chinka zaskoczyła Rosjankę jako pierwsza, przełamała ją raz, za moment po raz drugi. Odskoczyła na 5:2. A seta wygrała 6:4.
W drugiej partii lepsza była Rosjanka, mimo kłopotów w gemie otwarcia. Utrzymała jednak serwis, zdobyła ten ważny punkt, a później dwukrotnie zaskoczyła Azjatkę breakami. 14:8 w winnerach w tej partii miało też odzwierciedlenie w wyniku: 6:2 dla Pawluczenkowej. Kibice na Kia Arenie byli więc świadkami decydującej rozgrywki.
W niej zaś obie szły łeb w łeb - i tak do tie-breaka, rozgrywanego w trzeciej partii do dziesięciu punktów. Bai prowadziła 9-8, miała piłkę meczową i serwis. Przegrała jednak ten punkt, jak i następny. Role się odwróciły, teraz to Rosjanka serwowała przy meczbolu. I przegrała akcję tę, ale też i kolejną. Kolejnej okazji już nie dostała - Chinka zakończyła mecz. Wygrała 6:4, 2:6, 7:6 (10).
I w nagrodę zagra w środę z Aryną Sabalenką.















