Miała 6:0, 5:2. I meczbole. Rozstawiona wypada w ćwiartce Igi Świątek
Większych sensacji w tegorocznym Australian Open u pań jeszcze nie było, ale niespodzianki - już tak. A taką jest na pewno to, co we wtorek stało się na 1573 Arenie w Melbourne Park. Rozstawiona z "18" Ludmiła Samsonowa wygrała pierwszego seta z 37-letnią Laurą Siegemund 6:0, a mówimy o zawodniczce, która w czwartej rundzie była potencjalną rywalką Igi Świątek. I trudno wytłumaczyć to, co stało się później.

Tenisowe mecze trwają do momentu, gdy sędzia nie wypowie magicznej formułki "gem, set i mecz". I na końcu wstawi nazwisko triumfatora czy triumfatorki.
Ludmiła Samsonowa, Rosjanka reprezentująca kiedyś Włochy, czekała już na takie zdanie francuskiego arbitra Damiena Dumusoisa, gdy po 84 minutach prowadziła z Laurą Siegemund 6:0, 5:3 i 40-15, patrząc z jej perspektywy. A chwilę wcześniej było nawet 5:2 i serwowała - a do tej pory ani razu Niemka nie miała nawet break pointa.
Wszystko nagle się odwróciło, doszło do sytuacji, która na tym poziomie zdarza się naprawdę rzadko.
I zawodniczka, która mogła wpaść na Igę Świątek już w czwartej rundzie, odpadła.
Australian Open. Ludmiła Samsonowa kontra Laura Siegemund w "ćwiartce" z Igą Świątek. Nieprawdopdoobny zwrot akcji
27-letnia Rosjanka została w Melbourne rozstawiona z "18" - w pierwszych dwóch rundach była więc w teorii faworytką. Na pewno zaś jej akcje stały wyżej w konfrontacji z niemal 38-letnią Laurą Siegemund. Postawa Niemki była dużą niewiadomą, bo choć to zawodniczka niezwykle waleczna, szalenie ambitna, to jednak nie ma mocy w ręce. A Samsonowa taką ma - nie dość, że przy serwisie, to jeszcze potrafi grać płasko, co też daje przewagę.
Siegemund przed Australian Open zagrała w Adelajdzie - jej występ wywołał niepokój. W potwornym upale rywalizowała z... 41-letnią Wierą Zwonariową, przegrała, skreczowała w drugim secie. To jednak tutaj, w stolicy stanu Wiktoria, sprawiła rok temu wielką sensację, ograła mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. A później zaliczyła kapitalny Wimbledon, jeszcze w ćwierćfinale wygrała pierwszego seta z Aryną Sabalenką, w trzecim była też blisko sukcesu.
Dziś jednak w starciu z Samsonową Siegemund długo była tłem dla rywalki. Pierwszego seta przegrała 0:6, w drugim było już 2:5 - do tego momentu Niemka nie miała nawet jednej okazji do przełamania serwisu. I wtedy one się pojawiły, pierwsza, druga, trzecia. Tę ostatnią wykotrzystała, przedłużyła swoje nadzieje.

Za moment Samsonowa prowadziła 5:3, miała dwie piłki meczowe. Siegemund pierwszą obroniła swoją piękną akcją, przy drugiej pomógł błąd rywalki. I kolejnych już Rosjanka nie dostała. Wszystko się zmieniło.
Aby wygrać z doświadczoną zawodniczką z Niemiec, rywalka musi być cierpliwa. Musi umieć odpowiadać na slajsy Siegemund, nie może się "podpalać". A Samsonową ta cierpliwość opuściła, mnożyły się błędy. 37-latka wygrała pięć gemów z rzędu - i całego seta 7:5.
A później wyszła ze stanu 0:2 w decydującej odsłonie. Laura grała kapitalnie, w tej partii miała tylko dwa niewymuszone błędy, przy ośmiu rywalki. Mknęła po awans - i w końcu go wywalczyła. Wygrała 0:6, 7:5, 6:4. I co z tego, że jej najmocniejszy serwis został posłany z prędkością 158 km/godz, a średni pierwszy Samsonowej wynosił 170.
To Niemka zagra o trzecią rundę z Australijką - albo z Maddison Inglis, albo z Kimberly Birrell.







![Polskie derby dla Resovii. Zawiercie zatrzymane w Lidze Mistrzów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MBZXMYWMF92JI-C401.webp)
![Niespodzianka w LM była blisko! Projekt uratował się w tie-breaku [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MBZXG5I446KE7-C401.webp)





