Reklama

Reklama

Tenis stołowy. Lucjan Błaszczyk: Tenis stołowy ma trafiać w gusta kibiców

Lucjan Błaszczyk jest zdania, że pandemia COVID-19 z jednej strony - pokrzyżowała wielu sportowcom plany, jednak z drugiej - umożliwiła testowanie różnych systemów gry.

Przed trzema miesiącami Błaszczyk został wybrany do zarządu Europejskiej Unii Tenisa Stołowego (ETTU) i jako jej przedstawiciel będzie pracował w Radzie Dyrektorów Międzynarodowej Federacji (ITTF). Oficjalnie obejmie stanowisko 1 stycznia 2021 roku.

Reklama

- Jesienią miałem okazję uczestniczyć w międzynarodowych kongresach i spotkaniach, słuchałem, obserwowałem, przypatrywałem się, ale oczywiście jeszcze bez prawa głosu. Z pewnością jest wiele pomysłów na rozwój naszej dyscypliny. Dążenia też są jasne - tenis stołowy ma trafiać w gusta kibiców, bo przecież funkcjonowanie żadnego sportu nie ma sensu bez fanów - powiedział PAP Błaszczyk, który w poniedziałek skończy 46 lat.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Już wcześniej podczas imprezy pod nazwą T2 Diamond testowano nowe rozwiązania w systemie gry - zawodnicy rywalizowali na dystansie 24 minut, a zwycięzca musiał w tym czasie wygrać cztery sety do 11 punktów. Jeśli to się nie udało, dochodziło do dodatkowego seta rozgrywanego do pięciu punktów.

- Kolejne testy mogliśmy zaobserwować m.in. podczas turnieju Ligi Mistrzów w Duesseldorfie. Jeśli dochodziło do piątych setów, zwyciężał ten, kto wywalczył sześć punktów. Serwowali co akcję, a przy stanie 5:5 decydowała następna akcja, nie było walki na przewagi. Z kolei w zawodach WTT w Makau rozgrywano coraz dłuższe mecze, początkowo do trzech wygranych setów, w półfinale do czterech, a w finale do pięciu. W zależności od fazy turnieju różnie wyglądały końcówki setów, np. przy 10:10 decydująca była kolejna akcja. Ale ostatnie sety grane były już na przewagi - tłumaczył multimedalista mistrzostw Europy i Polski.

Błaszczyk dodał, że podczas turniejów zawodnicy otrzymują specjalne ankiety.

- Mogą napisać, co im się podobało, a co nie. Ich opinie są bardzo ważne, bo przecież to oni są decydują o poziomie i atrakcyjności widowisk w tenisie stołowym - zauważył.

Bardzo ważnym wydarzeniem były rozgrywki Champions League w "bańce" w niemieckim Duesseldorfie. Turniej wygrała miejscowa Borussia. Dartom Bogoria Grodzisk Mazowiecki awansował do ćwierćfinału, a Dekorglass Działdowo odpadł po fazie grupowej.

- Niemcy zorganizowali świetny i - co najważniejsze - bezpieczny turniej. Nie byłoby możliwości przeprowadzenia Ligi Mistrzów w dotychczasowej formule, dlatego zdecydowano się na kilkudniową rywalizację w zamkniętym ośrodku. Być może niektóre kluby były poszkodowane, bo nie mogły skorzystać z Azjatów, ale z drugiej strony promowane były drużyny, które na co dzień stawiają na szkolenie i wystawiały do gry np. wychowanków. W Borussii ciężar odpowiedzialności spoczywa nie tylko na Timo Bollu, ale też innych, m.in. Szwedzie Antonie Kallbergu, bohaterze finału z Saarbruecken - ocenił Błaszczyk.

Z kolei omawiając występy polskich zespołów podkreślił: - W Dekorglassie na dobrym poziomie zagrali Jakub Dyjas i Andrej Gacina, zawiódł zaś Wei Shihao. Zdecydowanie na plus Dartom Bogoria grający młodym składem, z zaledwie 14-letnim Miłoszem Redzimskim. Marek Badowski i Pavel Sirucek wygrywali z wyżej notowanymi od siebie, a Miłosz pokonał Hiszpana Monzo, a mógł wygrać też z Rosjaninem Liwencowem. Miałby dwa ważne +skalpy+ w tak młodym wieku. Widziałem go wcześniej na Top 16 w Gdańsku, to zawodnik o już sporych umiejętnościach, ale oczywiście dużych też rezerwach. Z pewnością przyniesie wiele radości klubowi z Grodziska Maz.

Jeden z najlepszych zawodników w historii polskiego tenisa stołowego odniósł się również do planów kalendarzowych na 2021 rok. Jeśli nic się nie zmieni, w czerwcu Warszawa będzie gospodarzem mistrzostw Europy (przełożonych z 2020 roku), potem odbędą się igrzyska w Tokio, a wkrótce po turnieju olimpijskim mają się odbyć kolejne ME, tym razem w Rumunii.

- Poza tym na rozegranie czekają zaległe drużynowe mistrzostwa świata w Korei Południowej, planowane były indywidualne mistrzostwa globu w USA. Nie wyobrażam sobie tak wielu imprez w krótkim czasie w kalendarzu, w którym brakuje wolnych terminów. Obawiam się, że znów trzeba będzie przekładać, może nawet odwoływać - wskazał.

Przyznał, że obecna sytuacja także jego zmusiła do zmiany planów.

- Na własnym przykładzie wiem, że zamiary czasem upadają jak domek z kart. W okresie świąteczno-noworocznym miałem przebywać w USA i prowadzić treningi, a także grać w turniejach, ale nie zdecydowałem się na podróż za ocean. Ryzyko jest zbyt duże. Ale na brak zajęć w akademii w Drzonkowie nie mogę narzekać, w czasie pandemii pojawiało się wiele nowych dzieci w wielu 6-10 lat - podsumował Błaszczyk.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje