Niepokój Wiktorowskiego, nerwy Osaki. Przełamana na 3:4 w trzecim secie
Losy Naomi Osaki w Australian Open interesują polskich kibiców z dwóch powodów. Po pierwsze: to podopieczna Tomasza Wiktorowskiego, który dziś wyjątkowo często udzielał rad Japonce. A po drugie: to potencjalna rywalka Igi Świątek już w czwartej rundzie. Była dwukrotna mistrzyni tego turnieju świetnie zaczęła, szybko wygrała trzy gemy. A później pojawiły się ogromne problemy, Antonia Ruzić wyrównała na 1:1. Tuż po tym, jak przed Osaką pojawiło się... czerwone światło. Decydował więc trzeci set, w którym Chorwatka wygrywała 4:3, z przełamaniem.

Gdyby Naomi Osaka wygrała na Rod Laver Arenie z Antonią Ruzić, kilka dni po fakcie niewielu kibiców pamiętałoby zapewne o wyniku tego spotkania. W pamięci pozostałby jednak moment samego pojawienia się japońskiej mistrzyni na największym obiekcie w Melbourne Park. Nie w sportowym stroju, z torbą ze sprzętem na ramieniu. A w zaskakujęcym stroju: cyjanowo-białej tunice, białych spodniach i białym kapeluszu z trenem z tiulu. I jeszcze z białym parasolem.
Zaskoczeni byli tym wszyscy, zapewne z Antonią Ruzić na czele. Chorwatka coraz lepiej spisuje się w zawodowym tourze, jesienią została "jedynką" w swoim kraju, kosztem Donny Vekić, nieźle też zaczęła ten sezon - półfinałem w Hobart. Tyle że nie prezentuje jeszcze poziomu gwiazd, do których zalicza się Osaka.

I chyba ten strój Japonki, a może fakt gry na Rod Laver Arenie, tak źle wpłynęły na 23-letnią zawodniczkę. Gdy skończyły trzeciego gema, Osaka prowadziła 3:0, a na zegarze za jej plecami był czas: "0:07". Ruzić zdobyła w tym czasie trzy punkty, wszystkie po bekhendowych niewymuszonych błędach Naomi.
A później wszystko się zmieniło.
Australian Open. Kumulacja emocji na największym obiekcie w Melbourne. Naomi Osaka kontra Antonia Ruzić
Dziś przed południem polskiego czasu z części drabinki, w której znajdowała się Naomi Osaka, odpadła Ludmiła Samsonowa. To ona miała być główną przeszkoda na drodze do starcia z Igą Świątek, już w czwartej rundzie. Sorana Cirstea czy Laura Siegemund - to jednak nie te progi. A i u Polki drabinka wygląda dość klarownie.
Trudno było się też spodziewać, że Osakę może zatrzymać Ruzić, zawodniczka bez mocnego serwisu czy uderzenia. Raczej mogła to zrobić sama Japonka, swoją niemocą, której objawy widzieliśmy już w United Cup. Choć tam podobno dopadł ją wirus.
Już ta końcówka pierwszego seta pokazała, że Chorwatkę, obchodzącą dziś 23. urodziny, stać na równą walkę. Podjęła rękawicę, wyrównała na 3:3, później miała piłkę na 4:4. Zdecydowała jednak moc uderzeń Naomi. I precyzja, bo gdy Japonka trafiała w kort, uzyskiwała jednak przewagę.

W drugiej partii wszystko już jednak dość szybko runęło, a Osaka coraz częściej kierowała pytania do siedzącego w boksie Tomasza Wiktorowskiego. Problem w tym, że nie za bardzo chyba słuchała jego rad, a Polak zachęcał do ofensywnej gry, do ataków. Ruzić uzyskała break pointa na 2:0, ale tego Osaka obroniła asem. Kolejnego - już nie. I sytuacja wymknęła się jej z rąk.
Chorwatka trzymała tę przewagę, ale presja i ją w końcu dopadła. W dziewiątym gemie, gdy trzeba było wyserwować 1:1. Japonka uzyskała dwa break pointy, pierwszego popsuła prostym returnem. A drugą piłkę Antonia wygrała po kapitalnej akcji, rozrzuciła Japonkę po korcie.
Problem w tym, że chwilę później zapaliło się czerwone światło na słupkach z boku siatki - a ono oznaczało zagrania autowe. Chorwatce to nie przeszkadzało, chciała kontynuować mecz. A Naomi - nie.
Przerwa trwała siedem minut, trzeba było wyłączyć cały system. A gdy wznowiły, Ruzić wygrała trzy z czterech akcji. I całego seta.
Decydowała więc trzecia partia, Osaka odskoczyła szybko na 2:0, ale chyba poczuła się za pewnie. Wróciły błędy z początku poprzedniej partii, za moment było 2:2. A później 4:3 dla Chorwatki, już z przełamaniem.
Naomi musiała wejść na poziom, jaki prezentowała przed urodzeniem córki, aby znów dominować. I weszła. Wygrała dwa kolejne gemy, pierwszego przy podaniu Chorwatki, gdy ta do serwisów dostała nowe piłki.
A później uzyskała piłkę meczową przy serwisie Ruzić, już przy stanie 5:4. I pięknie trafiła bekhendem przy samej linii.
Wygrała 6:3, 3:6, 6:4, po 142 minutach gry. I jej starcie ze Świątek jest jak najbardziej realne.













