Smutek w Melbourne po meczu Alcaraza. Jednak nici z hitu. Tylko trzy sety
Dla polskich kibiców tenisa kluczowa w Australian Open jest oczywiście rywalizacja w kobiecym singlu, za sprawą Igi Świątek. Choć w nocy z wtorku na środę nie tylko Raszynianka powalczy o półfinał turnieju, to samo spotka też w deblu Jana Zielińskiego. Fani męskiego tenisa czekają jednak na to, co wydarzy się w singlu. Czy znów dojdzie do starcia Jannika Sinnera z Carlosem Alcarazem, czy może we wszystko wmiesza się Novak Djoković? Australijczycy liczyli, że plany te pokrzyżuje Alex De Minaur. To już jest nieaktualne.

Równe 50 lat temu w australijskim finale pierwszego w sezonie Wielkiego Szlema Mark Edmondson pokonał 3:1 Johna Newcombe'a. Był to turniej wyjątkowy, bo całą ósemkę ćwierćfinalistów stanowili reprezentanci jednego kraju, właśnie Australii. I chyba nic wtedy nie wskazywało, że to... ostatni taki sukces zawodnika z tego kraju. Próbowali później m.in. Pat Cash czy Lleyton Hewitt, grali w finałach - bez powodzenia.
Teraz w czołówce rankingu ATP jest inny Australijczyk - szóstą pozycję zajmuje Alex De Minaur. 26-letni zawodnik nigdy dotąd nie grał na poziomie półfinału Wielkiego Szlema, ale ten sezon zaczął dobrze. Miał niezłą rozgrzewkę w United Cup, już w Melbourne odniósł efektowne zwycięstwa z Francesem Tiafoe i nieobliczalnym Aleksandrem Bublikiem. Oba w trzech setach, bez większego wysiłku.
Tyle że aby dokonać przełomu w swojej karierze, De Minaur musiał we wtorek dokonać czegoś wybitnego - ograć samego lidera rankingu ATP Carlosa Alcaraza. W Melbourne w to wierzono, na świecie - niekoniecznie. Kibice czekają na kolejny finał Alcaraza z Sinnerem, ewentualnie z Djokoviciem. Dwaj ostatni najpierw muszą w środę wygrać swoje mecze w ćwierćfinałach, później zmierzą się ze sobą.
Był jednak w tych planach Australijczyków jeden problem - pięć wcześniejszych spotkań De Minaura z Alcarazem zawsze kończyło się tak samo. To Hiszpan triumfował. I nie miała znaczenia nawierzchnia, mierzyli się na każdej.
Australian Open. Carlos Alcaraz kontra Alex De Minaur. Obaj walczyli o historyczny półfinał
We wtorek na Rod Laver Arena wszystko wskazywało początkowo na podobny scenariusz, Carlitos szybko odskoczył na 3:0. I za moment dał się złapać na stronie bekhendowej, Australijczyk świetnie przyspieszał grę. W piątym gemie to De Minaur uzyskał trzy break pointy, tego trzeciego zamieniła na przełamanie. Gdy wyrównał na 3:3 kilka minut później, trybuny na największym stadionie w Melbourne Park znalazły się w żywiole.

Ten pierwszy set był nierówny, szczególnie w przypadku Hiszpana. Alcaraz szukał jeszcze właściwego rytmu, dwukrotnie dał się przełamać. Ale nie dał w jedenastym gemie, objął prowadzenie 6:5. I zrzucił presję na rywala. De Minaur zaś tego nie wytrzymał.
Być może wpływ na to miało ostrzeżenie, które sędzia Eva Asderaki-Moore dała Australijczykowi za opóźnianie serwisu. Zareagował na to... Alcaraz, bronił rywala, bo to on prosił o chwilę na przygotowanie się. Niemniej szybko zrobiło się 0-40, De Minaur grał zbyt bezpiecznie. A przynajmniej zbyt bezpiecznie jak na możliwości ofensywne Hiszpana.
Alex doprowadził jeszcze do stanu równowagi, do tie-breaka brakowało mu dwóch punktów. I te dwa punkty padły łupem lidera rankingu, po wyrzuconym bekhendzie Australijczyka, a później - pechu. Po świetnej wymianie to on trafił w górną część siatki, a piłka spadła już później za linią boczną kortu.
Ta partia trwała 58 minut, można się było nastawić na może nawet kilka godzin świetnego tenisa. A stało się inaczej.

O ile w tym pierwszym secie Hiszpanowi zdarzały się dłuższe momenty obniżki dyspozycji, to później już takich nie było. Co najwyżej chwilowe zawieszenia, których De Minaur i tak nie potrafił wykorzystać. Przewaga Carlitosa zwiększała się z każdą minutą, miał przewagę nie tylko w serwisie, ale i w grze z głębi kortu. A gdy rywalowi udawało się uzyskiwać pojedyncze szanse, to i tak ich nie wykorzystywał.
Alcaraz z kolei był tu bezwzględny - dwa przełamania w drugiej partii, dwa w trzeciej. I szybko zmierzał ku półfinałowi, swojemu pierwszemu w Melbourne. On tu celuje, tak jak Świątek, w karierowego Wielkiego Szlema, brakuje mu tego jednego sukcesu.
Dwa lata temu w ćwierćfinale zatrzymał Hiszpana Alexander Zverev, rok temu - Novak Djoković. Teraz De Minaur nie dał rady, przegrał 5:7, 2:6, 1:6. A o finał lider rankingu zagra w piątek ze Zverevem. W ich potyczkach jest 6:6, ale tu nie ma wątpliwości, że to Carlitos będzie faworytem.













